Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 1 zobacz kto)
~ Dilka

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 84
Użytkownicy Online: blebleblee

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,612
Najnowszy Użytkownik: Niepewnyon
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Reklamy...
Moja zdrada
Zdradzona przez mężaWitam wszystkich... Jestem tutaj, bo potrzebuje wsparcia, rady, spojrzenia z boku na moją sytuację... Mam 38 lat i 3 córki. Mam też oficjalnie męża, który według mojej wiedzy zaczął mnie zdradzac, kiedy byłam w trzeciej ciąży. Zaplanowanej... Moja najmłodsza niedługo będzie miała 4 latka.
O zdradach dowiedziałam się zupełnie przypadkowo, kiedy córka miała ok 8 miesięcy. Jak pewnie każdy z Was, nigdy bym się tego po nim nie spodziewała... Owszem, zrobił się dziwny. Od jakiś 2 lat zaczął bardziej denerwować się pracą, a zaraz na początku ciąży przeżył załamanie nerwowe. Wydawało się bez pow9odu. Zaczął myśleć jakoś absurdalnie, że nie wyrabia się, że go wyleją z pracy itp. Pracuje w tym samym zawodzie wiec wiem, że nie było powodów by tak to przeżywać. Zaczął chodzić po domu po nocach, nie spać, ja razem z nim... Nie wiedzialam jak mu pomóc... Nie zostawiłam go z tym samego. Nocami nadrabiałam jego zaległości w pracy na ile mogłam, starałam się z nim byc, rozmawiać, kupowałam środki uspokajające, prosiłam o wizyte u lekarza... Nawet namówiłam na nową pracę, trochę mniej płatna ale wydawało się mniej stresująca... Dostał ją, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Sam podjął te decyzję. Stwierdził, że da radę tylko musi zadbać o większy dystans do niej...
Niestety zadbał też o dystans do mnie. Niby zaczął spać, ale przestał mówić, wieczory spędzał z telefonem... W związku ze dziecko miało przyjść na świat przyspieszył decyzję o remoncie, ale również zaczął mnie przekonywać ze zamiast remontu jednej łazienki musimy zrobić 2 oraz kuchnie i wymienić wszystkie okna... W ten czas ciągle pracowaliśmy, ja do 9 miesiąca ciąży... Nie było pytan jak się czujesz. Były spory co zamówić jak co zrobić... Był bałagan i robotnicy w domu którzy wymagali nowych materiałów narzędzi, które ja w 9 miesiącu ciąży jechałam załatwiać na przerwach w pracy. Ale wszystko dla niego. Wszystko...
Po remoncie ogarnęłam dom i poszłam rodzić. Czułam, że todze sama. Mimo że trzeci poród, był najtrudniejszy z wszystkich. Był obok ale zero zaangażowania. Oczywiście mu to powiedziałam, nie rozumiał. Potem wszystkie domowe obowiązki spadły ma mnie. Mąż przecież ciężko pracuje a ja "tylko" siedzę w domu... Spałam z malutką, bo było mi łatwiej niż wstawać do niej, zależało mi też by się wyspał, z nim nawet nie miałam ochoty... Seks był, jaki tylko chciał... No usypiałam wszystkich i byłam dla niego... Nie ukrywam, że byłam po ciąży z 15 kg więcej niż teraz. Nie przeszkadzało mi to, zawsze kochałam swoje ciało. I myślałam, że on je też kocha, sam przytył zresztą więcej niż ja w ciąży... Nagle kupił nowy telefon, że zamiast pinu będzie skanował tęczówkę. Śmiałam się, że taki chce być tajny agent... Dał mi swój stary do dyspozycji, kiedy byłam na wakacjach u rodziców. Zaczęłam wpisywać coś w Google i pojawiły się wyszukiwane słowa... Escorts itp. No Szok. Skonfrontowałam to z nim i stał się milutki i mówi, że takie mu wyskoczyło to popatrzył. Dalej zauważyłam dziwny numer w kontaktach. Wpisałam w Google... No po co by miał go zapisywać. Oj chciałam wierzyć że przypadkiem! Trochę wierzyłam, bo oczywiście jak to możliwe. Moj mąż. Ktoś kto był moim przyjacielem. Ktoś kto miał się mną opiekować. Katolik z najbardziej katolickiej rodziny jaką znam (nie mierze wszystkich jedna miarą, ale wierzę już co taka przykrywka może zrobić z człowieka). Nie dałam spokoju, całe dnie sprawdzałam bilingi gdzie dzwonił kiedy i do kogo pisał... Naliczyłam około 6 dziwnych sytuacji. Po konfrontacji musiał przyznać, że a tak tylko dzwonił i pisał sobie. Taka hotline... Koniec nastąpił, kiedy kazałam mu wejść na konto bankowe i dać wykaz danego dnia. Kasa wyciągnięta na jakiejś stacji benzynowej... Totalnie gdzie go nie miało być... Oczywiście wyciągnął i pojechał do domu haha...
Wtedy mi nie było do śmiechu. Trójka dzieci, wspólne marzenia, plany, nie mówiąc o kredycie. Mój świat, mój cel i moja miłość bezgraniczna. Zdeptana i zostawiona, bym sobie z tym radziła. Zwróciłam się o pomoc do jego katolickiej rodziny, od której zresztą miał zero wsparcia od kiedy się wyprowadził zaraz po ślubie ( mieszkamy w uk od 12 lat, co jest dodatkowo trudniejsze, bo jednak tęsknota jest ogromna). Wsparcia nie dostałam, jednak byl płacz mamy i milczenie ojca. Niekończąca się analiza, że oczywiście to moja musiała też być wina od żony jego brata, która wszystko wie i "ja nie oceniam" jego brata. Super. Wróciłam z tymi dziećmi do UK a jego wysłałam na leczenie to ośrodka leczenia depresji w Lublinie. Został tam 2 miesiące. Schudł. Pracował nad sobą. Brał leki. Ja zresztą też zaczęłam, zapisałam się tutaj na terapię bo myślałam że oszaleje. Wrócił. I w przeciągu kilku miesięcy porzucił terapię i leki. Niby na początku rozmawialiśmy trochę. Brakowało mi czegoś typu padnięcia na kolana i bicia się w piersi. Było wydukane przepraszam, nic wiecej.
Nie wytrzymałam i po pół roku powiedziałam mojej mamie, która z nami mieszkała, by pomóc przy dzieciach. Nie chciałam robić tego wcześniej, by nie zatracić też ich relacji, która była bardzo opiekuńcza z jej strony. Mama była w szoku i ten ból wylewał się z niej nocami. Przez łzy. I przez pisanie. Pisała list do moich teściów. Pełen smutku bólu i tego co dalej... Z mężem skonfrontowałam się że 2 razy tylko, kiedy było sami ale mówi że on jest jak ptak w klatce i patrzy tylko tymi ptasimi oczami na nią... Ptasie oczy pełne bólu ale i złości... Ze się wydało i czego chcecie. Kolejnym etapem była jej rozmowa z teściami, którzy starali się uświadomić jej że to zapewne że mną jest coś nie tak. Dokładnie nie wiadomo co, bo niby dbałam o niego itp no ale przecież też "nie musiałam". Ja też to na własne uszy usłyszałam od teścia. Coś nie tak że mną... I teściowa jak katarynka powtarzająca co jej druga synową o mnie mówila. Nawiasem mówiąc, zawsze była ta synowa pyskata i wredna i życie wszystkim zatruwa, bo jak nie jest po jej to wojna. Nic nigdy moje dzieci czy mąż nie dostały od dziadków nic a na nich ciągle biorą kredyty... Żeby dokupić ziemi i budować nowy dom. My "niech se radzą" się nazywamy, bo ja przecież taka zaradna...
Przez te 3 lata w głowie poukładam sobie tyle
-moja rodzina mnie kocha i akceptuje i zawsze jestem dla nich ważna, mimo że też bywało różnie
- rodzina męża miała nią być ale niestety to już rozdział zamknięty, nie chce ich znać i wiem, że im bardziej zabiegałam by mnie lubili tym mniej dla nich znaczyłam
-mój mąż zostawia mnie z moimi łzami wychodzi i też cierpi ale nie zrobi z tym nic
-jestem tym bardzo zmęczona więc go przestałam kochać
-zaniedbałam dzieci starając się uratować małżeństwo (za dużo emocji i energii wkładałam w próbę rozmowy z nim)
-mój mąż jest chory, ale nie robi z tym nic oprócz pogadanek z coachem którego mu podsunęłam
-lepiej mi by było bez niego
-nadal go lubię
-bardzo mu współczuję, ale nie wiem czy on współczuję mi
-czasem myślę że mogę z nim mieszkać i po prostu zaciskam żeby i śpimy osobno nadal choć on się przychodzi zwykle rano do mnie się przytulać. Już tego kie lubię. Czuję wtedy się jak w płapce. Nie odpoczywam. Myślę - idź sobie, nie mogę spać przy tobie, daj mi spokój. Nie powiem mu tego, bo nie chce go ranić
- jestem sama, pierwszy raz od kiedy pamiętam, nie lubię być sama, ale nie wyobrażam sobie kogoś mieć "na boku"
- mój mąż nigdy się nie zgodzi na rozwód i ucina wszelkie rozmowy, a raczej ich nie podejmuje, potrafi milczeć godzinami...
- mam cudowne córeczki i muszę o nie zadbać ale nie wiem jak i nie chce ich zranić, one nic nie wiedzą, tak samo jak reszta mojej rodziny (tata czy bracia).

Traktuje męża z szacunkiem, ale nie z miłością. Bywało różnie na etapie wypominania, ale kto by to zniósł. Co mam zrobić, by zrozumiał, że to że jemu wystarcza to, mnie bardzo uwiera taka sytuacja i wszystko wewnątrz krzyczy że musi być inaczej... Jest człowiekiem miłym i pomocnym. Totalne przeciwieństwo mojego agresywnego ojca, od czego chciałam zawsze uciec...

Dziekuje wszystkim którzy dotrwali do końca. Pomóżcie proszę jakimś słowem. Niech boli jak musi.. . Pozdrawiam!

Komentarze
Strona 1 z 4 1 2 3 4 >
aster dnia październik 10 2020 11:14:04
Jeśli zajrzysz tak w głąb waszego małżeństwa to jak wyglądały wasze relacje przez te wszystkie lata, że mąż zaczął uciekać od takiego życia?

Salsa dnia październik 10 2020 11:51:04
Witam aster, było bardzo bardzo dobrze... Szczerze mówiąc, byłam szczęśliwa, że mam spokojnego i pracowitego męża... Że podobne rzeczy lubimy i podobne nas denerwują... W domu szczerze nie miał większych obowiązków, bo jak pisałam była z nami mama by pomóc z dziećmi, kiedy ja pracowałam. Jemu zawsze to odpowiadało, mówił że on też zawsze mieszkał z dziadkami... Szczerze to mama nam aż za dużo pomagała. On tylko jak widział swoich i pytali co słychać to tylko opowiadał ze chodzi się do pracy i wszystko ok mam wrażenie jakby czekał aż go pochwałą czy coś... Mieliśmy dużo czas u dla siebie, mama byla zawsze chętna zostać z dziećmi. Kiedyś z tego korzystaliśmy, kino, teatr, nawet weekendy we dwoje. Przy tym załamaniu i przy natłoku obowiązków wszystko się skończyło. I nawet później jak już mama była i mówiłam, może zaprosisz mnie na spacer to patrzył na mnie jakbym z księżyca spadła. Możemy iść, ale po co... No to nie szliśmy.

Teraz jesteśmy sami, trochę przez covida a trochę przez to że chce przeżyć moje życie jako moje. Bez ludzi którzy mnie wyręczają z obowiązków. Szczerze myślę, że mama tęskni za nami i chciałaby tu być, bo sama nie ma dobrego życia z tatą. Mąż teraz zadowolony, no bo wiadomo po tym wszystkim ciężko go darzyć większą sympatią że strony mamy... Choć ona też wie, że to biedny zagubiony człowiek z domu gdzie się modliło, a nie rozmawiało. Tak żeby wszyscy we wsi widzieli. Teraz czuję, że już nie muszę dbać o małżeństwo. Teraz chce zadbać o dzieci, więc mam tylko tyle czasu i nie mam kiedy się uzalac nad sobą... I tym jacy ludzie potrafią być okrutni i dwulicowi. Bo to ból straszny, fizyczny też... Układało nam się pięknie. Mieliśmy zdrowe dzieci, dobra pracę... Spaliśmy przytuleni każdej nocy i zwierzałam mu się że swoich lęków. Tylko raczej zawsze w jedną stronę to działało...
Jedyne co nas różniło to podejście do pieniędzy. Ja bardziej ostrożnie je wydaje, on na pierwszy samochód zapożyczył się u mojego brata i w ogóle lubi drogie rzeczy i dużo na raz. Co zaskakujące, łatwiej mu przychodziło wydawanie pieniędzy które dała nam moja rodzina na start na jego wydumane remonty niż mi. Jego rodzina dała nam okrągłe zero, choć są zamożniejsi. Wiem, że mogę brzmieć jako materialistka. Bylismy małżeństwem, wydawaliśmy je niby wspólnie, ale on do tego dążyl. I bym słowa nie powiedziała, gdyby mnie nie potraktował tak jak to zrobił. Teraz wszystkie brudny były wyciągnięte i niby już schowane, bo nie chce do tego wracać, no ale zawsze gdzieś tam je wyłażą ...

Romanos dnia październik 10 2020 11:51:14
Sprobuj oddzielic wyobrazenia od faktow.
Musisz umiec powiedziec (przede wszystkim sobie) co wiesz na pewno, a co jest "tylko" projekcja z Twojej glowy. To wazne, zeby niepotrzebnie nie dreczyc siebie urojeniami.

obserwator dnia październik 10 2020 11:51:30
Może zakres,natłok obowiązków was przejadł i tą relacje waszą.
Było poprzestać na dwójce dzieci ,a nie teraz ganiać w biegu by zapewnić wszystko sobie no i dzieciom. Cała ta gonitwa i szarość dnia codziennego niejednego przytłoczyć może.

Czyli co nie miał regularnych kochanek/ki tylko chodził lub tylko szukał prostytutek na godziny?

Komentarz doklejony:
Ty jesteś niedobra babo i masz za duże oczekiwania wobec niego normalnie,no i sfiksował chłop.smiley
Za dużo filmów romantycznych się naoglądałaś o szczęśliwych rodzinkach uśmiechniętych od ucha do ucha,a to jest real life niestety.

Komentarz doklejony:
No i te opisy analiza rodzin jego i twojej ,kto tam pomógł w czym i w jakim stopniu.
Z kim trzymasz dalej sztamę ,a od kogo się odciełaś całkowicie , przecież wiadome będzie ,że matka jego będą po jego stronie nie ważne co by się działo nawet jak postawisz go przy fakcie dokonanym ,że chcesz się rozwodzić bo będziesz czuła się już taka nieszczęśliwa. To jest jej ( ich) syn...

Komentarz doklejony:
Skupić się można na tym w czym i kiedy zaczęliście się rozmijać ,co było/mogło być przyczyną. Czy można jeszcze coś zmienić ,ulepszyć by to jakoś posklejać ,przynajmniej próbować. Na ile on i ty macie w sobie tej chęci by coś zmienić.

Salsa dnia październik 10 2020 12:56:22
Dziękuję obserwator, szczerze to chcielismy trzecie i on tak pragnął mieć chłopca i masz rację, mi by dwójka wystarczyła. No ale byłam pewna, że mam super oparcie żeby mieć dużą rodzinę, bo przecież bym nie zdecydowała się na trzecie bez stabilnej relacji.

Tak tak, na godziny chodził załatwiał co trzeba i przychodził pojeść, pospać i pooglądać tv. Zmęczony był...

OK nie oczekiwałam, że jego rodzina go potępi, dlatego zwróciłam się o pomoc do nich. O pomoc dla niego, ale i dla mnie. Nie spodziewałam się jednak, że będą chcieli zwalić na mnie odpowiedzialność za to co się stało, kiedy tylko poczuli się pewnie, bo milczę na ten temat we wszystkich innych kręgach. Jak pisałam, z mojej rodziny wie tylko mama, nie szukam zemsty.

Z czego wysuwasz wniosek że miałam za duże oczekiwania, to bardzo intrygujące?

Komentarz doklejony:
Romanos dzięki za komentarz. Wiem, nie jest to proste oddzielić wyobrażenia od tego co się ma. I się z tym pogodzić ot tak.

aster dnia październik 10 2020 13:11:11
Dlaczego tak bardzo uderzasz w jego rodziców i rodzinę przy tym swoją mamę stawiasz na piedestale? Dla niego jego rodzina a przede wszystkim rodzice są tak samo ważni jak Twoja mama i Twoja rodzina dla Ciebie.
Dlaczego im wytykasz błędy a nie chcesz swoich zobaczyć; mąż szanował Twoją mamę a Ty jego? Dlaczego jesteś tak okrutna i dwulicowa?
Komu więcej poświęcałaś uwagi tak naprawdę, do kogo przychodziłaś po radę i z kim tak naprawdę podejmowałaś decyzję z mamą czy mężem? Z kim byłaś tak naprawdę bliżej? Sama sobie odpowiedz na to pytanie.
Czy Ty go kiedykolwiek kochałaś?

Salsa dnia październik 10 2020 13:35:16
Witam aster oczywiście rozumiem, że jego rodzice są bardzo ważni dla niego. I relacje z nimi i mną popsuły się tylko po jego zdradach (około 6 razy, sama nie wiem ile) i tym jak stwierdzili, że zapewne to moja wina, nie wiadomo dokładnie co, ale na pewno.

Na piedestale stawiałam wcześniej swoją teściową i bardzo ją szanowałam. Chciałam byśmy byli rodziną i bardzo dobrze się dogadywalysmy, jednak o kontakt zabiegaliśmy zawsze my, zawsze z naszej strony. I przyrzekam złego słowa o nich wcześniej nie powiedziałam. Nigdy. Czy trudno uwierzyć że tak było? Czy to jest niemożliwe?

Z teściem też nie było żadnych sporów. Wszystko zaczęło się po tym jak zaczęli mnie obwiniać. Bolało. Więc też im powiedziałam, że nie można było ich syna tak po prostu zostawić samemu sobie i niech se radzi. Wszystko działa w dwie strony, oni winia mnie, ja odbijam piłkę...

Decyzje podejmowałam z mężem i z nim spędzałam wolne chwile. Teraz też musimy podjąć decyzję, ale on nie chce rozmawiać o jakości naszego związku, gdyż odpowiada mu jaka jest. Dlatego nie ma z nami nikogo innego i jest to mój wybór. Z mamą kontaktuję się około raz w tyg i nie rozmawiamy o moim mężu. To za trudne. Tylko teraz też trzeba decyzję podjąć we dwoje, a tkwimy w miejscu.

Kochałam go i nieraz myślałam, jakie szczęście mnie spotkało. Też trudno uwierzyć? Czemu?

poczciwy dnia październik 10 2020 13:49:06
Witaj Salsa, rozgość się u nas;
Jak pewnie każdy z Was, nigdy bym się tego po nim nie spodziewała

Dlaczego tak sądziłaś? Żyłaś w bańce idealizacji? Nie brałaś pod uwagę, że on też jest człowiekiem? Łudziłaś się, że jesteście kimś wyjątkowym i taką też relację stanowicie? Na jakiej podstawie tak sądziłaś?
Mój świat, mój cel i moja miłość bezgraniczna. Zdeptana i zostawiona, bym sobie z tym radziła.

To był newralgiczny moment. Co z tym zrobiłaś?
Czyżby ta idealizacja przesłoniła Ci rozsądek? Dlaczego oczekiwałaś, że nagle on nagle zrozumie Twój ból? Miał takie zasoby żeby zrozumieć?
Minęły trzy lata, w jakim miejscu jesteś? I jak myślisz dlaczego?

mój mąż zostawia mnie z moimi łzami wychodzi i też cierpi ale nie zrobi z tym nic

Skąd ta pewność? Może cierpi a może nie? Co to zmienia tak naprawdę dla Ciebie? Pewność tego, że tak jest poprawiłaby Twoje samopoczucie?
bardzo mu współczuję, ale nie wiem czy on współczuję mi

Dokładnie to samo pytanie. Co by to zmieniło? Chcesz współczucie? Mało wymagasz. Pytanie dlaczego tak jest?

zaniedbałam dzieci starając się uratować małżeństwo (za dużo emocji i energii wkładałam w próbę rozmowy z nim)

Klasyczny błąd. Próbowałaś zrobić coś za dwoje. Brałaś na siebie coś co do Ciebie nie należy. Jakiego efektu się spodziewałaś? Zawsze próbowałaś brać odpowiedzialność za jego niepowodzenia na siebie? Matka Teresa?

mój mąż jest chory, ale nie robi z tym nic oprócz pogadanek z coachem którego mu podsunęłam

Kolejny absurd. Znów to nie był jego wybór, jego decyzja, tylko Twoja. Dlaczego zatem miałby robić coś więcej? On nie miał takiej ochoty. To Ty go zmusiłaś do tego a on tylko robił co kazałaś, wkładał minimum wysiłku żeby nie tracić statusu quo.

jestem sama, pierwszy raz od kiedy pamiętam, nie lubię być sama, ale nie wyobrażam sobie kogoś mieć "na boku"

Nie lubisz, ale chyba najwyższy czas nauczyć się być szczęśliwą sama ze sobą bo tylko w ten sposób możesz być szczęśliwa z kimś.

mój mąż nigdy się nie zgodzi na rozwód i ucina wszelkie rozmowy, a raczej ich nie podejmuje, potrafi milczeć godzinami...

A dlaczego miałby się godzić czy też nie? Jesteś jego własnością? To jego decyzja czy Twoja? Jego życie czy Twoje? Gdzie w tym wszystkim jesteś Ty sama? Twoje potrzeby? Oczekiwania? A Ty się godziłaś na jego wybryki? Pytał Cię o zdanie?

Co mam zrobić, by zrozumiał, że to że jemu wystarcza to, mnie bardzo uwiera taka sytuacja i wszystko wewnątrz krzyczy że musi być inaczej...

To akurat bardzo proste. Zająć się w końcu sobą nie oglądając się na niego. On jest tylko dodatkiem w tej chwili, którego możesz akceptować lub nie. Zwolnił Cię z obowiązku myślenia o nim.

Pomóżcie proszę jakimś słowem. Niech boli jak musi.. .

Oj będzie. Pytanie czy jesteś gotowa wziąć to na klatę.

Spaliśmy przytuleni każdej nocy i zwierzałam mu się że swoich lęków. Tylko raczej zawsze w jedną stronę to działało...

Czyli nigdy nie było równowagi a to podstawa zdrowej relacji. Dlaczego na to pozwoliłaś?

szczerze to chcielismy trzecie i on tak pragnął mieć chłopca i masz rację, mi by dwójka wystarczyła.

I znów. A gdzie Twoje potrzeby? Pytam gdzie Ty byłaś, jesteś i chcesz być w tym związku lub innym?
Cały czas bujasz w obłokach i to jest Twój problem. Zejdź w końcu na ziemię. Zacznij myśleć realnie a nie życzeniowo.

Komentarz doklejony:
Kochałam go i nieraz myślałam, jakie szczęście mnie spotkało. Też trudno uwierzyć? Czemu?

Czym jest miłość wg Ciebie? Jak ją mierzysz?

Salsa dnia październik 10 2020 17:04:13
Hej poczciwy, dziękuję za tak dogłębną analizę tego co napisałam, doceniam Twój czas.

Dlaczego tak sądziłaś? Żyłaś w bańce idealizacji? Nie brałaś pod uwagę, że on też jest człowiekiem? Łudziłaś się, że jesteście kimś wyjątkowym i taką też relację stanowicie? Na jakiej podstawie tak sądziłaś

Taka sytuacja mi przez myśl nie przeszła. Po prostu wierzę (wierzyłam), że jeśli dbamy o czyjeś potrzeby (o których wiemy), zakładamy rodzinę i przysięgamy sobie wierność i uczciwość to jednak bierzemy za to odpowiedzialność. Ze chcemy dobrze spędzić życie które mamy przecież jedno. Nie po to jesteśmy z kimś by go oszukiwać, bo wtedy oszukujemy samego siebie. Nie po to komuś ufamy, żeby być przygotowani na cios. Takie było moje rozumienie.



To był newralgiczny moment. Co z tym zrobiłaś?
Czyżby ta idealizacja przesłoniła Ci rozsądek? Dlaczego oczekiwałaś, że nagle on nagle zrozumie Twój ból? Miał takie zasoby żeby zrozumieć?
Minęły trzy lata, w jakim miejscu jesteś? I jak myślisz dlaczego?

Mój mąż był ostatnia osoba, po której bym się takich czynów spodziewała. Taki też był w oczach innych. Niesłychanie spokojny człowiek... Przez miesiąc potrafił zaprzeczać i mnie zbywać a potem jak już pękło wszystko, zaniemówił. Wiem wiem wiem że od dawna cierpiał na depresję, tylko nie chciał tego przyznać i nic z tym robić bo "da radę" po cichu... Zabrałam go do psychiatry, rodzina do księdza, załatwiłam ten turnus w ośrodku leczenia depresji, poprosiłam o wsparcie rodziny (tylko jego, jak pisałam), a sama wróciłam do pracy po macierzyńskim, wzięłam antydepresanty i zapisałam do psychologa. To była pomoc doraźna i ludzie jestem z siebie mega dumna, bo nie zapominajcie miałam 3 malych dzieci w tym niemowlaka. Różne rzeczy mi do glowy przychodziły. I dałam czas mi i jemu. 2 miesiące z dala od siebie na wygaszenie emocji. Tych najgorszych o których istnieniu nie wiedziałam. Potem wrócił, była terapia małżeńska na której milczał... Więc ja zakończyłam, bo byłam po prostu ciągle zraniona i oczekiwałam większych starań... Mija czas a ja nie mogę poradzić sobie z tym brakiem pracy nad sobą. Mogłabym pogodzić się ze zdradą, jakby chciał mi powiedzieć co zrobiłam źle i to naprawić. I żebyśmy oboje mogli być lepsi.

Skąd ta pewność? Może cierpi a może nie? Co to zmienia tak naprawdę dla Ciebie? Pewność tego, że tak jest poprawiłaby Twoje samopoczucie?

Tak wiem że cierpi, ale ciągle zachowuje się tak samo. Zostawia mnie i idzie spać. Może myśli że mi robi przysługę, kto wie. Mówi ciągle że czas wszystko uleczy. Ot tak. Nie chcę by cierpiał. Ja też nie chce cierpieć.


Klasyczny błąd. Próbowałaś zrobić coś za dwoje. Brałaś na siebie coś co do Ciebie nie należy. Jakiego efektu się spodziewałaś? Zawsze próbowałaś brać odpowiedzialność za jego niepowodzenia na siebie? Matka Teresa?

No tak jakby. Wiem to wiem, ale myślałam że to walka o rodzinę i miłość. I traktowałam go jak chorego. Bo wierzę że jest.


Kolejny absurd. Znów to nie był jego wybór, jego decyzja, tylko Twoja. Dlaczego zatem miałby robić coś więcej? On nie miał takiej ochoty. To Ty go zmusiłaś do tego a on tylko robił co kazałaś, wkładał minimum wysiłku żeby nie tracić statusu quo.

To prawda. Mimo to mówi, że te rozmowy mu wiele dają. Ale wiem że nie rozmawia o mnie, o nas. Wiem to, bo mi to powiedział. Bo ja podobno jestem ponad to, taka ważna jestem 🤔


Nie lubisz, ale chyba najwyższy czas nauczyć się być szczęśliwą sama ze sobą bo tylko w ten sposób możesz być szczęśliwa z kimś.

Tak, próbuje. Zapisałam się na taniec, niestety teraz nie da się tego kontynuować, spędzam więcej czasu z dziećmi, ja naprawdę siebie lubię, bo to wypracowałam bardzo ciężko przez te 3 lata, kiedy słyszałam swój głos mówiący mi, jak jestem nic nie warta. I jak kiedyś mnie przytulał już po zdradzie, było to jak balsam na me serce, teraz czuję się nienaturalnie.

Oj będzie. Pytanie czy jesteś gotowa wziąć to na klatę

Bardzo chętnie i nie mogę się doczekać, jeśli tylko ma pomóc ruszyć z miejsca. Jak widzisz już się dowiedziałam, że jestem okrutna i dwulicowa i jaki on biedny. Wszystko czytam i rozważam. Wszystko.


Czyli nigdy nie było równowagi a to podstawa zdrowej relacji. Dlaczego na to pozwoliłaś

Wzięłam sobie za męża mruka. Widziały gały co braly. Nie każdy jest wylewny i szanowałam to.

Narazie tyle, muszę lecieć do pracy. Dziękuję serdecznie.

poczciwy dnia październik 10 2020 17:55:06
Autorko,

Piszesz nie na temat;Uciekasz od odpowiedzi na pytania. Nie wiem czy wynika to z chęci nie dopuszczenia do siebie prawdy o sobie i o Was czy nie rozumiesz o co pytam?

Po prostu wierzę (wierzyłam), że jeśli dbamy o czyjeś potrzeby (o których wiemy), zakładamy rodzinę i przysięgamy sobie wierność i uczciwość to jednak bierzemy za to odpowiedzialność.

A ja wierzę w Allacha. Czy to daje mi gwarancję życia pozagrobowego?
Zacznij w końcu myśleć. Życząc babci 100 lat na urodziny bardzo chciałabyś aby dożyła takiego wieku czy jednak masz na to wpływ? Potrafisz rozróżnić rzeczywistość od życzeniowości? Ułudę od realizmu?

Potem wrócił, była terapia małżeńska na której milczał... Więc ja zakończyłam, bo byłam po prostu ciągle zraniona i oczekiwałam większych starań... Mija czas a ja nie mogę poradzić sobie z tym brakiem pracy nad sobą.

Czyim pomysłem była terapia? Jeśli Twoim to nie dziw się, że milczał. Znów został zmuszony do czegoś czego zwyczajnie nie czuł; Nie chciał, nie czuł potrzeby; przymuszeniem jeszcze nikt nigdy nie wygrał; myślałaś, że będziesz pierwsza? W ogóle on wykazywał w czymkolwiek jakąkolwiek inicjatywę czy we wszystkim zawsze go wyręczałaś?
Nie dałaś mu zawalczyć o Was po tym co zrobił, tylko ofiarowałaś mu siebie na tacy; na własne życzenie jesteś po takim czasie w tym miejscu, w którym jesteś;
Jaką on miał motywację do walki skoro nigdy nie pozwoliłaś mu ponieść konsekwencji swoich czynów? Sama mu to wdrukowałaś a on z Twojej naiwności korzystał; dlaczego miałby z tej wygodnej pozycji w jaką go wepchałaś wychodzić? Skoro dostawał to co chciał cokolwiek się nie działo?

Tak wiem że cierpi, ale ciągle zachowuje się tak samo. Zostawia mnie i idzie spać. Może myśli że mi robi przysługę, kto wie. Mówi ciągle że czas wszystko uleczy. Ot tak. Nie chcę by cierpiał. Ja też nie chce cierpieć.

Zapytam jeszcze raz; skąd wiedza, że cierpi?
Proponuję przeprogramować myślenie; opieranie się na faktach a nie na domysłach; do czego Cię takie myślenie doprowadziło? I dalej robisz to samo.
Czas wszystko uleczy? Hmm, to teraz zweryfikuj tę teorię na sobie.
Minęły 3 lata; czy coś uleczył?
Udawanie, że ktoś za nas coś zmieni albo czas coś uleczy jest zwykłą , próżnością i lenistwem;

No tak jakby. Wiem to wiem, ale myślałam że to walka o rodzinę i miłość. I traktowałam go jak chorego. Bo wierzę że jest.

Znów myślałaś...no właśnie nie myślałaś tylko coś Ci się wydawało;
walka nie polega na poświęcaniu siebie za kogoś; choroba nie zwalnia nikogo z odpowiedzialności a Ty to robisz;

Bardzo chętnie i nie mogę się doczekać, jeśli tylko ma pomóc ruszyć z miejsca

To, co z tym zrobisz i czy ruszysz z miejsca zależy tylko i wyłącznie od Ciebie, Twoich chęci, determinacji, gotowości i konfrontacji z tym co bolesne;
Nikt za Ciebie nic nie zrobi; choć mam wrażenie, że na to liczysz;
Chciałabyś dostać na tacy gotowe rozwiązanie i plan na swoje życie.

Wzięłam sobie za męża mruka. Widziały gały co braly. Nie każdy jest wylewny i szanowałam to.

Znów ucieczka. Twoje wybory to Twoja odpowiedzialność; jego wybory jego odpowiedzialność;
To wszystko wyjaśnia; murkom wszystko wolno; są zwolnieni z myślenia; biedne ofiary losu.

Strona 1 z 4 1 2 3 4 >
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Zjawy i demony
www.parapsychologia.zjawa.com
Zdrada emocjonalna
Zdrada - co robić?!
Zdrada po 7 latach związku i roku małżeństwa
Zdrada
Zdrada emocjonalna help
Zdrada emocjonalna
Zdrada po 7 latach małżeństwa
Zdrada z rehabilitantem cd.
Zdrada emocjonalna z ex
Zdrada psychiczna
czy to już tylko zdrada
Zdrada na masaz erotyczny masaz nuru.
Zdrada na poligonie?
Zdrada 2
Moja historia-pomóżcie zrozumieć.
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Zdrada po 7 latach z...
Proszę o opinię
moje piekło
Historia jakich wiele
Jestem w ciąży mąż m...
Czuję się zdradzony,...
Powrót po długiej ni...
Kolejny uszczęśliwio...
"Nie moge tego kontr...
Nie wie co myśleć
Mój mąż mnie zdradził
Zdradzona
Bardzo nieoczywista ...
zdradziła bez wyjaśnień
Pomoc i początek
Zdrada emocjonalna
Prośba o poradę
Moja zdrada
związek na odległość
Co ich łączy?
Romans z "kolega"
Zdrada - co robić?!
Jak sobie z tym pora...
oszukany
Zdradziła i odeszła ...
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Dilka
13/11 21:50
Lord! Gdzie byłeś, jak Cię nie było? smiley

Archiwum
Reklamy
Masaż Bielsko-Biała
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info