

| osintowiec | 12. Grudzień |
| Damon | 12. Grudzień |
| malakasia | 12. Grudzień |
| smutnomi | 12. Grudzień |
| Marlenka33 | 12. Grudzień |
soighlah | ![]() |
Runio | 00:06:25 |
JamesTon | 01:09:33 |
Anetastp | 01:13:33 |
Julianaempat... | 02:14:48 |

Witajcie.
Jest mi bardzo ciężko, więc postanowiłem się z kimś podzielić moją historią...
Jestem facetem, mam 26 lat. Od roku żyję w związku z moją ukochaną. Poznaliśmy się ponad rok temu w barze na piwie... Ona była z innego miasta, ma dziecko z poprzedniego związku. Zaiskrzyło między nami od pierwszego spotkania, z racji na odległość między naszymi miejscami zamieszkania utrzymywaliśmy kontakt przez internet, ona mnie odwiedziła na poprzednie święta, ja po miesiącu przyjechałem na tydzień do niej... było cudnie... szybko zapragneliśmy ze sobą zamieszkać, akurat i ona i ja byliśmy w trakcie poszukiwania kolejnego mieszkania. Znaleźliśmy wspólny kont w moim mieście.
Przez pierwsze 9 miesięcy naszego związku było pięknie, moja rodzina zaakceptowała mojego 'przybranekgo:)' synka oraz starszą ode mnie o 4 lata kobietę, podobnie znajomi. W pewnym momencie zaczęliśmy się od siebie oddalać, czułem to i bolało mnie to bardzo... Chodziło o kilka faktów, główne z nich to rzucone przeze mnie studia, problemy finansowe (po przeprowadzce moja kobietka nie mogła znaleźć pracy co zaskutkowało kredytem) zmieniłem raz pracę - okazała sie nie wypałem, zrobiłem to ponownie, w końcu zacząłem czuć, że mamy realną szansę wyjść na prosto, zeby było jak dawniej... lecz w międzyczasie w ciągu 2 ostatnich miesięcy Ona spędzała coraz więcej czasu na komputerze... czułem, że coś jest nie tak lecz nie dopuszczałem do siebie tej myśli. W pewnym momencie gdy zostałem sam w mieszkaniu postanowiłem przejrzeć jej komputer (jako 'niedoszły informatyk' hasła nie były problemem) i się dowiedziałem...
Poczułem się jak 5te koło u wozu, dalej się tak czuję, gdy wróciła z pracy powiedziałem jej, że wiem, powiedziałem, że się wynoszę... prosiła mnie bym został, że jest jej przykro itd...
Postanowiłem spróbować, bo przecież warto walczyć... dałem jej czas na uporządkowanie spraw z jej nowym 'przyjacielem'(... tak przy okazji, to trafiło - dzięki Bogu, że tego dnia młody był u babci) . Zapewniłem ją, że nadal ją kocham powiedziałem, że spróbuję...
Próbuję dopiero, albo już tydzień, czuję się jakby minął miesiąc albo rok, jestem załamany. Ona kontaktu nie zerwała, mnie to strasznie boli, ba rozmawiają ze soba na skype, ja tymczasem ide do kuchni i po prostu staram się o niczym nie myśleć, a tak naprawdę pęka mi serce... wiemy oboje, że nie chcemy mieszkać dzieciakowi w głowie - rozstawać się próbować może na nowo, co gorsza bardzo się przywiązałem do małego i on do mnie też. Tymczasem moja kochana twierdzi, że swojego internetowego kochanka kocha i nie jest w stanie od tak zakończyć tą znajomość... ja kocham ją, staram się o nią walczyć, chce być silny ale nie zawsze mi to wychodzi, czasami siadam sam i ryczę:/ Sytuacja jest posrana, ale przeczytałem przez te kilka dni kilka wątków, niektórzy potrafią coś poradzić, ludzie z mądrością życiową której ja najwidoczniej nie mam... Pomóżcie.