Zdradzona po raz drugi....
Dodane przez Asiula dnia Września 15 2011 15:16:54
Wiem że nie jestem tutaj osamotniona i jedyna, która kolejny raz przechodzi przez piekło zdrady. Zacznę od tego. Mój mąż, obecnie były już mąż, zdradzał mnie wiele razy, pił, bił i nie szanował....Znosiłam to 10 lat. Pewnego dnia oświadczył mi że odchodzi bo się zakochał. I odszedł....Za jakiś czas tej kobiety facet odszukał mnie i chcąc się dowiedziec co nieco o naszym małżeństwie i o moim mężu utrzymywał ze mną kontakt. Ja wyznałam mu wszystko, kim jest mój mąż, że nie pracuje, ciągle pije, ma długi ogromne, komorników, i wyrok do odsiadki....mimo to nie udało się jemu zmienic toru myślenia swojej kobiety i odwieźc ją od związku z moim mężem. Dziś z perspektywy czasu dziękuję Bogu że zabrał tego debila ode mnie....No ale, wracając....Facet tej kobiety i ja, przez tą całą sytuacje bardzo się zbliżyliśmy. Chyba to, że oboje zostaliśmy oszukani i wykorzystani pomagało nam dogadywac się i niejako zapomniec. No i tak pojawił się w moim życiu. Z początku nie chciałam się wiązac....nie umiałam zaufac, bałam się, długo leczyłam rany po 10 latach z mężem....związaliśmy się. Różnie się układało, jak to w związkach bywa. Mi często dokuczała przeszłośc....on był oazą spokoju...walczył długi czas o nasz związek...moja córka z małżeństwa bardzo go polubiła i pokochała....był dla niej jak ojciec...bo mąż właściwie nigdy się nią nie interesował...Moja mama długo przekonywała się co do niego i szczerości jego intencji. Odradzała mi związek. Ale ja w nim trwałam. Z czasem pokochałam go bardzo mocno....kłóciliśmy się jak każdy, ale on wiedział, że kocham go ponad wszystko. Mieszkaliśmy osobno. Ja z mamą i córką. On ze swoją córką. Często jednak spędzaliśmy czas razem. On przyjeżdżał do mnie ja do niego. Z racji innych miejscowości i tego że dzieciaki chodzą do szkoły nie chcieliśmy podejmowac decyzji o wspólnym mieszkaniu. I tak to trwało dwa prawie lata. Tego lata razem, wspólnie spędziliśmy urlop, w lipcu...w sierpniu mieliśmy wyjechac znowu...tylko, że on wyjechał, ale sam...bez słowa...nawet mnie nie poinformował że jedzie...a wszystko mieliśmy wspólnie zaplanowane....odwołałam urlop i wróciłam do pracy...przysłał mi smsa że nie jesteśmy już razem...nękałam go pytaniami co się stało i w ogóle, przecież było wszystko ok....jak wrócił z wczasów, odezwał się....chciał żebym oddała mu jego samochód którym jeździłam....oddałam...ciągle pisząc do niego smsy z pytaniami dlaczego tak zrobił....on pewnego dnia napisał mi że potrzebuje czasu itd...Ok...dałam mu ten czas, starając się utrzymac kontakt....pisałam o pogodzie...byle tylko się odezwał....podejrzewałam go wówczas że kogoś ma, że wyjechał sam, nie odzywa się itd....zaprzeczał, że on nie zdradza, że nigdy by tego nie zrobił....aż do dziś, jak sam mi powiedział, po wielokrotnych naciskach z mojej strony, że jeszcze nie wie co z tego będzie bo dziś dopiero ją pozna i ma randke w ciemno....nie wierzę w to....uważam, że od dawna mnie zdradzał...oszukiwał i kłamał....dopóki miał we mnie otwartą furtkę...kłamał....a jak ustabilizował sobie swoje nowe życie....przyznał się i ma mnie z głowy....Najgorsze jest to, że nie poczuwa się do winy...uważa, że ja byłam zła...bo się za rzadko uśmiechałam, bo o coś tam się kłóciliśmy itd....teraz podobno " wszyscy" ( nie wiem kogo ma na myśli...może swoją rodzinę ) gratulują mu że mnie zostawił, bo ja jestem wszystkiemu winna, nienormalna itd.....Nie wiem jak to się dalej potoczy....on wykrzyczał mi że nie kocha mnie i od ( o dziwo ) 1,5m-ca nie jesteśmy ze sobą....ciekawe bo mi się wydaje że raptem 3 tygodnie....Przykro mi....i pęka mi serce bo po raz drugi muszę przez to przejśc....Co mam zrobic....Ja mam 27 lat.....on 38.....sam przeszedł w życiu swoje z pierwszą żoną....potem po dobrych kilku latach kolejna odeszła tym razem z moim mężem....a teraz on zdradził...w taki sam zakłamany i podły sposób jakiego zawsze się brzydził....nie wiem co mam o tym już myślec....błagam...pomóżcie...
Rozszerzona zawartość newsa