po 35 latach - mąż się zakochał (nie we mnie)
Dodane przez borma dnia Kwiecień 16 2019 13:47:34
No właśnie. Podszedł do mnie jakiś obcy facet i powiedział: pani mąż ma romans z moją żoną. Wybuchnęłam śmiechem. To niemożliwe. Prędzej ja bym zdradziła niż mój dobry mąż, ukochany dziadziuś, 61-letni, mężczyzna. Wydruki z bilingów, zdjęcia zrobione przez męża tej kobiety przekonały mnie boleśnie, że jednak to prawda. Cała "sprawa" trwa niecały miesiąc i dzięki czujności męża tej pani (bo to nie pierwszy raz) tak szybko wszystko się wydało Zadzwoniłam, zapytałam. Powiedział: jeszcze nic się nie stało. I to "jeszcze" mnie rozwaliło bo zabrzmiało jak plan. Spotkaliśmy się w domu. Powiedział że to fascynacja, zakochanie bez seksu (jeszcze gorzej), że czuł się nieszczęśliwy, wciąż krytykowany, niedoceniany czyli ogólnie biedny. Tylko dlaczego ja nic o tym nie wiedziałam? I czy nie można się zakochać w tym wieku? I nie wie jak to się stało. Czyli standard i banał. Płakałam przez tydzień, chciałam wszystko wykrzyczeć całemu światu: dzieciom (dorosłym), rodzinie, przyjaciołom. Jakoś się opanowałam-tylko dzieci wiedzą. Postanowiłam dać mu szansę pod warunkiem że chce nasze małżeństwo naprawić, zerwania wszelkich kontaktów i pójścia na terapię. Zgodził się ale poprosił o możliwość rozmowy z tamtą kobietą. Przystałam na to. Potem przyszedł i powiedział, że postanowili, że nie będą się kontaktować przez 2 miesiące! Poczułam się zdradzona, upokorzona po raz drugi. Jakby we mnie coś pękło. Wściekłam się i wykrzyczałam cały żal, gniew, upokorzenie. Dziś jestem jak odrętwiała. Wszystko mi jedno. Nie wiem czy mi zależy, czy będę umiała zaufać? Czy jak zostanie to z litości, przyzwyczajenia, obowiązku? Spróbuję, pójdziemy na terapię ale czym to się skończy? Nie wiem...
Rozszerzona zawartość newsa