Zdrowych Świąt i wszelkiej pomyślności dla całej społeczności zetkowej
hurricane
09.01.2025 09:01:02
Pomyślności w Nowym Roku
heniek
03.01.2025 00:51:19
Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim życzę, aby nie gorzknieć na wszystkich polach i mieć radość nawet z takich małych bzdetów, jak te życzenia. Forum specyficzne, ale wciąż pozostajemy ludźmi, życie da
Perepek
18.12.2024 09:47:05
Hej zamierzam się złożyc pozew o rozwód macie do polecenia kogos z okolic Katowic? nie wiem jak sie za to zabrac
Ozyrys1
11.12.2024 18:21:15
Hagi 10
Nie wie że rozmawiałam z jego eks kochankami, nie wie że wiem że kłamie. Trzymam dowody zabezpieczone do rozwodu. Ostatnia eks będzie zeznawać, natomiast ta "swobodna" sprzed dwóch
Metoda 34 kroków dla kryzysu w małżeństwie na odzyskanie pewności siebie w oczach partnera.
1.Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2.Nie dzwoń często.
3.Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4.Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu. 5.Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6.Nie proś o pomoc członków rodziny-masz wsparcie teściów póki są po Twojej stronie.
7.Nie proś o wsparcie duchowe.
8.Nie kupuj prezentów.
9.Nie planuj wspólnych spotkań.
10.Nie szpieguj, to Cię zniszczy.
11.Nie mów 'kocham Cię'.
12.Zachowuj się tak, jakby w Twoim życiu było wszystko w porządku.
13.Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14.Nie siedź, nie czekaj na żonę/męża , bądź aktywny, rób coś.
15.Będąc w kontakcie z nim/nią postaraj się mówić jak najmniej.
16.Jeżeli pytasz co robił/a w ciągu dnia, przestań pytać.
17.Musisz sprawić, że Twój partner zauważy w Tobie zmianę, że możesz żyć dalej z nim/nią lub bez niej/niego.
18.Nie bądź opryskliwy lub oziębły, po prostu zachowaj dystans.
19.Okazuj jedynie zadowolenie i szczęście.
20.Unikaj pytań dotyczących związku do chwili, gdy zechce sam/a z Tobą o tym rozmawiać.
21.Nie trać kontroli nad sobą.
22.Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23.Nie rozmawiaj o uczuciach.
24.Bądź cierpliwy.
25.Nie słuchaj co naprawdę mówi do ciebie.
26.Naucz się wycofywać, gdy chcesz zacząć mówić.
27.Dbaj o siebie.
28.Bądź silny i pewny, mów cicho i spokojnie.
29.Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić,Twoje konsekwentne działania mówią więcej niż słowa.
30.Nie pokazuj zagubienia i rozpaczy.
31.Nie wierz w nic co usłyszysz i 50% tego co widzisz.
32.Rozmawiając nie koncentruj się na sobie.
33.Nie poddawaj się.
34.Nie schodź z raz obranej drogi.
Zakochałem się z wzajemnością. Oboje jesteśmy po przejściach choć nieco różnych.
Ona 30-latka z dzieckiem, nigdy nie miała ślubu. Ja mam 42 lata, po ślubie kościelnym i rozwodzie cywilnym.
Kilka miesięcy trwało, nim się zaczęliśmy spotykać na poważnie(j), ponieważ ona była w nieszczęśliwym związku. Sama jest od pół roku, więc wszystko jest dość świeże.
Oboje jesteśmy wierzący (osoby o negatywnym, bądź totalnie obojętnym stosunku do wiary nie będą pewnie rozumieć poruszonych tu dylematów).
Wiara pomogła jej w odbudowaniu pewności siebie, odnalezieniu się w nowej sytuacji.
Mi też to dużo dało po rozwodzie, jednak ciężko jest pogodzić normalne życie z kościelnymi wymogami czystości. Dlatego międzyczasie miałem okresy nie przyjmowania komunii, będąc z kimś w związku. Nie myślałem poważnie o tym by kiedyś znowu wziąć ślub kościelny, jestem więc wolny w sensie prawnym. Okazało się, że dla mojej partnerki jest to problem.
Długo się opierała, zanim poszliśmy do łóżka.
Po jakimś czasie, gdy już zaczęliśmy sypiać ze sobą, poczuła się bardzo winna. Poszła do spowiedzi, powiedziała mi o wszystkim, poprosiła o zrozumienie. Mówi, że na tą chwilę, najważniejsze jest dla niej pozostanie w Kościele i możliwość przyjmowania komunii.
Podkreśla przy tym, że bardzo chciałaby mieć prawdziwego męża i nie jest dla niej bez znaczenia że ja już mam ślubną żonę.
Codziennie się kontaktujemy. Widujemy się nadal, ale nie pozwala mi na nic więcej niż namiętne pocałunki, akceptuję to, nie naciskam na nią. Spędzamy ze sobą czas, jest naprawdę cudownie, tylko pojawia się obawa czy na dłuższą metę to czegoś prowadzi...
Powiedziałem, że będę na nią czekał, aż dojrzeje w niej potrzeba, która weźmie górę.
Nie wiem, jak długo można w ten sposób i co jeszcze można zrobić.
Na takim etapie znajomości przecież jej nie poproszę o rękę...? Z resztą jedyne co mógłbym jej zaproponować na tę chwilę to ślub cywilny, który dla większości kobiet które znam jest jedynym istotnym, jeśli w ogóle...
Podziwiam jej zasady i staram się zrozumieć, cieszę się każdą chwilą, którą spędzamy razem. Ale z drugiej strony już czuję, że tracę czas, nie mam 30 lat, nie chcę przytulając jej patrzeć jak kuli się i zasłania piersi. Wydaje mi się to chore i obawiam się, że tylko ona sama może spróbować dojść do tego, czego chce i potrzebuje.
Ja chcę ją, na poważnie. Czy coś jeszcze mogę zrobić, jak długo to ma potrwać...?
Jak powinny wyglądać te nasze relacje na tę chwilę?
Dziękuję wszystkim za wyrozumiałość, tym których nie dotyczy temat wiary rzymskokatolickiej z góry za nie wyśmiewanie tej sytuacji, bo ona jest smutna raczej.
Pozdrawiam
? To nie próba wyśmiania. Co na to ksiądz? W kwestiach wiary powinien ksiądz i wykładnia katechizmu pomóc. Papież obecny chyba jest bardziej postępowy niż Twoja partnerka.
Oboje jesteśmy wierzący (osoby o negatywnym, bądź totalnie obojętnym stosunku do wiary nie będą pewnie rozumieć poruszonych tu dylematów).
żartujesz?
Piszesz że jesteś wierzący ale
Cytat
międzyczasie miałem okresy nie przyjmowania komunii, będąc z kimś w związku
.
wybierasz z tej wiary co ci pasuje?
Cytat
Nie myślałem poważnie o tym by kiedyś znowu wziąć ślub kościelny,
a w innym slubie wiara ci nie przeszkadza?
Cytat
Po jakimś czasie, gdy już zaczęliśmy sypiać ze sobą, poczuła się bardzo winna.
ty nie,?
może nie jesteś aż taki dobry w te klocki by ona podążyła za toba?
Cytat
Powiedziałem, że będę na nią czekał, aż dojrzeje w niej potrzeba, która weźmie górę
Cytat
Wydaje mi się to chore i obawiam się, że tylko ona sama może spróbować dojść do tego, czego chce i potrzebuje.
Po co zaznaczyłeś na początku ze jesteś wierzący?
Kobieta ma dopiero 30 lat ,za sobą kilka ,,grzesznych związków"albo się jej zmieniło albo nie jesteś w jej ,,typie" na zycie.Ma ochotę na ślub w kościele.Może się jej uda.
Cytat
Powiedziałem, że będę na nią czekał, aż dojrzeje w niej potrzeba, która weźmie górę.
Nie wiem, jak długo można w ten sposób i co jeszcze można zrobić.
Na takim etapie znajomości przecież jej nie poproszę o rękę...?
czyli na tym etapie znajomości chodzi tylko o seks?
Cytat
Ja chcę ją, na poważnie. Czy coś jeszcze mogę zrobić, jak długo to ma potrwać...?
może spróbuj unieważnić ślub kościelny,ale gdybyś miał robić to dla niej zapytaj...czy jest sens.
Coś z ta wiara tu namieszane zdrowo. Problem związków niesakramentalnych jest istotny i realny tym bardziej gdy nowe połówki jabłka są na innych etapach życia duchowego. Nox punktuje ale dość celnie.
Może to pozornie nie ma związku z tym co opisujesz ale dlaczego Twoja koleżanka rozeszła się z mężem ( potem unieważnili związek ) i podobnie Ty czemu rozwód z żona.
Kwestia unieważnienia ślubu kościelnego to niestety kwestia determinacji, pieniędzy i odrobiny cierpliwości - oczywiście pytanie czy to na pewno Jesusowi o to chodziło ( ale nie mi rozstrzygać, w końcu kopytko Michała Archanioła w krzyzkach tez można było kupić na odpuszczenie grzechów ).
Dziś bardziej realnie zadałbym pytanie czy sens dalej bo jesteście na innych etapach życia duchowego ( a być może był to jakiś problem w pierwszym związku Twej wybranki) niż wyłącznie kwestia seksualności ( choć problem to istotny).
Dziewczyna o której piszesz wydaje się ze albo jest po jakiejś formacji i prowadzi ugruntowane życie duchowe i ma swoje zasady ( to mega cenne i rzadkie). Ty akceptujesz kompromisy moralne ( i masz do tego prawo by było jasne) ale pytanie jak wróży to na przyszłość .
Co powie Kościół i Ksiądz - sprawa jasna jest to związek niesakramentalny i będzie namawiał do życia w czystości. W kwestii mieszkania ze sobą jest kwestia zgorszenia i pytanie o przyjmowaniem komunii. W kwestii unieważnienia ślubu - to fakt by nie było to dla kogoś a z potrzeby serca i pytanie na które sobie musisz odpowiedzieć sam czy są powody czy wyłącznie niedoskonałość prawa kanonicznego i pewnego rodzaju relatywizm moralny.
I już na koniec - rozmawiaj z nią rozmawiaj i jeszcze rozmawiaj o tych wszystkich aspektach.
Zaczynam podejrzewać, że wiara jest tutaj elementem zastępczym. Panna rozstała się NIEDAWNO ze swoim facetem, trwa ciągle przepychanka o opiekę nad dzieckiem, on cały czas chce by wróciła. Nie zamknęła tego związku.
To co piszecie też jest bardzo trafne. W łóżku np czułem, że ona nie potrafi się całkowicie otworzyć, ma trudność w osiągnięciu orgazmu, czego nigdy z innymi kobietami nie doświadczyłem.
Nasz Kontakt urwał się jednego dnia, gdy zadałem konkretne pytania. Najpierw uzasadniła to wyborem czystości, co jest prawdą ale później przyznała, że dla niej to wszystko stało się za wcześnie i nie jest gotowa na tak bliską relację i nie chce mnie skrzywdzić.
I w związku z tym nie mamy teraz żadnej relacji. Boję się, że tak jest dla niej łatwiej więc wybiera mniejsze zło.
Ja bardzo cierpię, nie umiem sobie tego wytłumaczyć, że nagle z tak wielkiego szczęścia wpadłem w sidła ogromnej samotności.
Boję się podejmować jakiekolwiek działania, żeby się nie narzucać, każdy dzień jest dla mnie katorgą.
Przez cały czas trwania znajomości nie zrobiłem tej dziewczynie najmniejszej przykrości i może nawet nadmiernie otaczałem ją dobrocią. Ona nie ma mi nic do zarzucenia, z resztą gdy pisze zwraca się do mnie z czułością ale przez cały czas wyłącznie myśli o sobie i swojej sytuacji.
Jeśli macie pomysły jak można temu zaradzić proszę o pomoc.
Mam aktualnie wyłącznie czarne myśli, zaczynam już nawet chcieć ją sobie celowo zacząć obrzydzać, żeby w ten sposób się ochronić, a to przecież chore.
A dlaczego po prostu nie odpuścić? Może sex z Tobą nie okazał się na tyle ekscytujący, żeby żyć w grzechu, może rzeczywiście nie pozamykała wszystkich spraw i ma dylematy, a może doświadczona przez los nieudanym związkiem stała się ortodosyjna w wierze...kto to wie?
Będąc po 40 i nieudanym związku może warto wpuścić trochę racjonalizmu w miejsce emocji. Poszukaj kobiety o podobnym podejściu do życia, szukaj podobieństw, bo to daje większe szanse na satysfakcję z relacji, a co za tym idzie udany związek.
Pewnie wszystkie trzy powody są choćby częściowo prawdziwe!
Ciężko "odpuścić", gdy się kogoś kocha. Wcześniejsze związki traktowałem właśnie tak "racjonalnie", a tu jestem po prostu mocno zaangażowany uczuciowo.
Wydaje mi się też, że mamy bardzo podobne podejście do życia, tylko że mam trochę inną sytuację. Po moim rozwodzie też zwróciłem się w kierunku Kościoła, bo to daje oparcie i miałem opory żeby wejść w stałą relację z kobietą. Minęło wiele lat, żebym zrozumiał że na dłuższą metę nie można się tak zadręczać, trzeba w końcu komuś zaufać, bo ostatecznie nawet ślub kościelny jest możliwy, jeśli się okaże że się kochamy i chcemy razem żyć.
Jeśli chodzi o seks, nie chciałbym żeby miałby być to ekscytujący na tyle grzech żeby się w nim zatracić. Raczej jest to warunek pełnego bycia ze sobą i jeśli ludzie wierzący chcą być razem powinni dążyć do zawarcia małżeństwa.
W moim przypadku zajęłoby to pewnie więcej czasu ale przecież nikt od razu nie wychodzi za mąż i nie żeni się, jest okres narzeczeństwa. Można o tym rozmawiać, a wg mnie chcieć to móc. To są poważne sprawy i problem nie dotyczy chyba tylko rozwodników.
Nie mogę przestać zadawać sobie pytania, co było prawdziwą przyczyną jej odejścia. Czy faktycznie WIARA i fakt że ja mam sakramentalną żonę?
Nie można wykluczyć że tak, sam nie wierzę (choć byłoby mi łatwiej) w jej złe intencje. Czy warto wobec tego rozpocząć trudną, żmudną procedurę unieważnienia ślubu? Ktoś z Was przez to przeszedł? Nie tylko w kierunku tej konkretnej dziewczyny ale dla samego siebie, bo tak czy inaczej w głębi serca sam będę mieć do końca życia swojego lub żony mieć opory by się z kimś jeszcze raz na dobre związać.
A jeśli prawdziwy powód zerwania znajomości był inny (np niezamknięta relacja z facetem) to jak się tego dowiedzieć?
Czy warto zaproponować rozmowę, bo ja od tamtej chwili nie odzywam się, wydaje mi się, że nie powinienem.
Dziewczyna ma za sobą doşwiadczenia seksualne. Ale ty jej blokadę przypisujesz temu że masz /za dużo powiedziane/żone? Ona mogła się bzykać bez ślubu ale niby o twoje życie pozagrobowe się martwi? To ją ogranicza?
to właśnie chciałbym wiedzieć.
czuję się zdradzony, oszukany, że powierzyłem jej swoje uczucia
a ona odwzajemniła je na moment a potem przeniosła gdzieś indziej lub schowała w szufladzie i zamknęła na klucz...
ale czemu chcesz to tak dogłębnie analizować?
Spotykałeś się z nia kilka miesięcy,no zakochałeś się/ona może nie/Znalazła wymówkę na jakościowo kiepski seks jaki mogła Ci dać.
,,Powierzyłeś uczucia"bo chcialeś,nikt cię o nie nie prosił.
Cytat
ona odwzajemniła je na moment a potem przeniosła gdzieś indziej
może odwzajemniła,moze nie,może byłeś wyjściem awaryjnym,gałązką za którą dobrze złapać /początek znajomości tkwiła w poprzednim układzie/
Jeżeli dla nie to nie to ,ciesz się że umiała się do tego pokrętnie co prawda przyznać
Pytałeś wcześniej o unieważnienie ślubu..
To ciężki proces,ale pogadaj z jakimś księdzem.Co masz innego do roboty ,jak spróbować?
Nie mogę przestać zadawać sobie pytania, co było prawdziwą przyczyną jej odejścia. Czy faktycznie WIARA i fakt że ja mam sakramentalną żonę?
Człowieku oprzytomnij trochę;
Gdyby powiedziała, że masz za dużego pewnie pytał byś nas o ile centymetrów masz go skrócić
Cytat
Ona 30-latka z dzieckiem, nigdy nie miała ślubu.
Zaciążyła bez jakiegokolwiek ślubu, również kościelnego, więc zupełnie jej to nie przeszkadza, żeby się bez tego porządnie bzykać;
Cytat
ona była w nieszczęśliwym związku. Sama jest od pół roku, więc wszystko jest dość świeże.
również bzykała się bez kościelnego, pewnie wystarczy jej że facet z inną ma tylko ślub cywilny, to nie jest grzech, jak ma kościelny to grzech
Ona nie ma żadnego, więc wszystko może;
Cytat
Po jakimś czasie, gdy już zaczęliśmy sypiać ze sobą, poczuła się bardzo winna. Poszła do spowiedzi, powiedziała mi o wszystkim, poprosiła o zrozumienie. Mówi, że na tą chwilę, najważniejsze jest dla niej pozostanie w Kościele i możliwość przyjmowania komunii.
Podkreśla przy tym, że bardzo chciałaby mieć prawdziwego męża i nie jest dla niej bez znaczenia że ja już mam ślubną żonę.
Z wszystkimi się bzyka nawet bez cywilnego, rozmnaża się a od Ciebie tylko oczekuje ślubu kościelnego?
Jak problem żyć na kocia łapę i to załatwiać nie ryzykując że jej uciekniesz?
Ona Cię odstawiła w bardzo prymitywny sposób. Kobieta nieczysta wciska Ci kit o czystości i Ty go łykasz
Przyczyną odrzucenia mogła być prędzej Twoja naiwność, to, że nie jesteś dla niej dość dobry, a najprędzej, ze liczy na kogoś jej zdaniem lepszego lub powrót do tego nieszczęśliwego związku; Przestraszyła się. Jak facet się dowie, że z Tobą sypia, to powrotu nie będzie;
Nie szkoda Ci czasu jęczeć za taką hipokrytką, która nie miała odwagi powiedzieć Ci, ze jej nie pasujesz lub że ma inne plany na życie?
Może być jeszcze gorzej. Nie nadaje się do żadnych związków, więc wymyśliła sobie, że sakramenty za nią wszystko załatwią. Zwolnią z lenistwa, starania się, myślenia. Daleko nie szukać, u Ciebie sakrament jakoś nie załatwił Ci szczęśliwego związku, a jej załatwi ;
Update od autora.
Moi Mili, poczułem się w obowiązku podzieleniem się z Wami dalszym ciągiem tej historii (a może histerii?).
Okazało się, że problem wiary ma tu jednak znaczenie MARGINALNE. Otóż co się wydarzyło. Po może 2 tygodniach od "zerwania" zaproponowałem spotkanie, sądziłem że będzie to ostatnia nasza rozmowa, pożegnalna. Podczas spotkania usłyszałem jednak, że nie jestem jej obojętny, tylko że wszystko stało się za szybko. Pojawiły się pocałunki i jakoś tak zaczęliśmy znowu rozmawiać... Spotkaliśmy się ze dwa razy, ja na nic nie naciskałem aż przypadkiem niemal pojechała ze mną na weekend, bo miałem sprawę rodzinną. Tam nagle znów staliśmy się sobie bliscy, opadły wszelkie bariery i zniknęły problemy. Spędziliśmy cudowny czas, przy czym widzieli nas również inni, moi i jej znajomi. Jak to teraz będzie - spytała.
Sądziłem, że jednak trochę się przełamała i byłem w pozytywnym szoku, że moja cierpliwość zaowocowała takimi wydarzeniami.
Spotkania co kilka dni wypełnione cudownym seksem, bo poznając się bliżej, coraz lepiej było nam również w łóżku.
Jednocześnie widząc że sprawy idą w tym kierunku, mówiłem wciąż że marzę, byśmy spędzali razem jak najwięcej czasu a moim celem jest kiedyś wspólne zamieszkanie. W różne dni czułem różne nastroje, kilka razy znowu się nie odezwała, lub zbyła moje zaproszenie na wspólne wyjście, o czym później dawałem radę zapomnieć gdy się zobaczyliśmy i było cudownie. Zawsze jednak tylko wtedy kiedy ona mogła (chciała). Wiedziałem, że jeśli ja zachowam się podobnie, nie przystanę na jej terminy, to spotkanie odwlecze się o kolejny tydzień. Więc, tak to działało przez jakieś 3 tygodnie.
To wszystko bardzo szybko i krótko a dla mnie jak cała wieczność.
Głupio być tak mocno zaangażowanym.
A teraz aktualnie - znowu wszystko powróciło do benzadziei.
Z czasem ten dystans począł się pogłębiać, odpowiedzi przychodziły z coraz większym opóźnieniem a na ostatnim spotkaniu, mimo że równie namiętnym i cudownym cieleśnie, podzieliła się ze mną wątpliwościami, które ją nachodzą co do naszej relacji, jak i tego, czy aby na pewno dobrze zrobiła odchodząc.
Huśtawka emocjonalna non-stop i dlaczego ja mam tracić czas na osobę w takim jak ona stanie. Już raz to od niej usłyszałem, więc wiem że znaczy to - "ja już nie chcę". Następnego dnia napisała SMS'a że nie chce mnie dłużej przy sobie zatrzymywać - bo to za dużo kosztuje.
Proszę nie piszcie tylko - widzisz, mówiliśmy Ci a ty nie wierzyłeś. Dobrze wiem, że jest to sprawa beznadziejna i perspektyw pozbawiona.
Zdaję sobie sprawę, że ona może nawet wrócić do poprzedniego związku, choć to małe szanse ale na pewno będzie z tego wychodzić dłuuugo i w tym czasie ja niczego z nią nie osiągnę.
Jednak fakt, że kocham tę kobietę, nie ułatwia mi odsunięcia się i otworzenia swojego serca na inną.
Czekam więc aż samo przejdzie podświadomie licząc, że za jakiś czas ona znowu przemówi, gdy zatęskni lub będzie miała ten "lepszy czas" i przeżyjemy razem kolejny wieczór jak na karuzeli...
Bardzo się tego boję a jednocześnie niczego innego nie pragnę.
Wiara nie ma tutaj nic do rzeczy.
Jeśli ktoś może nauczyć się czegoś na moim przypadku to wspaniale. ..
Czekam więc aż samo przejdzie podświadomie licząc, że za jakiś czas ona znowu przemówi, gdy zatęskni lub będzie miała ten "lepszy czas" i przeżyjemy razem kolejny wieczór jak na karuzeli...
Bardzo się tego boję a jednocześnie niczego innego nie pragnę.
Ale to kuźwa romantyczne
albo....... masochiści są wśród nas
Cytat
żartujesz?
Piszesz że jesteś wierzący ale
Cytat
wybierasz z tej wiary co ci pasuje?
Cytat
a w innym slubie wiara ci nie przeszkadza?
Cytat
ty nie,?
może nie jesteś aż taki dobry w te klocki by ona podążyła za toba?
Cytat
Cytat
Po co zaznaczyłeś na początku ze jesteś wierzący?
Kobieta ma dopiero 30 lat ,za sobą kilka ,,grzesznych związków"albo się jej zmieniło albo nie jesteś w jej ,,typie" na zycie.Ma ochotę na ślub w kościele.Może się jej uda.
Cytat
Nie wiem, jak długo można w ten sposób i co jeszcze można zrobić.
Na takim etapie znajomości przecież jej nie poproszę o rękę...?
czyli na tym etapie znajomości chodzi tylko o seks?
Cytat
może spróbuj unieważnić ślub kościelny,ale gdybyś miał robić to dla niej zapytaj...czy jest sens.
Może to pozornie nie ma związku z tym co opisujesz ale dlaczego Twoja koleżanka rozeszła się z mężem ( potem unieważnili związek ) i podobnie Ty czemu rozwód z żona.
Kwestia unieważnienia ślubu kościelnego to niestety kwestia determinacji, pieniędzy i odrobiny cierpliwości - oczywiście pytanie czy to na pewno Jesusowi o to chodziło ( ale nie mi rozstrzygać, w końcu kopytko Michała Archanioła w krzyzkach tez można było kupić na odpuszczenie grzechów ).
Dziś bardziej realnie zadałbym pytanie czy sens dalej bo jesteście na innych etapach życia duchowego ( a być może był to jakiś problem w pierwszym związku Twej wybranki) niż wyłącznie kwestia seksualności ( choć problem to istotny).
Dziewczyna o której piszesz wydaje się ze albo jest po jakiejś formacji i prowadzi ugruntowane życie duchowe i ma swoje zasady ( to mega cenne i rzadkie). Ty akceptujesz kompromisy moralne ( i masz do tego prawo by było jasne) ale pytanie jak wróży to na przyszłość .
Co powie Kościół i Ksiądz - sprawa jasna jest to związek niesakramentalny i będzie namawiał do życia w czystości. W kwestii mieszkania ze sobą jest kwestia zgorszenia i pytanie o przyjmowaniem komunii. W kwestii unieważnienia ślubu - to fakt by nie było to dla kogoś a z potrzeby serca i pytanie na które sobie musisz odpowiedzieć sam czy są powody czy wyłącznie niedoskonałość prawa kanonicznego i pewnego rodzaju relatywizm moralny.
I już na koniec - rozmawiaj z nią rozmawiaj i jeszcze rozmawiaj o tych wszystkich aspektach.
Zaczynam podejrzewać, że wiara jest tutaj elementem zastępczym. Panna rozstała się NIEDAWNO ze swoim facetem, trwa ciągle przepychanka o opiekę nad dzieckiem, on cały czas chce by wróciła. Nie zamknęła tego związku.
To co piszecie też jest bardzo trafne. W łóżku np czułem, że ona nie potrafi się całkowicie otworzyć, ma trudność w osiągnięciu orgazmu, czego nigdy z innymi kobietami nie doświadczyłem.
Nasz Kontakt urwał się jednego dnia, gdy zadałem konkretne pytania. Najpierw uzasadniła to wyborem czystości, co jest prawdą ale później przyznała, że dla niej to wszystko stało się za wcześnie i nie jest gotowa na tak bliską relację i nie chce mnie skrzywdzić.
I w związku z tym nie mamy teraz żadnej relacji. Boję się, że tak jest dla niej łatwiej więc wybiera mniejsze zło.
Ja bardzo cierpię, nie umiem sobie tego wytłumaczyć, że nagle z tak wielkiego szczęścia wpadłem w sidła ogromnej samotności.
Boję się podejmować jakiekolwiek działania, żeby się nie narzucać, każdy dzień jest dla mnie katorgą.
Przez cały czas trwania znajomości nie zrobiłem tej dziewczynie najmniejszej przykrości i może nawet nadmiernie otaczałem ją dobrocią. Ona nie ma mi nic do zarzucenia, z resztą gdy pisze zwraca się do mnie z czułością ale przez cały czas wyłącznie myśli o sobie i swojej sytuacji.
Jeśli macie pomysły jak można temu zaradzić proszę o pomoc.
Mam aktualnie wyłącznie czarne myśli, zaczynam już nawet chcieć ją sobie celowo zacząć obrzydzać, żeby w ten sposób się ochronić, a to przecież chore.
Będąc po 40 i nieudanym związku może warto wpuścić trochę racjonalizmu w miejsce emocji. Poszukaj kobiety o podobnym podejściu do życia, szukaj podobieństw, bo to daje większe szanse na satysfakcję z relacji, a co za tym idzie udany związek.
Ciężko "odpuścić", gdy się kogoś kocha. Wcześniejsze związki traktowałem właśnie tak "racjonalnie", a tu jestem po prostu mocno zaangażowany uczuciowo.
Wydaje mi się też, że mamy bardzo podobne podejście do życia, tylko że mam trochę inną sytuację. Po moim rozwodzie też zwróciłem się w kierunku Kościoła, bo to daje oparcie i miałem opory żeby wejść w stałą relację z kobietą. Minęło wiele lat, żebym zrozumiał że na dłuższą metę nie można się tak zadręczać, trzeba w końcu komuś zaufać, bo ostatecznie nawet ślub kościelny jest możliwy, jeśli się okaże że się kochamy i chcemy razem żyć.
Jeśli chodzi o seks, nie chciałbym żeby miałby być to ekscytujący na tyle grzech żeby się w nim zatracić. Raczej jest to warunek pełnego bycia ze sobą i jeśli ludzie wierzący chcą być razem powinni dążyć do zawarcia małżeństwa.
W moim przypadku zajęłoby to pewnie więcej czasu ale przecież nikt od razu nie wychodzi za mąż i nie żeni się, jest okres narzeczeństwa. Można o tym rozmawiać, a wg mnie chcieć to móc. To są poważne sprawy i problem nie dotyczy chyba tylko rozwodników.
Przez wiarę ktoś kogoś zdradził bo wiara tak nakazuje ?
Nie można wykluczyć że tak, sam nie wierzę (choć byłoby mi łatwiej) w jej złe intencje. Czy warto wobec tego rozpocząć trudną, żmudną procedurę unieważnienia ślubu? Ktoś z Was przez to przeszedł? Nie tylko w kierunku tej konkretnej dziewczyny ale dla samego siebie, bo tak czy inaczej w głębi serca sam będę mieć do końca życia swojego lub żony mieć opory by się z kimś jeszcze raz na dobre związać.
A jeśli prawdziwy powód zerwania znajomości był inny (np niezamknięta relacja z facetem) to jak się tego dowiedzieć?
Czy warto zaproponować rozmowę, bo ja od tamtej chwili nie odzywam się, wydaje mi się, że nie powinienem.
Cytat
Przez wiarę ktoś kogoś zdradził bo wiara tak nakazuje ?
dobre pytanie Yorik.
tenobcy - z kim Ciebie zdradziła ta dziewczyna ?
fizycznie, emocjonalnie ?
bo jeżeli po prostu odeszła...
czuję się zdradzony, oszukany, że powierzyłem jej swoje uczucia
a ona odwzajemniła je na moment a potem przeniosła gdzieś indziej lub schowała w szufladzie i zamknęła na klucz...
Cytat
"lub" czyni różnicę.
Nie uważasz ?
Jaki masz podstawy, żeby sądzić że przeniosła uczucia na kogoś trzeciego ?
widziałeś coś, słyszałeś o czymś ?
a tak, dla próby zrozumienia jej postępowania :
Dlaczego odeszła od ojca jej dziecka ?
Spotykałeś się z nia kilka miesięcy,no zakochałeś się/ona może nie/Znalazła wymówkę na jakościowo kiepski seks jaki mogła Ci dać.
,,Powierzyłeś uczucia"bo chcialeś,nikt cię o nie nie prosił.
Cytat
może odwzajemniła,moze nie,może byłeś wyjściem awaryjnym,gałązką za którą dobrze złapać /początek znajomości tkwiła w poprzednim układzie/
Jeżeli dla nie to nie to ,ciesz się że umiała się do tego pokrętnie co prawda przyznać
Pytałeś wcześniej o unieważnienie ślubu..
To ciężki proces,ale pogadaj z jakimś księdzem.Co masz innego do roboty ,jak spróbować?
Cytat
Człowieku oprzytomnij trochę;
Gdyby powiedziała, że masz za dużego pewnie pytał byś nas o ile centymetrów masz go skrócić
Cytat
Zaciążyła bez jakiegokolwiek ślubu, również kościelnego, więc zupełnie jej to nie przeszkadza, żeby się bez tego porządnie bzykać;
Cytat
również bzykała się bez kościelnego, pewnie wystarczy jej że facet z inną ma tylko ślub cywilny, to nie jest grzech, jak ma kościelny to grzech
Ona nie ma żadnego, więc wszystko może;
Cytat
Podkreśla przy tym, że bardzo chciałaby mieć prawdziwego męża i nie jest dla niej bez znaczenia że ja już mam ślubną żonę.
Z wszystkimi się bzyka nawet bez cywilnego, rozmnaża się a od Ciebie tylko oczekuje ślubu kościelnego?
Jak problem żyć na kocia łapę i to załatwiać nie ryzykując że jej uciekniesz?
Ona Cię odstawiła w bardzo prymitywny sposób. Kobieta nieczysta wciska Ci kit o czystości i Ty go łykasz
Przyczyną odrzucenia mogła być prędzej Twoja naiwność, to, że nie jesteś dla niej dość dobry, a najprędzej, ze liczy na kogoś jej zdaniem lepszego lub powrót do tego nieszczęśliwego związku; Przestraszyła się. Jak facet się dowie, że z Tobą sypia, to powrotu nie będzie;
Nie szkoda Ci czasu jęczeć za taką hipokrytką, która nie miała odwagi powiedzieć Ci, ze jej nie pasujesz lub że ma inne plany na życie?
Może być jeszcze gorzej. Nie nadaje się do żadnych związków, więc wymyśliła sobie, że sakramenty za nią wszystko załatwią. Zwolnią z lenistwa, starania się, myślenia. Daleko nie szukać, u Ciebie sakrament jakoś nie załatwił Ci szczęśliwego związku, a jej załatwi
Moi Mili, poczułem się w obowiązku podzieleniem się z Wami dalszym ciągiem tej historii (a może histerii?).
Okazało się, że problem wiary ma tu jednak znaczenie MARGINALNE. Otóż co się wydarzyło. Po może 2 tygodniach od "zerwania" zaproponowałem spotkanie, sądziłem że będzie to ostatnia nasza rozmowa, pożegnalna. Podczas spotkania usłyszałem jednak, że nie jestem jej obojętny, tylko że wszystko stało się za szybko. Pojawiły się pocałunki i jakoś tak zaczęliśmy znowu rozmawiać... Spotkaliśmy się ze dwa razy, ja na nic nie naciskałem aż przypadkiem niemal pojechała ze mną na weekend, bo miałem sprawę rodzinną. Tam nagle znów staliśmy się sobie bliscy, opadły wszelkie bariery i zniknęły problemy. Spędziliśmy cudowny czas, przy czym widzieli nas również inni, moi i jej znajomi. Jak to teraz będzie - spytała.
Sądziłem, że jednak trochę się przełamała i byłem w pozytywnym szoku, że moja cierpliwość zaowocowała takimi wydarzeniami.
Spotkania co kilka dni wypełnione cudownym seksem, bo poznając się bliżej, coraz lepiej było nam również w łóżku.
Jednocześnie widząc że sprawy idą w tym kierunku, mówiłem wciąż że marzę, byśmy spędzali razem jak najwięcej czasu a moim celem jest kiedyś wspólne zamieszkanie. W różne dni czułem różne nastroje, kilka razy znowu się nie odezwała, lub zbyła moje zaproszenie na wspólne wyjście, o czym później dawałem radę zapomnieć gdy się zobaczyliśmy i było cudownie. Zawsze jednak tylko wtedy kiedy ona mogła (chciała). Wiedziałem, że jeśli ja zachowam się podobnie, nie przystanę na jej terminy, to spotkanie odwlecze się o kolejny tydzień. Więc, tak to działało przez jakieś 3 tygodnie.
To wszystko bardzo szybko i krótko a dla mnie jak cała wieczność.
Głupio być tak mocno zaangażowanym.
A teraz aktualnie - znowu wszystko powróciło do benzadziei.
Z czasem ten dystans począł się pogłębiać, odpowiedzi przychodziły z coraz większym opóźnieniem a na ostatnim spotkaniu, mimo że równie namiętnym i cudownym cieleśnie, podzieliła się ze mną wątpliwościami, które ją nachodzą co do naszej relacji, jak i tego, czy aby na pewno dobrze zrobiła odchodząc.
Huśtawka emocjonalna non-stop i dlaczego ja mam tracić czas na osobę w takim jak ona stanie. Już raz to od niej usłyszałem, więc wiem że znaczy to - "ja już nie chcę". Następnego dnia napisała SMS'a że nie chce mnie dłużej przy sobie zatrzymywać - bo to za dużo kosztuje.
Proszę nie piszcie tylko - widzisz, mówiliśmy Ci a ty nie wierzyłeś. Dobrze wiem, że jest to sprawa beznadziejna i perspektyw pozbawiona.
Zdaję sobie sprawę, że ona może nawet wrócić do poprzedniego związku, choć to małe szanse ale na pewno będzie z tego wychodzić dłuuugo i w tym czasie ja niczego z nią nie osiągnę.
Jednak fakt, że kocham tę kobietę, nie ułatwia mi odsunięcia się i otworzenia swojego serca na inną.
Czekam więc aż samo przejdzie podświadomie licząc, że za jakiś czas ona znowu przemówi, gdy zatęskni lub będzie miała ten "lepszy czas" i przeżyjemy razem kolejny wieczór jak na karuzeli...
Bardzo się tego boję a jednocześnie niczego innego nie pragnę.
Wiara nie ma tutaj nic do rzeczy.
Jeśli ktoś może nauczyć się czegoś na moim przypadku to wspaniale. ..
Cytat
Bardzo się tego boję a jednocześnie niczego innego nie pragnę.
Ale to kuźwa romantyczne
albo....... masochiści są wśród nas