| osintowiec | 12. Grudzień |
| Damon | 12. Grudzień |
| malakasia | 12. Grudzień |
| smutnomi | 12. Grudzień |
| Marlenka33 | 12. Grudzień |
soighlah | ![]() |
Runio | 00:07:40 |
JamesTon | 01:10:48 |
Anetastp | 01:14:48 |
Julianaempat... | 02:16:03 |

Opiszę od początku do końca: dwoje ludzi po przejściach próbuje odnaleźć szczęście, miłość i zbudować nowy dom.
Ona w wieku 42 lat, w kilka miesięcy po rozwodzie z mężem, który na boku znalazł pocieszycielkę i z nią nową drogę wybrał. Mają dwójkę dzieci w wieku 9 i 19 lat, które zostają z mamą i mieszkają wspólnie w domu z rodzicami.
On w wieku 49 lat, rok po rozpadzie związku w którym został zdradzony i w pięć lat po rozwodzie. Z małżeństwa ma dwoje dzieci w wieku 15 i 22 lata, które mieszkają w sąsiedztwie z mamą, a sam mieszka wraz z schorowanym tatą i bratem (bliźniakiem) alkoholikiem.
Poznają się na facebookowej grupie dla samotnych na przełomie 2014/2015 roku i zaczynają zbliżać się do siebie poprzez rozmowy. Mieszkają na przeciwległych krańcach Polski i dzieli ich ponad 600km. Pod koniec lutego 2015 roku pierwsze spotkanie, wyznania miłości i skonsumowanie związku. Zaczyna się wspólne planowanie przyszłości lecz okoliczności i warunki temu nie sprzyjają. On zajmuje się chorym synem i gromadzi środki na operacje, które mają postawić syna na nogi. W domu pomaga tacie, który leczy nowotwora i walczy z alkoholizmem brata, a raczej bratem który nie chce poddać się leczeniu. Ona próbuje otrząsnąć się po koszmarze rozwodu, który nieoczekiwanie przybrał formę walki współmałżonków i odbudowuje spokojny i bezpieczny rdomr1; dla dzieci. Oboje bez oszczędności i jedyne czego mają w nadmiarze to rmiłośćr1;, którą się darzą i którą sobie okazują.
rMiłośćr1; ująłem w cudzysłów, bowiem po 7 latach okazało się, że była ona inna niż obojgu się wydawało (o czym będzie dalej). Z uwagi na dzielącą odległość spotykamy się na kilka dni, raz w miesiącu i trwa to tak do jesieni 2015 roku gdy jej starszy syn wyjeżdża do innego miasta studiować. U mnie po kolejnej pijackiej burdzie brata, tata wyrzuca go z domu i tym samym bratu wysycha źródło dochodów, które miał z wynajmu swojego mieszkania lecz od teraz jest więcej spokoju, bynajmniej czasem.
W listopadzie 2015 r. ukochana wypowiada pracę i wraz z młodszym synem przeprowadza się do mnie. Warunki mieszkaniowe są ciężkie i w trójkę mieszkamy w jednym pokoju, a poszukiwania dla niej pracy przynoszą efekt doraźny, tj. znajduje pracę lecz póki co nie w zawodzie. Razem mieszkamy do wiosny 2016 roku i gdy jej starszy syn rezygnuje ze studiów, to tym samym sytuacja wymusza wynajęcie mieszkania dla niej i dzieci.
U mnie sytuacja w domu coraz cięższa. Tata po kilku operacjach, a po wyrzuceniu brata z domu odpuszcza walkę z jego alkoholizmem, zaczynając go kryć i ukradkiem wspierać. Operację syna udało się sfinansować jesienią 2016 roku z oszczędności i ofiarności ludzi dobrej woli. To bardzo trudny okres, logistycznie trudno związać koniec z końcem i większość czasu spędzam w szpitalach lecz mam wsparcie ukochanej i to pozwala mi przez to przejść.
W marcu 2017 roku umiera jej tata, a w cztery miesiące po tym mój tata.
Mieszkamy oddzielnie lecz spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu i mimo przeciwności losu uznawałem ten okres za szczęśliwy. Zacząłem też gruntowny remont mieszkania abyśmy w końcu mogli zamieszkać razem i w remoncie tym pomaga mi moja ukochana. Leczenie mego syna ciągle jest w toku i wciąż wymaga sporego zaangażowania oraz wiele czasu, bowiem wizyty kontrolne odbywają się w mieście oddalonym o kilkaset kilometrów.
Brat alkoholik wciąż przysparza problemów lecz w dniu końca żałoby po śmierci taty, umiera i choć zarzekałem się, że już nigdy nawet palcem dla niego nie kiwnę, to organizuję pochówek brata.
Po pogrzebie ze zdwojoną siłą (aby nie myśleć) chcę zakończyć remont lecz po miesiącu wydarzyło się coś co wspólne zamieszkanie z ukochaną i jej dziećmi uczyniło niemożliwym. Opisałem to swego czasu w wątku: http://www.zdradzeni.info/news.php?readmore=5705
Gdy opadła kurtyna i ukochana obnażyła twarz potwora, to związek choć trwał chylił się ku upadkowi. Dwa lata po incydencie z jesieni 2018 roku, ukochana z pobudek ekonomicznych postanawia dorobić i angażuje się w projekt z fotografem z miasta ościennego. Angażuje się całą sobą tak bardzo, że przez całe wakacje 2020 roku, nie znajduje ani chwili dla mnie. Gdy wszczynam o to awanturę, ukochana postanawia wyjechać (wyprowadzić się) do domu rodzinnego ale znowu ją zatrzymuję.
Na marginesie dodam, że pobudki finansowe były tak silne, że przez całe wakacje nie zarobiła ani grosza ale za to odkryła w sobie nowe hobby r11; fotografięr30; Zapytana zaś o to r11; po co jej to było, odpowiada r11; rdla przyjemnościr1;.
Z dnia na dzień coraz trudniej z nią się rozmawia i gdy tylko temat ociera się o najdrobniejszy dla niej dyskomfort to starą metodą milknie lub zamyka za sobą drzwi i ucieka.
W grudniu 2021 roku ukochana udaje się na imprezę wigilijną organizowaną u niej z pracy lecz zapomina mnie poinformować, gdzie ona się odbywa, kiedy i w jakim gronie. Kolejna tajemnica i znowu jestem winny, nie wiadomo czego się czepiam, a ona przecież wie na co może sobie pozwolić, a poza tym twierdzi, że r11; rnie muszę Ci się tłumaczyćr1;.
Święta spędzamy oddzielnie i wtedy, w końcu uświadamiam sobie, że tak żyć nie chcę i już nie mogę.
Zauważam jednak, że jej zależy i o dziwo znajduje dla mnie sporo czasu. Zdawać by się mogło, że wszystko zmierza ku dobremu, aż pewnego dnia spoglądając przez okno na ukochaną, która z psem spaceruje, doznaję olśnienia. Jej ucieczki od rozmów na trudne tematy, zostawiają mi już tylko jedno pole manewru i jedno podejrzenie r11; tak zachowuje się jedynie osoba, która ZDRADZIŁA.
Pytam wprost: rkiedy mnie zdradziłaś?r1; i w odpowiedzi słyszę, że "dawno, dawno temu, ze sto latr30; "
Niewierna przyznaje się do jednej zdrady, tuż na początku naszej znajomości, w czasie gdy miłość kwitła, a ja niemal lewitowałem nad ziemią ze szczęścia. Otóż po dwóch ze mną spotkaniach, w kwietniu 2015 roku, tuż po Świętach Wielkanocnych Ona zaczyna wątpić w realizację wspólnych planów oraz bycie razem i ukradkiem postanawia ten rozkwitający związek zakończyć.
Przez messenger kontaktuje się z facetem spotkanym u koleżanki i mieszkając wtedy jeszcze u rodziców umawia się z nim na spacer i ostre rżnięcie u niego.
Wyznanie tego ma miejsce 3 lutego 2022 roku.
Płacze, szlocha, miłość wyznaje i wydawać się może, że tego żałuje. Jednak jej oczy zdradzają, że to nie wszystko.
Po tylu latach przeszukiwanie facebooka i telefonu mija się z celem i tym bardziej, że zadbała o to aby jakikolwiek ślad zniknął.
Kilka dni tłumaczę, że sensu skrywanie nie ma i z jednej zdrady robią się dwie, tzn. dwa spotkania i dwóch kochanków, czyli z każdym poprzez ostre rżnięcie chciała o mnie zapomnieć.
Jednak oczy wciąż nieuczciwość zdradzają.
Bezradny proszę aby przysięgła na życie dzieci, że nic więcej nie skrywa i taką przysięgę składa.
Nie mija godzina od złożonej przysięgi i z dwóch zdrad robią się cztery zdrady, tzn. dwóch kochanków i z pierwszym trzy spotkania, a z drugim jedno i wszystkie z ostrym rżnięciem.
Kolejna przysięga na życie mamy, że nic więcej już nie skrywa i po niej okazuje się, że zdrady ważniejsze od życia mamy. Następnie przysięga na życie brata i po tym na moje życie. Nie ma już na co przysięgać, wszystkich grzebiąc i stanęło na sześciu zdradach, tzn. pięć spotkań z pierwszym kochasiem i jedno z drugim.
Zarzeka się, że żałuje, że głupia wtedy była lecz pytana dlaczego w obliczu zdrady wolała wciąż mnie zdradzać niż zdradzić tamte zdrady odpowiada, że wstydziła się przyznać. Tłumaczy jaką to dla niej traumą było i nie szczędzi mi szczegółów, o które wcale się wtedy nie dopominałem. Wiem więc, że ostre rżnięcie w czasie pięciu spotkań z pierwszym to były spacery, rozmowy, wesoły nastrój, śmiech i cztery orgazmy pod rząd (dwa bez wyjmowania) u jej Piotrusia oraz, że calutką ją wylizał i czuła się z nim tak zaspokajana jak kiedyś z ukochanym mężem z ich najlepszych czasów.
To doprawdy silna traumar30; ale raczej nie dla niej, a dla mnie.
Wtrącę tutaj ciekawostkę, otóż jej Piotruś był jej trzecim mężczyzną w życiu. Pierwszym mąż przez dwadzieścia kilka lat, drugim ja i ze mną dwa spotkania i trzeci Piotruś, a z nim ostre rżnięcia podczas pięciu spotkań (do tylu się przyznała). Po siedmiu latach pamięta jego orgazmy i jak cudnie jej cipkę lizał ale zapomniała czy loda choć raz mu zrobiła. Możliwe to jest? :D Nie pamięta także kiedy pożegnalne spotkanie mieli i czy było to w 2015 roku czy w latach kolejnych gdy co roku odwiedzić mamę jeździła. Zastanawiająca jest też jej przeprowadzka do mnie, bowiem po latach okazało się, że jej ukochany Piotruś obecnie mieszka 20km od jej (naszego) miejsca zamieszkania.
Po niemal trzech tygodniach długich rozmów, potrafi już odrzucić tryb rozmowy w milczeniu, który żartobliwie nazwaliśmy trybem rMongołar1;, a w którym słowa nie wypowie. Ujawniło się też wiele jej perfidnych, nieludzkich działań i ja nie dostrzegam już w niej nawet kawałka człowieka.
Zachowania które kiedyś z całą siłą potępiała u męża, czyli zdrada, oszustwa, perfidia, obojętność, fałsz i egoizm w niewyobrażalnej postaci skopiowała jak przez kalkę na siebie i tak przez 7 lat żyła u mego boku, to samo i z nawiązką mi serwując.
Sama siebie zaczęła się bać (ponoć) i przeraził ją obraz kim się stała.
Twierdzi że straciła panowanie nad sobą i funkcjonuje w dwóch trybach, rdobrymr1; i rzłymr1;, przy czym tryb rzłyr1; to 99% tego jaką jest. Zaczęliśmy się zastanawiać czy to choroba psychiczna (schizofrenia) czy opętanie i nawet umówiła rozmowę z bliskim księdzem sprzed lat aby pomógł lecz miało to miejsce w 1% jej zachowań czyli w tym tak zwanym trybie rdobrymr1;, który przeszedł w rzłyr1; i umówionej rozmowy nie podjęła. Co też przewidywaliśmy.
Przyznała też, że dopiero teraz po 7 latach zauważa, że to ja o związek walczyłem co dotychczas odbierała jako próbę manipulacji i ograniczania jej swobód. Porównała moją walkę do swojej gdy walczyła o małżeństwo i dobro dzieci. Mnie przez 7 lat postrzegała jako "namolną muchę" od której się opędza i tak samo określa siebie gdy o małżeństwo walczyła, a mąż nie był tym zainteresowany.
Przyznała także, że wiele razy zastanawiając się nad nami sięgała po opisy toksycznych związków, socjo i psychopatów, po czym te najgorsze cechy zauważała w sobie lecz nie skłaniało jej to do refleksji nad sobą.
Nie spotkałem w życiu gorszego człowieka. Zdolnego z taką perfidią i bezwzględnością działać, tak okrutnego i tak egoistycznego. Co ciekawe, to ona wcale nie ma, ani nie miała wyrzutów sumienia i nie uważa siebie za kr30;rwę, obrażając się za takie określenie.
Chora czy opętana?
Cytat
A jakie to ma dla Ciebie znaczenie?
W poprzedniej Twojej historii dostałeś masę trafnych komentarzy i nie pochyliłeś się nad nimi dlatego masz jak masz; nie przerobiłeś też tego co wydarzyło się w Twoim małżeństwie.
Czy Ty poczuwasz się do jej zbawienia i dlatego przyjmujesz cierpienia jakie Ci funduje na klatę?
Cytat
Chciałbym wiedzieć czy jest dla niej ratunek i co przyczyną takiego zachowania? Po prostu chciałbym jej pomóc, i jej dzieciom bowiem na nich także to się odbija. Poświęciła ich spokojny i bezpieczny dom u jej rodziców, w zamian oferując wizję domu ze zdradą i fałszem czyli dokładnie taki sam dom od którego chciała ich uchronić.
Jak to możliwe, że zachowania, które dawniej potępiała, przyświecają jej teraz jako wzór?
Posunęła się do absurdalnego zachowania i napisała list do swego eks-małżonka w którym przepraszała go za to, że za mocno nalegała aby interesował się i dbał o ich rodzinę. Zachowania właściwe i szlachetne zaczęła postrzegać jako zło.
Nie ogarniam tego i tym bardziej jeśli twierdzi, że nie zauważa różnicy między dobrem i złem, a przejście z trybu "dobrego" w "zły" zauważa lecz nie potrafi tego zatrzymać.
Cytat
Zdaję sobie sprawę z tego, że po potwornościach jakie zrobiła nie ma już dla nas szans i tym bardziej przy jej fałszywej postawie ale poczuwam się do winy wobec jej dzieci, tzn. chciałbym aby zmieniła się na tyle aby wobec dzieci była lepsza i aby wciąż złego przykładu z niej nie brały. Oczywiście dzieci nic o tym nie wiedzą ale traktuje je bez serca i nie zauważa ich złych zachowań wobec ojca, które sama z nienawiści im zaszczepiła.
Skomplikowało się, gdy rzekomo traumatycznych przeżyć było więcej niż po jednym i stracił się obraz traumy, ponieważ doszły spacery, radość, śmiech.
Między nami od września 2018 roku rozmów na trudne tematy nie było i obojętne czy chodziło o nasze relacje, tajemnice czy zachowania dzieci lub plany. Ukochana milkła i godzinami w milczeniu potrafiła trwać, aż temat zmienił się na lekki. To ona była zamknięta i nawet wspomnień nie zdradzała, poza krytyką zachowań eks-małżonka.
Poniżej wkleję jej wypowiedź jako przykład odnośnie zachowań eks-małżonka z okresu ich rozwodu:
"Od 4lat proszę abyśmy powyjaśniali sprawy między nami on nie "będzie ze mną rozmawiał na ten temat" albo "nie ma ochoty rozmawiać"."
Co zastanawiające to, że nigdy jej takiej nie znałem (skorej do rozmowy), a powyższe opisuje jej zachowania czyli kalka zachowań męża sprzed lat.
Taka kalka zachowań małżonka wobec jej miała miejsce w wielu przypadkach, tak jakby wszystkie najgorsze cechy i zachowania zaczęła po nim powielać.
Na przestrzeni 2017 i 2018 roku wspierała brata w zmaganiach ze zdradą i rozpadem jego małżeństwa. Zapytałem jak czuła się wtedy wiedząc, że sama jest zdrajczynią i odpowiedziała, że o swoich zdradach zapomniała i nawet temat zdrad nie cofnął ją myślami do zdrad, których się dopuściła.
Cytat
Gdy w 2018 roku zaświtała w mojej głowie myśl o zdradzie to tkwiła w niej i powracała gdy jej dziwne zachowania dostrzegałem. Do głowy mi jednak nie przyszło, że zdrady miały miejsce na początku naszej znajomości. Ukochana uparcie utwierdzała mnie w przekonaniu, że zdradzała póki do mnie się nie przeprowadziła i to też zwróciło moją uwagę. Jakby chciała udowodnić tym, że będąc już ze mną była wierna, odsunąć o tym myśl, a jak widzimy jej wierność bardzo wątpliwa jest lub raczej wcale jej nie ma. Natomiast jej przyznanie się do zdrady wiąże z faktem, że w końcu była gotowa związek opuścić i dlatego się przyznała. Mam też z jej relacji informację, że nie potrafiła ode mnie odejść i być może na mnie zrzuciła tą decyzję przyznając się do zdrad.
Cytat
Kolaborował ze mną do czasu i gdy on minął trzyma stronę mamy. To dobrze bowiem uważam, że tak powinno być. Jednak zastanawia mnie co kiedyś o niej powiedział w zupełnie innych okolicznościach, a w brzmieniu mniej więcej: "mama ma dużo za uszami"? Nie dojdę tego i na pewno nie będę nikogo znajomego mieszał w wyjaśnianie jej zdrad. To zbyt duży kaliber aby wciągać w to innych i tego nikt z pamięci się nie wymaże, a szkodzić na pewno nikomu nie chcę.
Dla mnie najbardziej zastanawiającym jest dlaczego dzieje się z nią coś czego sama nie potrafi wyjaśnić, jakby sama miała ograniczoną zdolność do kierowania sobą. Przytoczę jeszcze jeden fragment opinii jej męża o niej:
"Kończąc chciałbym byś miała świadomość, że Twoje postępowanie i zachowanie odbiegają daleko od tego co przekazujesz innym w tej materii."
Powyższe jest stwierdzeniem sprzed wielu lat lecz ja wciąż i do nadal zauważałem, że robi zupełnie co innego niż mówi oraz, że tłumaczy siebie w absurdalny sposób i najczęściej, że nic złego nie chciała zrobić, a jednak źle jej wychodzi. Intencje miała dobre, choć nie wiadomo jakie, a skutki znane są i na pewno z dobrem nic wspólnego nie miały.
Padło też stwierdzenie, że ja jako niewinny płacę za wszystkie winy jej eks-małżonka i czemu postrzega teraz za prawidłowe coś co kiedyś potępiała?
Cytat
Ani to ani to.
Po prostu w pewnym momencie doszła do wniosku że jej też się należy i poszła w tango.
Nigdy prawdy na pytanie "dlaczego" się nie dowiesz.
Dla własnego zdrowia daj sobie na luz.
Cytat
Po półtora miesiąca znajomości w tango, a następnie dzieciom dom spokojny i bezpieczny zabrała aby budować nowy oparty na zdradzie i fałszu?
To zbyt proste...
Dobra, to ukryta nimfomanka...nie, zbyt proste.
Wiem, ona jest "psychiczna" - wystarczy?
A tak na poważnie - nie dowiesz się "dlaczego" - za każdym razem gdy wypłynie coś więcej - będziesz szukał, domniemywał.
Nie szkoda Ci życia?
Cytat
Wytłumaczenie tego powinno wyjaśniać dlaczego dzieciom przeprowadzkę zafundowała z świadomością, że dom który im proponuje niczym się nie różni od tego przed jakim chciała je uchronić.
Aż taki egoizm?
A czy wyjaśnienie coś zmieni oprócz zaspokojenia Twojej ciekawości?
Cytat
Nawet gdyby to były dzieci Napoleona to przez ostatnie 7 lat starałem się mieć z nimi dobre relacje i nie są mi obce. Rozumiesz coś z tego?
Cytat
Tylko zrozumienie pozwoli coś z tym fantem zrobić aby szkód więcej nie wyrządzała.
Cytat
I nadal to nie są Twoje dzieci.
Cytat
To że Ty masz na to ochotę nie znaczy że ona tego chce.
A co Ty wiesz o jej wcześniejszym życiu?
O dzieciństwie? O fazie dojrzewania? O jej rodzicach? O rodzeństwie, rodzinie?; w końcu o małżeństwie?
Jej zachowanie wskazuje na poważne zaburzenie osobowości; Jakie? To już do ustalenia tylko przez specjalistę; obawiam się jednak, że z wygody (jak większość zaburzonych ludzi) spojrzeć prawdzie w oczy o sobie i rozpoczęciu długiej i ciężkiej terapii raczej podjąć chciała nie będzie;
Takich ludzi niestety nie da się naprawić ani im pomóc; dopóty dopóki sami nie zechcą; a ludzie, którzy usilnie jednak próbują w pewnym momencie są tak wyssani i wykończeni emocjonalnie, że sami potrzebują i wymagają pomocy specjalisty; jedyną choć nie zawsze opcją aby ona stała się zdolna do autorefleksji jest osiągnięcie dna; pytanie również co dla niej byłoby dnem; ale to nie Twój problem; nie Twoja rola;
Wychowała się w małym miasteczku na Pomorzu Zachodnim i od dziecka uparta była jak osioł oraz przemądrzała. Urodą ani figurą nie grzeszyła i z tego wynikały jej kompleksy. Pochodzi z głęboko wierzącej rodziny, a małżonka poznała w czasach szkolnych i przez lata, wielokrotnie uczestniczyli w Pielgrzymkach na Jasną Górę. Małżeństwo wspomina jako porażkę życiową i twierdzi, że męża do niego przymusiła zachodząc z nim w ciążę. Małżonek od obowiązków domowych i wychowywania dzieci stronił jak mógł i 10 lat studiował aby w domu nie bywać. Niedawno znalazłem ciekawe z jego strony wypowiedzi pod jej adresem z okresu ich rozwodu i fragmenty przytoczę:
"To, co wyczyniasz nie mieści mi się w głowie, wychodzi poza wszelkie granice dobrego smaku, Twoja niechęć i nienawiść do mnie przekracza wszelkie granice."
"I kiedy reaguje, kiedy proszę Cię, byś zastanowiła się nad swoim zachowaniem, Ty twierdzisz, iż: "to jest moje widzenie świata" , którego niestety nie chcesz przyjąć do wiadomości."
"Ty wiesz co znaczy poszanowanie drugiego człowieka?
"Opisywane przez Ciebie brednie sięgnęły wyżyn absurdu."
"Oczerniasz mnie, robisz ze mnie przed dziećmi wroga publicznego nr 1..."
"Zamiast przyznać się do błędów i zaniedbań, Ty zaogniasz sprawę, jakbyś nie miała dość tego wszystkiego złego , co dotychczas już zrobiłaś."
"Myślę, że podjęłaś już decyzję, jak zwykle nie licząc się z moim zdaniem. I jak zwykle nie informując mnie o tym, co zamierzasz... Po Twoich dotychczasowych poczynaniach wnioskuję, że niedługo się o tym wszystkim dowiem"
Z powyższego odsłania się zupełnie inny obraz niż mnie przedstawiała. Mnie wmawia, że powyższe wpisy preparowane były na potrzeby rozwodu lecz mnie wygląda mi to raczej prawdziwe zarzuty, a nie wyssane z palca. Dodatkowo z korespondencji nie wynika aby je odpierała, a w milczeniu przyjmowała.
Myślę, że poziom dna osiągnęła zanim przeprowadziła się do mnie i być może przeprowadzka była ucieczką przed złą sławą wraz z obawą, że rodzina się o tym dowie. Dodam, że bardzo dba o to aby przypadkiem mama i brat nie dowiedzieli się o tym kim i jaką jest.
Widząc szatana w sobie, nie zamierza z nim walczyć ani pozbyć się go lecz nauczyć się z nim żyć - i to też dość dziwnie brzmi...
Cytat
Jak zagłębisz się trochę w tematykę zaburzeń osobowości, toksycznych osobowości to nie będzie Ci to już dziwnie brzmieć; ludziom "zdrowym" w głowie nie mieści się to co takie osoby wyczyniają, ale one zupełnie inaczej odbierają rzeczywistość i to jest tak naprawdę ich największa tragedia; takie osoby nigdy nie będą szczęśliwe bo nie są zdolne do dania szczęścia samemu sobie; to zazwyczaj pijawki, które dążą do tego aby zawsze mieć kogoś obok siebie aby się dowartościowywać; nieustannie wymagają uwagi, są po prostu pasożytami;
Te pielgrzymki to też mogły być tylko pozory bo dla takich osób pozytywny odbiór na zewnątrz jest bardzo istotny, wręcz niezbędny; ona zapewne cierpi na swój sposób, nie potrafi siebie akceptować, wie że jest złym człowiekiem, że tak się nie funkcjonuje w społeczeństwie; niestety jest tak zabetonowana, że nie jest w stanie z tym nic zrobić;to tak jakbyś chciał aby ktoś kto nigdy nie słyszał nawet jednego słowa w języku angielskim nagle mówił biegle w wieku 40 lat; ile musiałaby włożyć w to pracy? ile poświęconego czasu? więc po co? lepiej żyć wygodnie, nie brać za nic odpowiedzialności, manipulować innymi skoro 8 na 10 osób się przynajmniej przez jakiś czas złapie; a jak się już połapie to bez mrugnięcia okiem obróci się na pięcie i będzie szukać nowej ofiary;
Komentarz doklejony:
Wygoda - to może być klucz do wszystkiego bowiem nie liczy się z nikim i tylko na swoją wygodę patrzy. Całą rodzinę łącznie z dziećmi poświeci aby tylko wstydu nie poczuć.
Cytat
klasyka rocka; znam z autopsji; prawdopodobnie zrobi i poświęci wszystko bez mrugnięcia okiem aby obrócić kota ogonem i nie dać się zdemaskować; rola ofiary zagrana koncertowo niczym wykwintny aktor z poważnym warsztatem; z nimi się nie wygra; zawsze do nich należy ostatnie słowo; szkoda czasu i zdrowia;
Komentarz doklejony:
Od takich się nie odchodzi; od nich się ucieka.
Miałem jednak nadzieję, że ktoś mi poleci egzorcystę
Do cech charakterystycznych osobowości z pogranicza należy:
labilność uczuciowa, polegająca na szybko zmieniających się, skrajnych nastrojach,
wrażliwość na ocenę innych r11; chorych łatwo urazić, a niewinne uwagi mogą uznawać za straszne obelgi,
bardzo silne odczuwanie emocji r11; złości, gniewu, wściekłości,
zaborczość i zazdrość w związkach, która wynika ze strachu przed odrzuceniem i porzuceniem (osoby chore wolą pierwsze zerwać kontakt, niż niepokoić się, że zrobi to druga osoba),
odczuwanie nieustannej potrzeby zapewniania o uczuciach przez partnera czy przyjaciela,
skłonność do podejmowania różnego rodzaju ryzyka, używania substancji psychoaktywnych w celach eksperymentalnych,
problemy z odżywianiem (na przykład anoreksja i bulimia),
patologiczne kłamanie i konfabulacja,
próby samobójcze, samookaleczenie się,
skłonność do palenia za sobą wszystkich mostów.
Cytat
Chciałeś pomoc sobie, naprawić popsutą kobitę dla siebie. Inna rzecz, że jak to przeczytałem, to pomyślałem: jak ktoś się jeleniem urodził, to tygrysem nie umrze...
Odpowiedz przede wszystkim sobie, nie nam; w jakim celu jeszcze to rozkminiasz? Po co sobie to robisz? jesteś bystrym facetem; tym bardziej dziwię się, że tkwisz w tym na własne życzenie; powinieneś być już w zupełnie innym miejscu; po co? co to zmieni?
Powinieneś bardziej zainteresować się tym dlaczego TY tak długo tkwiłeś w toksycznym związku? dlaczego popełniasz i powielasz te same błędy? bo z Tobą ewidentnie też coś jest nie tak; im szybciej dojdziesz do takiego wniosku tym lepiej zrozumiesz co mam na myśli;
Jeśli w końcu się nie ogarniesz to będziesz co jakiś czas przeżywał to samo; nie szkoda Ci życia?
Cytat
Cytat
dodam jeszcze, że jeśli już odpowiesz sobie na te pytania i zaczniesz to weryfikować a w konsekwencji korygować tudzież zmieniać swoje działanie i postępowanie w stosunku do samego siebie, znajdziesz wówczas odpowiedź jna swoje pytanie: jak można pomóc tej kobiecie...oczywiście jeśli ona będzie chciała.
Teraz to jesteś bardziej papieski od papieża...bo ona nie chce tej pomocy:niemoc
Zapewne mam problem z sobą i aż trudno uwierzyć, że tak dałem się sponiewierać, upokorzyć i wdeptać w ziemię.
Wszystko ma swój kres i to także...
Cytat
Żebyś słowa w czyn wprowadził.
Cytat
Wprowadzam i świętą kurewnę odesłałem do kochasia sprzed lat. Tylko szkoda, że kochaś już jej nie chce.
Jako ciekawostkę dodam, że na koniec okazało się jeszcze, że w maju 2015 roku była z nim w ciąży i nawet szukali mieszkania aby razem zamieszkać. Oczywiście to mnie odpowiedzialnością za ową ciążę obarczała. Wtedy, po czasie przyznała, że z podejrzeniem ciąży myliła się, a teraz po latach wyznała plan z aborcją. Do tego jednak się nie przyzna.