Wielka miłość, wielkie kłamstwo?
Dodane przez studentka dnia Kwietnia 27 2011 20:26:41
Znaliśmy się od podstawówki. Mieszkamy w sąsiednich wioskach. Byliśmy ze sobą w liceum przez jakiś rok-na odległość. Zerwaliśmy. Spotkaliśmy się po latach na 4 roku studiów. Ja w Krakowie on 300 km dalej. Na początku było pięknie-wyczekiwanie na spotkania, na święta, na wakacje. Każda wolna chwila razem. Przypadkowo dowiedziałam, że po 3 miesiącach zdradził mnie całując się ze swoją koleżanką. Zawsze miał powodzenie u kobiet mimo iż nie jest ani przystojny ani zabawny ani męski. Po prostu traktuje kobiety jak księżniczki co działa. Wybaczyłam, ale nie zapomniałam. Zatruło to nasz związek, straciłam do niego zaufanie. Nie pozwalałam mu na nic. Kontrolowałam, sprawdzałam, dzwoniłam do znajomych... Męczyło to jego i mnie, ale nie chcieliśmy się rozstać. Czekaliśmy aż skończymy studia i wtedy wszystko się ułoży. W maju, na miesiąc przed końcem studiów coś się popsuło, zaczął mnie obrażać, mówił że chce przerwy, że jest zmęczony-czułam, że przerwa oznacza "pobawię się z inną i wrócę". Nie zgodziłam się, ciągnęłam ten związek na siłę. Czułam, że coś działo się między nim a jego koleżanką która de facto ma narzeczonego. Myślałam, że to tylko kolejny pocałunek. Jak się okazało był to gruby romans. Spotkania, spacery, imprezy. Jeden ze spacerów skończył się seksem (bez prezerwatywy! ponieważ nie miał ani on ani ona), jedna impreza seksem na schodach w centrum miasta. Na jednej imprezie na której byłam ja całowali się w zsypie na śmieci-ona go tam zaciągnęła (co go nie usprawiedliwia). Wszystko po pijaku. Coś podejrzewałam ale nie tyle. Po studiach wrócił do domu znowu było pięknie, znowu czułam, że mu na mnie zależy. Wspominał jak kiedyś o wspólnej przyszłości, rodzinie. Zamieszkaliśmy razem jakieś 3 miesiące temu. Jakiś miesiąc temu wyszła na jaw prawda. Mówi, że chciał wtedy być ze mną ale chciał się wyszumieć, chciał żeby nigdy nie wyszło to na jaw. Chciał się rozstać a potem wrócić, żeby nie mieć wyrzutów sumienia. Wiem, ze stworzyłam toksyczny związek, ale bardzo bardzo go kocham i wiem, że on mnie też. Jesteśmy ze sobą bardzo bardzo blisko. Nie chcę go stracić, brakuje mi go nie tylko jako chłopaka ale także jako człowieka, kogoś z kim mogę wyjść na spacer, przytulić się, porozmawiać. Nie wiem co robić. Wybaczyć czy odejść? Czy można ufać takiej osobie, czy zdradę można "usprawiedliwić" odległością, zmęczeniem w związku? Nie potrafimy się rozstać, mimo że nie mieszkamy już razem każdy dzień spędzamy ze sobą, rozmawiamy przez tel, dzielimy się radościami smutkami... Co robić?
Rozszerzona zawartość newsa