Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 0 zobacz kto)

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 60
Użytkownicy Online: LordLachdanan

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,220
Najnowszy Użytkownik: fullreset
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Reklamy...
Nie śpij, bo Cię okradną.../Morfeus
Zdradzony przez żonęDzień dobry niestety.

Wybrałem sobie taki nick, bo wychodzi na to, że przez sporą część życia śniłem. Brutalne przebudzenie i już jako dorodny okaz rogacizny znalazłem się tu... Moja historia nie różni się bardzo od wielu, które tutaj poznałem. 15 lat po ślubie, 22 lata w związku, dwójka dzieci w wieku szkolnym podstawowym. Około 4 miesiące temu dowiedziałem się o zdradzie żony. Klasyk objawów - stronienie ode mnie, telefon przyspawany do ręki, wszystko nagle zahasłowane, całe popołudnia nos w laptopie, nieco późniejsze niż zwykle powroty z pracy. Wtedy nie zwracałem na to uwagi, nie chcę się o tym rozpisywać, po prostu poczułem przez skórę, że mnie zdradza, a o tych symptomach poczytałem już po fakcie. Tknięty przeczuciem zastosowałem tani, łatwy fortel i przyznała się sama. Moja reakcja była nieco bardziej dramatyczna niż zwykle to bywa, bo mój stosunek do małżeństwa i żony jest szczególny, a i ja jestem z całą pewnością specyficznym człowiekiem, ale o tym później. Przez pierwszy miesiąc przedstawiała fałszywy, łagodniejszy obraz swoich "przygód". Sporo się napracowałem, aby uzyskać prawdziwą wersję wydarzeń. Oczywiście certyfikatu autentyczności nie posiadam, bo tę drugą wersję znam również od niej. Co mi opowiedziała? A więc - zaczepił ją przez messenger facet, któremu wpadła w oko. Nie znała go, nie wiedziała jak wygląda. Miała go w jakiejś grupie na facebooku. Podobała mu się, spróbował. Po około tygodniu pisania do siebie, zaczęli się spotykać. Po około dwóch kolejnych tygodniach znajomości, już jeździła z nim do lasu na seks. Przyznała się do trzech takich wycieczek, numerki bez prezerwatywy na tylnym siedzeniu jego auta. Latała potem do lekarza po tabletki wczesnoporonne. Ten ich romans był krótki - trwał około 2 miesiące, lecz był bardzo intensywny. Pisali do siebie cały czas "od obudzenia się do pójścia spać". Spotykała się z nim codziennie, wyłączając większość weekendów i prawie zawsze dwukrotnie w ciągu zwykłego dnia. Widywali się rano, zawoził ją do pracy, potem zwykle wychodziła z pracy wcześniej, przyjeżdżał po nią i spędzali wspólnie jakieś 2-3 godziny, po czym przywoził ją w okolice domu. Dzień po dniu. Chodzili na obiadki, spacerki, do kina i wspomniane wycieczki do lasu, głównie jednak, jak ona twierdzi, jeździli bez celu jego samochodem po wiochach za miastem. Kupowali sobie prezenty za kilkaset złotych, ona jemu także. Przyznała, że bardzo dużo się przytulali, dotykali i całowali, było to ich główne zajęcie. Rozmawiało się jej z nim, jakby znali się od wieków, rozumieli się, było wesoło i cudownie przyjemnie. Bardzo się sobie podobali - ona opisała go tak: wysoki, dobrze zbudowany, niebywale zadbany, ogólnie ciężko przystojny, męski, bardzo optymistyczny, wesoły, inteligentny, opiekuńczy, wad nie stwierdziła. Był dla niej bardzo ważny, myślała o nim całymi dniami. Czuła się przy nim piękna, interesująca, "unosiła się w powietrzu", szczęśliwa, odkryła, że może w jej życiu być coś więcej, niż małżeńska nuda. On obsypywał ją komplementami, wyznaniami, troskliwością. Twierdzi, że się w nim nie zakochała, a "tylko" zauroczyła. Dzięki tej znajomości zaczęła bardziej dbać o siebie, o wygląd i zdrowie, wizyty u ginekologa itd. Tak chyba pokrótce mogę przedstawić to, do czego się przyznała. Nie wiem jak to ocenicie, dla mnie jednak, biorąc pod uwagę jej zapewnienia, że to jej pierwsza zdrada, poszło jej po mistrzowsku, wybitnie, była szybka, łatwa i tania. Jeśli to jedyny raz, to wykazała jakiś wrodzony talent w oszukiwaniu, zdradzaniu i puszczaniu się. Arcyzdrada na wszystkich polach - wirtualnie, emocjonalnie i fizycznie w tempie turbo. Dla mnie tak to wygląda. Przyznała, że gdyby to trwało dłużej, na pewno dopuściłaby się o wiele gorszych czynów, a do zakochania się bardzo niewiele jej już brakowało. Marzyli też o wspólnym wyjeździe. Nie mam pewności, czy zakończyła ten romans, ale kazałem jej napisać do niego, że to koniec. Ta jej wiadomość była bardzo lakoniczna i można było w niej łatwo wyczuć jej żal, że już po wszystkim. I tak odebrał ją oczywiście kochanek. Próbował dalej, pisał. Więc ja napisałem w jej imieniu do niego w sposób, w jaki powinno to wyglądać, żeby nie miał wątpliwości. Z wielkim bólem wysłała to do niego, z tego co mogę wiedzieć - poskutkowało. Oczywiście potem weszły w życie zwykłe "środki zaradcze" - telefon dla mnie dostępny, podane wszystkie hasła, melduje się gdzie jest, kiedy wróci itd. Oczywiście namierzyłem także lowelasa, wiem gdzie pracuje, i że mieszka niedaleko nas. Odwiedziłem też jego żonę, bo myślę, że tak trzeba, bo sam chciałbym, żeby druga strona mnie poinformowała, gdyby to u niego się wydało. Dowiedziałem się, że jego małżeństwo jest w kiepskim stanie, żona od bardzo dawna podejrzewała go o różne zdrady, znajdowała dowody np. w formie rachunków za damskie prezenty, o których nie wiedziała. Miła, ładna kobieta, nie chciała oceniać mojej połowicy, a mnie nazwała aniołem stróżem swojej żony. Podobno w temacie tej zdrady szedł w zaparte do końca, wystawiła go za drzwi. Widuję go jednak w moich okolicach, więc nie wiem, czy nie przyjęła go z powrotem. Jeśli chodzi o moje małżeństwo, byliśmy przez wiele, wiele lat bardzo szczęśliwą parą. Idealnie dopasowani, niebywale zżyci, prawie się nie kłóciliśmy. Stanowiliśmy wyjątkowo udaną rodzinę z dwójką cudownych dzieci. Parę lat temu wpadliśmy w gigantyczne kłopoty. Trwają do dziś. Szliśmy przez to razem, ale coś zaczęło się przez to psuć. Popadliśmy w marazm, odrętwienie, depresję. Nie mieliśmy sił już na nic (lecz jak się okazało mnóstwo chęci i siły na bzykanie z przypadkowym facetem moja żona znalazła natychmiast). Oddaliliśmy się od siebie. I ja i ona zaniedbaliśmy nasz związek, oboje czuliśmy, że nasza więź osłabła, tak jak zawsze - czuliśmy się podobnie: coraz bardziej osobno. Sfera seksu także ucierpiała. Żona tłumaczyła swoje zdradzanie typowo - czuła się samotna, stara, nieatrakcyjna, potrzebowała czułości, zainteresowania. Pojawił się przystojny, ciekawy i "bardzo fajny facet", nie potrafiła mu się oprzeć, uległa. Mówiła potem, że zupełnie nie wie jak to się wszystko stało - znacie to? Miała jakieś zaćmienie, nie myślała o konsekwencjach, o mnie, rodzinie, dzieciach, myślała wyłącznie o sobie. Jak to przeżyłem? Bardzo ciężko, nie będę wchodził w szczegóły, bo nawet anonimowo mi wstyd. Od łez po agresję. Samo dno rozpaczy i akty desperacji. Pierwszy miesiąc byłem kompletnie niepoczytalny, wszystko pamiętam jak przez sen. Ośmielę się stwierdzić, że przechodzę to ciężej, niż większość przypadków. Potwierdził to też terapeuta - tak, raz poszedłem za namową żony. Ona była 2-3 razy, w planach mamy wspólną wizytę za kilkanaście dni. Moje małżeństwo i moja żona była dla mnie wszystkim, całym moim życiem. Dosłownie. A ja sam jestem niezłym oryginałem. Cały zbudowany ze sprzeczności. Dla kobiet jest to intrygujące, dla facetów denerwujące, dla mnie samego jest przekleństwem. Jestem twardy i wrażliwy, ponury i dowcipny, otwarty i wrogi. Wierzcie mi, ciężko żyje się z takim rozwarstwieniem w głowie i sercu. Do tego coś w typie artystycznej duszy pod względem kreatywności. Przez całe życie już od dziecka, miałem przegwizdane jak rzadko kto. Los nie oszczędzał mi nieszczęść. Aż spotkałem ją - zdawało mi się, że to cud. Mogła mieć każdego, pokochała mnie. Jestem dość samokrytyczny i wiem, że popełniłem masę błędów. Nie byłem idealnym partnerem, wyjaśniliśmy sobie szczerze deficyty w naszym dotychczasowym małżeństwie. Jedno mogę powiedzieć o sobie na pewno. Jestem porządnym facetem. Nigdy nie zdradziłem, jestem oddany i lojalny do bólu. Mam zasady, a że do brzydali się nie zaliczam, miewałem okazje, by przetestować swoją uczciwość. Życie pokazało, że nie znałem swojej żony, trwałem w iluzji, marzeniu, w krainie Morfeusza. Usłyszałem od żony zapewnienia, które słyszał niejeden/niejedna z Was - kocha mnie, nigdy więcej nie zdradzi, za nic nie chce mnie stracić itd. Ból, który żywym ogniem wypala mnie od wewnątrz, trawi mnie wciąż z niesłabnącą zawziętością. Nie jestem już tym samym człowiekiem, jakaś część mnie bezpowrotnie umarła. Nie miałem myśli samobójczych - przecież mam dzieci, to, co czuję, to raczej zwykłe pragnienie śmierci. Przenigdy nie zgadłbym, jak koszmarne uczucia wywołuje zdrada. Części z nich nie potrafię nawet nazwać. Hitlerowi nie życzę. Napisałem to, bo nie mam nikogo, komu mógłbym o tym powiedzieć. Spośród hord demonów, które od miesięcy w każdej sekundzie rozrywają mnie na strzępy, najpotężniejsze są trzy bestie: czy poznałem całą prawdę, czy zakończyła tę znajomość, czy nie zdradzi mnie ponownie. Niezbyt więc oryginalnie w takich okolicznościach. Znalazłem się w sytuacji, z której są dwa wyjścia - oba nie do przyjęcia, ponieważ bardzo ją kocham, nie chcę stracić rodziny. Nie potrafię żyć z nią i tym, czego się dopuściła, ani bez niej, po rozwodzie. Przez te 4 miesiące niewiele się zmieniło. Jak długo to jeszcze potrwa? Co mam zrobić? Jestem bliski obłędu. Będę wdzięczny za jakiś odzew.
Komentarze
Strona 1 z 8 1 2 3 4 > >>
amor dnia sierpień 09 2019 09:19:23
Morfeus
najpotężniejsze są trzy bestie: czy poznałem całą prawdę, czy zakończyła tę znajomość, czy nie zdradzi mnie ponownie.

wiesz już, że jest osobą która działa jak bezmyślne zwierzątko, kiedy silnie włączają jej się atwizmy i chemia w jej mózgu zaczyna działać;
jaka więcej prawda w tym momencie jest Ci potrzebna? czego potrzebujesz Ty dla siebie?
co Ci da jeśli wywęszysz jeszcze kilka info o spotkaniach, czy nawet kimś nowym? jakiej prawdy potrzebujesz, aby ona Ci coś dała sensownego i uciszyła Twój ból?

Co ma Ci dać, ta wiadomość, czy ona skończyła z nim znajomość, czy przeszli do podziemia? Skoro wiesz już bardzo dobrze, że aby zdradzić musiał odpłynąć i odpłynęła. Jest do tego zdolna. Ma w sobie takie słabości, które jej to umożliwiają.

Jak większość z nas szukasz odpowiedzi na pytanie, czy kocha. Weź więc pod uwagę, że to "kochanie" nie jest żadną stałą.
Tak, o miłość trzeba dbać. I kiedy gubi się pasję życia, pasję kochania, gubi się wielokrotnie część siebie. Człowiek odwraca się w kierunku zła/negatywów, zamiast dobra i miłości. A w trakcie każdych trudności, nawet tych największych, pozytywy tez istnieją. Kwestia koncentracji. Tego co wybieramy z otaczajacej nas rzeczywistości. Gubiąc się, to i łatwo zgubić miłość.

Co Ci da na tą chwilę wiadomość, że kontynuuje lub nie, to "odejście"? Ta wiadomość zmieni to co się wydarzyło?
Dlaczego od tej wiadomości chcesz uzależnić swoje dalsze kroki i decyzje, zamiast od wsłuchania się w swoje potrzeby i zadbania wreszcie o siebie i zaspokojenie tych Twoich potrzeb, dla Ciebie najistotniejszych?

czy zdradzi ponownie? może i wcale nie musi;
co Ci daje martwienie się o to, co ona zrobi? zmienisz w ten sposób jej słabości na jej siłę?; co ma Ci dać to martwienie się o jakąś tam przyszłość, w sytuacji kiedy nie panujesz nad własnym dzisiaj i nie troszczysz się o zaspokajanie własnych potrzeb tu i teraz? a to Twoje "dzisiaj" buduje podwaliny pod Twoje jutro; co dzisiaj budujesz? jak spojrzysz na to trzeźwo, to zobaczysz, jakie będzie Twoje jutro;

Jak długo to jeszcze potrwa?

to wszystko zależy od Ciebie, Twoich zasobów i zrozumienia tego co się wydarzyło, a tym samym zaakceptowania tego; zaakceptowania faktu, że czasu nie cofniesz;

Co mam zrobić? Jestem bliski obłędu

podstawą podjęcia dobrej decyzji jest zrozumienie, a nie wiedza o pierdołach o która teraz zabiegasz ( ile razy i w jakich konfiguracjach) ;
zazwyczaj z naturalnego odruchu skupiamy się na zdobywaniu wiedzy, zamiast na zrozumieniu; a to nie wiedza, a zrozumienie daje nam właściwe podpowiedzi, co zrobić dalej;

i jeszcze inna rzecz, kiedy wałkujesz cały czas i w kółko jakiś problem w głowie, to tak naprawdę odsuwasz się od znalezienia rozwiązań; przemęczony mózg, ustawicznie bombardowany, nie widzi w tym całym gąszczu danych, całej układanki z pewnej perspektywy; dlatego nie znajduje rozwiązań;

nasz mózg tak działa, że z otaczającej nas rzeczywistości koncentruje się zaledwie na nikłym procencie tego co dostrzega i odbiera, reszta ląduje w nieświadomości;
i pewne rozwiązania, odpowiedzi na pewne pytania nie są w stanie dojrzeć w wyniku świadomego myślenia, a muszą dojrzeć w naszej nieświadomości;
musi dojść do nieświadomej reorganizacji naszych myśli;
a to dzieje się wtedy, kiedy przestajemy sami sobie bombardować głowę, kiedy wypoczywamy, zaczynamy myśleć o czymś innym, na czymś innym się koncentrujemy, na czymś luźnym, co pozwala nam "poluzować te spięcie i wynikły z niego bezruch w mózgu";
najlepszy efekt masz, kiedy odwracasz uwagę, aby nieświadomość sama sobie pewne rzeczy w tle poukładała;
i wtedy te przekazy z nieświadomości dobijają się do nas, w formie pojedynczych pojawiających się myśli i prowadzą do znalezienia dobrych rozwiązań;

kluczem więc i podstawą dla Ciebie (byś sobie pomógł), jest więc to samo, co dla każdego tutaj; jak najmniej móżdżenia, jeśli już to zdobywanie konkretnej wiedzy, która pomoże Ci pewne rzeczy w głowie poukładać; max godzina, dwie dziennie i reszta czasu przeznaczona na odwracanie uwagi i mnóstwo wypoczynku, aktywności na świeżym powietrzu, kontaktu z innymi ludźmi, szukania innych bodźców, wrażeń, doznań, koncentracji na rzeczach pozytywnych, które rozluźnią Cię i pozwolą, aby pewne rzeczy w tle wybrzmiały; po prostu pokochanie siebie i zadbanie o siebie; nauczenie się takiego samowspierania się i wyrobienie w sobie takiego nawyku;
im więcej luzu i wypoczynku, tym szybsze układanie;

poczciwy dnia sierpień 09 2019 10:13:25
Witaj Morfeuszu,
Na początek pragnę Cię zapewnić, że Twoje uczucia i emocje w aktualnym czasie są naturalne, ale dobrą wiadomością jest to, że masz częściowo na nie wpływ.
Pisała o tym amor wyżej.
Chciałbym zwrócić uwagę na kilka rzeczy, które rzuciły mi się w oczy czytając Twoją historię.

Przyznała, że gdyby to trwało dłużej, na pewno dopuściłaby się o wiele gorszych czynów

To stwierdzenie obrazuje jak bardzo ona jest w czarnej doopie z chęcią zrozumienia i zaakceptowania Twoich uczuć. Bo niby co straszniejszego mogłoby się stać dla Twojej psychiki? Nie ma kompletnie świadomości ciężaru gatunkowego tego oszustwa, którego się dopuściła a tym samym wyrządzonej krzywdy nie tylko Tobie. Lista jest dłuższa.
To jednak jest jej rola. Ty możesz jej tylko kibicować w tym zakresie. Broń boże do niczego nie zmuszać.

Nie mam pewności, czy zakończyła ten romans, ale kazałem jej napisać do niego, że to koniec. Ta jej wiadomość była bardzo lakoniczna i można było w niej łatwo wyczuć jej żal, że już po wszystkim.

Przyjrzyj się temu co napisałeś i narobiłeś...
Zmusiłeś biedną kobietę z buzującymi hormonami do zakończenia czegoś czego nie chciała kończyć. Ta chęć nie wynikała z jej trzeźwej oceny sytuacji. Nie wynikała z nagłego przebudzenia i modyfikacji priorytetów. Ona po prostu została przez Ciebie brutalnie zmuszona do podjęcia decyzji, której w życiu nie podjęłaby na tym etapie sama. Nie dostrzegam w tej postawie jej wielkiej miłości do Ciebie, na którą się ona powołuje a raczej strach o byt i zachowanie statusu quo.

Nie zwracaj uwagi na jej słowa. One nic przecież już nie znaczą. Miałeś okazję się o tym przekonać. Tym bardziej, że nie wynikają one póki co z jakiejś głębszej refleksji. Jej postawa i czyny mają być wyznacznikiem jej chęci odbudowania tego co bezceremonialnie zdeptała i poniekąd zakończyła, nie pytając Ciebie o zdanie.
Zadbaj o siebie, ale też przeanalizuj swoją postawę w tym wszystkim co się wydarzyło. To co Twoje weź na klatę, przepracuj choćby po to aby nie uzależniać swojego szczęścia od osób trzecich. To co ona zniszczyła to jej praca do wykonania. Uwierz, jeśli będzie zdeterminowana to zdobędzie Mount Everest swojej empatii i chęci naprawy i pracy nad tym co zniszczyła.

Komentarz doklejony:
P.S. nie podoba mi się Twój tytuł historii.
Pytanie kto i z czego został okradziony? Jesteś pewny, że Ty?...

Yorik dnia sierpień 09 2019 12:03:46
Przyczyną jest wasza relacja, odsunięcie się od siebie bo problemy a kusząca okazja ucieczki od problemów i chęć zaspokojenia próżności z kimś kto się spodoba, bo jakoś pasuje do naszych wyobrażeń ideału lub jest inny niż to co znamy zawsze się znajdzie.
Niezaspokojona fizycznie nieszczesliwa mężatka była do zgarnięcia w krótkim czasie, bo była niczyja. Potrzeby jej się skumulowały a zjawił się wybawiciel.
Problemem nie jest to, że ktoś ją szybko przeleciał ze wszystkich stron na wszystkie sposoby, tylko to, że ty przestałeś być dla niej jej samcem o którego trzeba dbać. Ty też przestałeś o nią dbać, co was łączyło, zobowiązania ?

Komentarz doklejony:
Na siłę w szoku ją zatrzymałeś, może i masz powody ale nikt nikogo do miłości nie zmusi. Myślisz że będzie szczęśliwa? Że ty będziesz wiedząc, że to nie ona Ciebie wybrała z własnej nieprzymuszonej woli nawet gdy ktoś ją świetnie bzykał tylko musiała ratować własny tyłek i z czegoś ważnego dla niej pod przymusem rezygnować?
Ratujesz ją przed nią samą opiekunie czy pozbawiasz odpowiedzialności za jej wybory.
Decyduj za siebie nie za nią. Rozdziel ostro odpowiedzialność. Bądź przede wszystkim odpowiedzialny za siebie.

Deleted_User dnia sierpień 09 2019 12:52:11
Dziękuję Ci amor za odpowiedź.
Nie chcę być sam, kocham ją i chciałbym, żeby udało nam się pozostać parą i ocalić rodzinę.
Co ma Ci dać, ta wiadomość, czy ona skończyła z nim znajomość, czy przeszli do podziemia?

Co Ci da na tą chwilę wiadomość, że kontynuuje lub nie, to "odejście"? Ta wiadomość zmieni to co się wydarzyło?
Dlaczego od tej wiadomości chcesz uzależnić swoje dalsze kroki i decyzje, zamiast od wsłuchania się w swoje potrzeby i zadbania wreszcie o siebie i zaspokojenie tych Twoich potrzeb, dla Ciebie najistotniejszych?

To, czy skończyła z k...twem jest najważniejszym i podstawowym warunkiem, żeby próbować stworzyć nowy związek. Ja chciałbym spróbować, nie wiem tylko jak się do tego zabrać. Nie pójdę na najmniejsze ustępstwa. Wystarczy mi już w tej chwili nie dowód, a zwykłe podejrzenie, że w dalszym ciągu nie jest uczciwa i natychmiast kończymy to próbowanie. Ona o tym wie, ja jestem czujny jak ważka, sprawdzam ją i to w sposób, którego nigdy by się nie domyśliła. Nic już nie zmieni tego, co się wydarzyło, ale to, jak ona postąpi, zdefiniuje to, co ma się wydarzyć. A najistotniejsze dla mnie jest, by moja rodzina pozostała w komplecie. Wiem, że nawet jeśli okaże się, że już mnie nie zdradza, nie ukoi to mojego bólu, potrzebuję czegoś innego. Jednak ta wiedza jest niezbędna do podjęcia decyzji, czy dać jej szansę, więc dla mnie to meritum. Temat ukojenia bólu to osobna sprawa, i tutaj ona nic nie pomoże... tak mi się wydaje, bo jak dotąd nie pomogła. Wiem już, że muszę sam się z tym uporać i wiem także, że nawet, jeśli okaże się, że ona skończyła z k...twem, ja mogę nie udźwignąć tego ciężaru, tej przeszłości i rozwiedziemy się. Mój problem polega na tym, że nie wiem jak mam tego dokonać, jak mam poradzić sobie z tą świadomością. To, że jest skończoną kretynką, i wystarczy, że ją zaswędzi, by procesy myślowe ustały i rzuciła na szalę wszystko, czym było jej życie - to już musi odkręcać ona ze swoim terapeutą, ja nie mam na to żadnego wpływu, prawda? Wiem jednak, że nie ma możliwości, abym się o dalszym lub kolejnym szmaceniu nie dowiedział, prędzej czy później. Nie ma takiego podziemia, z którego bym jej nie wykopał. Jednak strach przed tym nie pozwala normalnie funkcjonować.
co ma Ci dać to martwienie się o jakąś tam przyszłość, w sytuacji kiedy nie panujesz nad własnym dzisiaj i nie troszczysz się o zaspokajanie własnych potrzeb tu i teraz? a to Twoje "dzisiaj" buduje podwaliny pod Twoje jutro; co dzisiaj budujesz?

To bardzo cenne, chciałbym umieć się do tego zastosować. W tej chwili jestem na to za słaby, i nie mam pomysłu, skąd czerpać siły, żeby ustawiać swoje "dzisiaj" na poczet "jutra". Co dzisiaj buduję? Wykopałem piękną jamę na samym dnie otchłani... Nie potrafię się stamtąd wygrzebać, dopóki ktoś nie zrzuci liny. Ale nikt nie zrzuci, prawda? A i tak czekam jak debil, ze świadomością, że jeszcze trochę i tam zgniję. Jestem za słaby. Upływający czas przywróci mi tę siłę? Jeśli tak, to jak długo jeszcze mam tam siedzieć?
Jak długo to jeszcze potrwa?
to wszystko zależy od Ciebie, Twoich zasobów i zrozumienia tego co się wydarzyło, a tym samym zaakceptowania tego; zaakceptowania faktu, że czasu nie cofniesz;

Niby to wiem... Tym zdaniem można podsumować wszystko to, co usłyszałem od terapeuty. Tylko, że on wyszarpał za to ode mnie 130zł.smiley
Piszesz, że mam uwolnić głowę od bezustannego myślenia o tym. O niczym tak nie marzę, jak móc na chwilę uwolnić się od tego bólu. Skupić się na czymkolwiek innym choć przez chwilę. Nie wychodzi mi ta sztuka. Moje starania spełzają na niczym. Wszystko wraca już po paru chwilach. A gdy jestem z nią to już w ogóle nie daję z tym rady. Gdy ona mnie dotyka, pieści czy całuje - widzę jego na swoim miejscu. Podczas seksu - jesteśmy we trójkę. Dość dużo czasu zajęło mi nie podskakiwanie pod sufit, gdy dotknęła przypadkiem np. mojej dłoni. Teraz jestem w miejscu, gdy potrafię to znosić, jednak zupełnie nie umiem wywalić z głowy obrazów, gdy byli razem. Niekończąca się tortura. Z tym też nie wiem co począć... Myślę, że obłęd już mnie dopadł. Albo zwyczajnie jestem pokopany...

Dziękuję, poczciwy.

To co ona zniszczyła to jej praca do wykonania. Uwierz, jeśli będzie zdeterminowana to zdobędzie Mount Everest swojej empatii i chęci naprawy i pracy nad tym co zniszczyła.

Ona jest przekonana, że już dawno zdobyła Mount Everest. Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie, i ona wielokrotnie powtórzyła to samo: "Co mogę jeszcze zrobić? Jestem przy tobie, mówię ci, że cię kocham, zapewniam, że tego nie powtórzę, przeprosiłam, jestem blisko ciebie, chodzę na terapię. No co jeszcze mogę zrobić?" I ja nie wiem do końca, co jeszcze może robić. Nawet nie mam siły się nad tym zastanawiać. Poza tym, nawet, gdybym jej powiedział, to wykonywanie moich dyrektyw, wyzułoby z jej starań jakąkolwiek wartość. Wiem tylko, że ja na jej miejscu na pewno robiłbym coś więcej. Czy to nie jej rola wykminić, co należy teraz robić? Chce jej się na tyle, na ile jej zależy, prawda? Ale ma do mnie pretensje, gdy mówię, że nie zależy jej za bardzo na mnie, na nas...
A tytuł mojej historii? Myślę, że jest wielowymiarowy. Ja zasnąłem w swoim poczuciu bezpieczeństwa i ktoś ukradł mi żonę. Zasnąłem, żona ukradła mi życie. Spałem jak zabity, tymczasem życie ukradło mi sny. Mogłem nie spać, tylko być czujny. Wtedy nie pozwoliłbym na żadną kradzież. O tym myślałem, nadając ten tytuł.

Dzięki, Yorik.

co was łączyło, zobowiązania ?

No właśnie nawet zobowiązania nas nie łączyły, chyba, że masz na myśli dzieci i opiekę nad nimi. Łączyły nas 22 lata spędzone razem, głównie w piękny sposób. Łączyła nas... miłość. Ja tak myślałem, choć przyznaję, że z okazywaniem jej przeze mnie było biednie. Z jej strony również, lecz ja byłem pewien, że ta miłość jest, chwilowo zasłonięta przez problemy, które przecież nie będą trwały wiecznie - miną i pozwolą tej miłości wypłynąć znów na powierzchnię. Ona tak nie myślała. Pytana dlaczego to zrobiła, odpowiadała często m.in. "Myślałam, że mnie już nie kochasz."
Czy zatrzymałem ją pod przymusem? Pistoletu jej do głowy nie przykładałem. Myślę, że po prostu nią potrząsnąłem. Oczywiście biorę pod uwagę, że mogę być naiwnym osłem. Czas to pokaże, problem w tym, że ten czas jest moim wrogiem, a ona jest typowym zodiakalnym lwem, jeśli chodzi o próby narzucenia jej woli, wpływu na podejmowanie decyzji.

amor dnia sierpień 09 2019 14:17:51
Nie chcę być sam, kocham ją i chciałbym, żeby udało nam się pozostać parą i ocalić rodzinę.

lęk przed samotnością, to nie jest najlepszy doradca;
kochamy wiele osób, dzieci, rodziców, bliskich; taką postawę pełną miłości można mieć na dobrą sprawę względem całego świata; w relacji partnerskiej mężczyzny i kobiety, w miłości między nimi, liczy się coś więcej; wspólna wymiana, obecność i wspólne wzrastanie, jak i intymność tak głęboka, jakiej nie będziesz miał z każdym; bez tego też możesz sobie dalej ją kochać, tylko że nie jest to wówczas związek sięgający tych naszych najgłębszych sfer;
problem w tym, że do zbudowania związku naprawdę intymnego potrzeba pracy nad tym i chęci dwóch stron; bo jakaś tam powierzchowna bliskość, ale bez zaangażowania i namiętności (budowania intymności, rozumianej jako budowania wspólnego świata, takiego tylko Waszego i Wam dostępnego),to jedynie taka bardziej gorąca sympatia; to możesz mieć praktycznie z każdym; przy dobrym dopasowaniu, to może nawet trwać latami, z całkiem niezłym skutkiem;
jednak podstawą związku zbudowanego na głębszych płaszczyznach, np. duchowej, jest wolna wola; wybór dwojga, że chcą być ze sobą, wzajemnie budować i wzajemnie trwać we wzajemnym rozpoznaniu i wzajemnej afirmacji wartości drugiej osoby;
jeśli ktoś czegoś nie czuje, to na rzęsach możesz stawać, a nie zbudujesz; no chyba, że wymusisz okresowo; bo można np. przez manipulację, tylko jaką to ma wartość?

Komentarz doklejony:
Wystarczy mi już w tej chwili nie dowód, a zwykłe podejrzenie, że w dalszym ciągu nie jest uczciwa i natychmiast kończymy to próbowanie. Ona o tym wie, ja jestem czujny jak ważka, sprawdzam ją i to w sposób, którego nigdy by się nie domyśliła.

no to na tą chwilę możesz mieć pewność, że uczciwa nie jest; i nawet nie ma szans być, bo przez wymuszanie to sam blokujesz to by była szczera;
przez brak akceptacji dla tego co ona czuje; brak pogodzenia się z tym, blokuje szczerość drugiej strony skutecznie; bo jak ma być szczera, jak szczere odpowiedzi sprawiają komuś ból i wciskają daną osobę w panikę? ona nie zmieni tego co się w niej dzieje tak z dnia na dzień; tak jak i Ty nie potrafisz teraz z minuty na minutę zmienić tego, co dzieje się w Tobie;
co Ci daje to sprawdzanie jej? zamkniesz ją w klatce, odseparujesz od innych samców, to zacznie Cię kochać?
aż tak nisko się cenisz?

Wiem, że nawet jeśli okaże się, że już mnie nie zdradza, nie ukoi to mojego bólu, potrzebuję czegoś innego. Jednak ta wiedza jest niezbędna do podjęcia decyzji, czy dać jej szansę, więc dla mnie to meritum.
a dlaczego chcesz uzależniać danie WAM szansy, na tą chwilę od tego co ona zrobi, a nie od tego, czego Ty na tą chwilę potrzebujesz i przemyślenia tego, czy ona jest Ci w stanie to dać lub z nią wspólnie mógłbyś po to sięgnąć?

Komentarz doklejony:
W tej chwili jestem na to za słaby, i nie mam pomysłu, skąd czerpać siły, żeby ustawiać swoje "dzisiaj" na poczet "jutra".

z miłości; w pierwszej kolejności do samego siebie; z pochylenia się nad samym sobą ze współczuciem;
tak na chłopski rozum, po prostu to co potrzebujesz teraz dostać od niej, daj sobie sam;

Wykopałem piękną jamę na samym dnie otchłani... Nie potrafię się stamtąd wygrzebać, dopóki ktoś nie zrzuci liny. Ale nikt nie zrzuci, prawda? A i tak czekam jak debil, ze świadomością, że jeszcze trochę i tam zgniję. Jestem za słaby. Upływający czas przywróci mi tę siłę? Jeśli tak, to jak długo jeszcze mam tam siedzieć?

jak kopałeś, to nie wiedziałeś po co i na jak długo?; nie asekurowałeś się?
zawsze w panice przestajesz dbać o siebie?

Piszesz, że mam uwolnić głowę od bezustannego myślenia o tym. O niczym tak nie marzę, jak móc na chwilę uwolnić się od tego bólu. Skupić się na czymkolwiek innym choć przez chwilę. Nie wychodzi mi ta sztuka. Moje starania spełzają na niczym. Wszystko wraca już po paru chwilach.

mi osobiście na takie silne "myślotoki" pomagało wyrzucanie ich;
na zasadzie, jak mnie dopadają , to siadam, ustawiam sobie zegarek na 5-10 minut biorę kartkę i długopis i wywalam wszystko jak leci na papier, z myślą, że kiedyś tam sobie do tego , już z dystansu, wrócę;
ból to co innego;

A gdy jestem z nią to już w ogóle nie daję z tym rady. Gdy ona mnie dotyka, pieści czy całuje - widzę jego na swoim miejscu. Podczas seksu - jesteśmy we trójkę. Dość dużo czasu zajęło mi nie podskakiwanie pod sufit, gdy dotknęła przypadkiem np. mojej dłoni. Teraz jestem w miejscu, gdy potrafię to znosić, jednak zupełnie nie umiem wywalić z głowy obrazów, gdy byli razem. Niekończąca się tortura. Z tym też nie wiem co począć... Myślę, że obłęd już mnie dopadł. Albo zwyczajnie jestem pokopany...

po co sobie to robisz?
po co będąc w tak ciężkim stanie psychicznym, chodzisz do łóżka z kobietą, która bez wahania wbiła Ci nóż w serducho?
masochista jesteś?

druga rzecz, czemu nie dajesz jej odczuć konsekwencji tego co zrobiła? seks z kobietą która dopiero co była zachwycona innym, daje Ci jakakolwiek satysfakcję?
co Ci ma dać to, że nagradzasz ją za to, że wbiła Ci nóż w plecy?
czemu sam siebie krzywdzisz?

dirty dnia sierpień 09 2019 17:57:02
Mocno czytelny jest Twój idealizm jej - nawet gdy ja oskarżasz ciagle trzymasz ja na piedestale jednocześnie próbując ja zrzucić i ponownie tam wsadzasz.
Czy to forma kur.... czy zwyczajnie budowania nowej przestrzeni? Piszesz czy skończyła z kur.... ale jakie to kurę....jeśli jej nie ma w związku ? Kures.... jeśli w nim jesteś tkwisz wtedy masz poczucie zdradzania - zmuszając ja do powrotu wybierając za nią co robisz?
Dopasowujesz do obrazu jaki chcesz o niej mieć?
Do układanki Twojego świata Twoich marzeń o rodzinie ?
Ona dokonuje jakiegoś wyboru sama teraz?
Kogo chcesz uratować i co zbudować tak kreując świat?

Co do kwestii co może zrobić ?
Ból który pielęgnujesz - tak pielęgnujesz, który w Wasze życie włożył ogień urozmaicenie trzyma i odsuwa Cię od niej?
Co może zrobić ?
Jeśli jest codzienność - to nic ... nie zrobiłbyś byś nic więcej bo nie ma czegoś takiego gdy legło zaufanie ... reszta to czas codzienność i Twoja praca nad bólem, żalem, brakiem zaufania, egzaltacja, kontrolowaniem...
ona jeśli wróci ... jeśli wróci do Ciebie sama nie zmuszona ... może stanąć na rzęsach i nic się nie stanie dopóty Ty nie przepracujesz tych spraw... warunkiem jest tylko czy ona wróci czy zostanie do tego przywołana, zagalopowana ...

Yorik dnia sierpień 09 2019 23:33:44
Czytaj wszystko codziennie, bo na razie niewiele rozumiesz, jesteś teraz głównie w fazie zaprzeczania i buntu.
Dostałeś jakieś 10 sesji, czyli x 130zl, doceń to smiley

Luki81 dnia sierpień 10 2019 01:20:21
Witaj. Wygląda na to że Twojej pani głowę zabralo całkowicie. Co prawda ,nie wiem co znaczy,że mogłaby dopuścić się jeszcze gorszych rzeczy ale najwyraźniej ona wie i o nich myślała. Piszesz że, nie pójdziesz na żadne ustępstwa ale na nie pójdziesz/idziesz. Rozumiem że jesteś do niej przywiązany ale aż oczy bolą kiedy się to wszystko czyta . Mam wrażenie że teraz ona wypenia i realizuję listę zadośćuczynień-"...jestem,przytulam ,mówię że kocham, obiecuje że nigdy więcej...". Nie twierdzę,że faktycznie już nigdy cię nie zdradzi. Każdy popełnia błędy i fajnie kiedy się na nich uczy. Mam tylko dziwne przeczucie że dla niej to nie był błąd,a jedyne czego żałuję to jest to że się wydało. Ty zes ja praktycznie od kochanka z łóżka na siłę wyciagnal. Za bardzo uczepiles się scenariusza ,że za wszelką cenę musicie byc razem a za mało bierzesz pod uwagę te drugą wersję. Niech zgadnę-Twoja pierwsza kobietą/miłość...??? W życiu nie ma niczego na stałe, na zawsze.Nie bardzo wiem co chcesz teraz czy w przyszłości osiągnąć tym pilnowaniem? Ile tak ujedziesz? Jeżeli macie być razem (pomijam to czy ona faktycznie tego chce czy bierze cię na przeczekanie) to musisz się pogodzić z sytuacją i z tym co było. Być może zrozumiała że mogłaby cię stracić, ale równie dobrze mogła stwierdzic że dużo zyskała ta przygodą.

Deleted_User dnia sierpień 10 2019 09:12:28
lęk przed samotnością, to nie jest najlepszy doradca;


Samotny jestem od momentu, gdy dowiedziałem się, kim ona jest naprawdę. Czuję, że zostałem sam, i jest to kolejne, potworne uczucie do kompletu. Dotąd nie wiedziałem co to samotność, i nie przypuszczałem, że jest tak przykra. Myślę, że gdybym rozwiódł się z żoną, to w końcu poradziłbym sobie z samotnością, nie byłaby ona moim największym zmartwieniem. Prędzej czy później znalazłbym sobie inną kobietę. Lęk czułbym raczej przed tym, czy udało mi się znaleźć właściwą osobę, która mnie nie skrzywdzi, czy nie porównywałbym jej do żony sprzed zdrady, czy ta kobieta wytrzymałaby to porównanie... Ale nie jest to mój największy problem, i na razie nie myślę za dużo, co by było gdyby...
Obecnie mój związek z żoną to parodia małżeństwa. Przepadło zaufanie, przyjaźń i wszystko co najważniejsze, co jest podstawą w związku. Przetrwała jedynie miłość, sam się dziwię, jak jej się to udało. Wiem jak kaleki będzie to teraz związek, o ile gorszy od tego, który mieliśmy wcześniej. Teraz myślę, że nigdy jej nie zaufam, nigdy nie będę miał pewności co do niej, nigdy nie zaprzyjaźnimy się już tak, jak kiedyś. Ale godzę się na to, bo pozostała ta miłość. Chcę sprawdzić, czy to wystarczy, lecz wciąż nie wiem, czy będę miał tyle siły. Chcę spróbować, lecz jeśli ta miłość wygaśnie, nic już nie będzie mnie z nią łączyło i to będzie nieodwołalny koniec. Może być też tak, że to ona pierwsza zrezygnuje, bo nie będzie mogła wytrzymać w takim związku. Może nie czuje do mnie już absolutnie nic, może znów zacznie mnie zdradzać? Na dobrą sprawę teraz będzie miała więcej powodów do zdrady, bo przecież jest między nami o wiele gorzej, niż gdy się na to zdecydowała poprzednim razem. Słabo, nie?

no to na tą chwilę możesz mieć pewność, że uczciwa nie jest; i nawet nie ma szans być, bo przez wymuszanie to sam blokujesz to by była szczera;


Zdaję sobie z tego sprawę, że może jest tak, że nie zdradza mnie teraz, bo jest pod obserwacją. Ale co mogę zrobić? Piszesz, że robię źle, potrafisz mi coś poradzić? Mam puścić ją wolno, i zachodzić w głowę, czy mnie właśnie nie zdradza? Kontroluję ją nie po to, żeby zapobiec dalszym zdradom, tylko dlatego, żeby się o tym dowiedzieć. Jak najwcześniej. Strach przed kolejnym nożem w serce jest wielki. Chcę tego uniknąć w największym stopniu, chcę dowiedzieć się, że jeśli jest dalej nieuczciwa, to już w momencie, gdy umówi się z jakimś facetem, a nie po miesiącach zdrad, gdy znajdę przypadkiem dowody, że puszcza się na prawo i lewo.

seks z kobietą która dopiero co była zachwycona innym, daje Ci jakakolwiek satysfakcję?


Jakąkolwiek daje, choć oczywiście to już nie to, co kiedyś. Teraz to już nic uczuciowego, zwykłe bzykando. Chyba nawet i nie, bo cały czas w głowie zmagam się z obrazami tego, co robiła, czy tego, do czego mi się nie przyznała itd. Jednak jest piękną kobietą, a moje potrzeby nie przestały istnieć. Co innego radzisz? Mam też ją zdradzać, płacić gdzieś za miłość, czy może wziąć sprawy w swoje ręcesmiley. Żadna z tych opcji nie wydaje mi się lepsza. Czy ją tym nagradzam? Nie myślałem o tym w ten sposób. Seks to już jedyna przyjemna rzecz, którą razem robimy. Pozostały czas, jaki wspólnie spędzamy, to albo milczenie, albo wręcz przeciwnie. Rozmawiamy bardzo dużo, ale tylko o tym, co zrobiła. W obu przypadkach jest bardzo nieprzyjemnie. We wszystkich artykułach radzą, żeby robić razem miłe rzeczy, wychodzić z domu, spędzać przyjemnie czas razem. Jednak nie potrafię, próbowałem. Plany wakacyjne już nieaktualne itd. A robienie tego, co robiła z nim (spacerki nad rzeką, kino, restauracja), to już w ogóle nie wchodzi w rachubę. Jestem w kropce. Zbieram się, żeby choć samym sobą się zająć, mam nadzieję, że niedługo będę do tego zdolny.

Mam wrażenie że teraz ona wypenia i realizuję listę zadośćuczynień-"...jestem,przytulam ,mówię że kocham, obiecuje że nigdy więcej..."


Dokładnie tak jest. Trzyma się tej swojej listy jak regulaminu, nie wykracza ani na jotę ("co mogę więcej zrobić?"smiley a poza tym, stara zachowywać się, jakby nic się nie stało.

Mam tylko dziwne przeczucie że dla niej to nie był błąd,a jedyne czego żałuję to jest to że się wydało.


Tu też trafiłeś w sedno. Dokładnie tak samo wygląda to dla mnie. Wiele razy powiedziałem jej, że nie żałuje tego, co zrobiła, tylko tego, że ją przyłapałem i musiała zakończyć tę znajomość. Oburza się wtedy straszliwie i kategorycznie zaprzecza. Co więcej, twierdzi, że cieszy się, że to się skończyło, bo na pewno zaszłoby to już niedługo tak daleko, że nie byłoby mowy o drugiej szansie dla nas.

Za bardzo uczepiles się scenariusza ,że za wszelką cenę musicie byc razem a za mało bierzesz pod uwagę te drugą wersję. Niech zgadnę-Twoja pierwsza kobietą/miłość...???


Być może i tu masz rację. Zależy mi bardziej, żebyśmy zostali razem, niż na rozstaniu. Jestem gotów wiele poświęcić, by to osiągnąć. Biorę też pod uwagę, że być może za jakiś czas uporządkuje mi się chaos w głowie, i jaśniej myśląc dojdę do wniosku, że to nie ma dłużej sensu. Nie jest moją pierwszą kobietą, ale na pewno pierwszą, prawdziwą miłością. Ja jestem jej drugim mężczyzną. Jesteśmy razem od jej liceum.

co chcesz teraz czy w przyszłości osiągnąć tym pilnowaniem? Ile tak ujedziesz? Jeżeli macie być razem (pomijam to czy ona faktycznie tego chce czy bierze cię na przeczekanie) to musisz się pogodzić z sytuacją i z tym co było. Być może zrozumiała że mogłaby cię stracić, ale równie dobrze mogła stwierdzic że dużo zyskała ta przygodą.


Co chcę osiągnąć "pilnowaniem" napisałem wyżej. To nie pilnowanie, tylko system wczesnego wykrywania, by zminimalizować ewentualny, kolejny ból zawodu. Wcześniej pisałem, że nie potrzebuję dowodów, że ku...wi się dalej, wystarczy mi podejrzenie, najmniejszy, fałszywy ruch - nie będę na swojej skórze sprawdzał, jak tym razem daleko się posunie. Ile tak ujadę? Dla mnie też taka sytuacja jest na dłuższą metę nie do przyjęcia, lecz nie wiem co mógłbym innego zrobić. Wszyscy mówią, że to złe rozwiązanie, ale jakoś nie potrafią podać lepszego. Pogodzenie się z tym, co było, to najtrudniejsze zadanie, z jakim się mam zmierzyć. Jak na razie nie potrafię nawet wyobrazić sobie, że kiedyś to zaakceptuję. Wiem, że muszę, bo nie da się żyć w taki sposób. Jak mam się za to zabrać? Oto jest pytanie... po prostu czekać? A co ona ze swojej zdrady zrozumiała? Diabeł wie, co siedzi jej w głowie. Nie wierzę w ani jedno jej słowo, równie dobrze może żałować, co cieszyć się miłymi chwilami z tamtym facetem i planować kolejne.

amor dnia sierpień 10 2019 10:18:48
Samotny jestem od momentu, gdy dowiedziałem się, kim ona jest naprawdę. Czuję, że zostałem sam, i jest to kolejne, potworne uczucie do kompletu. Dotąd nie wiedziałem co to samotność, i nie przypuszczałem, że jest tak przykra. Myślę, że gdybym rozwiódł się z żoną, to w końcu poradziłbym sobie z samotnością, nie byłaby ona moim największym zmartwieniem. Prędzej czy później znalazłbym sobie inną kobietę. Lęk czułbym raczej przed tym, czy udało mi się znaleźć właściwą osobę, która mnie nie skrzywdzi, czy nie porównywałbym jej do żony sprzed zdrady, czy ta kobieta wytrzymałaby to porównanie... Ale nie jest to mój największy problem, i na razie nie myślę za dużo, co by było gdyby...
Obecnie mój związek z żoną to parodia małżeństwa. Przepadło zaufanie, przyjaźń i wszystko co najważniejsze, co jest podstawą w związku. Przetrwała jedynie miłość, sam się dziwię, jak jej się to udało. Wiem jak kaleki będzie to teraz związek, o ile gorszy od tego, który mieliśmy wcześniej. Teraz myślę, że nigdy jej nie zaufam, nigdy nie będę miał pewności co do niej, nigdy nie zaprzyjaźnimy się już tak, jak kiedyś. Ale godzę się na to, bo pozostała ta miłość. Chcę sprawdzić, czy to wystarczy, lecz wciąż nie wiem, czy będę miał tyle siły. Chcę spróbować, lecz jeśli ta miłość wygaśnie, nic już nie będzie mnie z nią łączyło i to będzie nieodwołalny koniec. Może być też tak, że to ona pierwsza zrezygnuje, bo nie będzie mogła wytrzymać w takim związku. Może nie czuje do mnie już absolutnie nic, może znów zacznie mnie zdradzać? Na dobrą sprawę teraz będzie miała więcej powodów do zdrady, bo przecież jest między nami o wiele gorzej, niż gdy się na to zdecydowała poprzednim razem. Słabo, nie?

Odpłynęła już dużo wcześniej, aby w ogóle móc zdradzić, a Ty dopiero teraz czujesz się samotny. Co decydowało o tym, że wcześniej samotnym się nie czułeś?

Piszesz o tym, że Twój związek jest parodią małżeństwa. Przepadło zaufanie przyjaźń i wszystko co jest najważniejsze w związku. A pozostała Twoim zdaniem miłość ? Czym jest miłość dla Ciebie? Jak ją definiujesz? Twoja definicja zgadza się w tym co otrzymujesz i otrzymywałeś od partnerki?

Zdaję sobie z tego sprawę, że może jest tak, że nie zdradza mnie teraz, bo jest pod obserwacją. Ale co mogę zrobić? Piszesz, że robię źle, potrafisz mi coś poradzić? Mam puścić ją wolno, i zachodzić w głowę, czy mnie właśnie nie zdradza? Kontroluję ją nie po to, żeby zapobiec dalszym zdradom, tylko dlatego, żeby się o tym dowiedzieć. Jak najwcześniej. Strach przed kolejnym nożem w serce jest wielki. Chcę tego uniknąć w największym stopniu, chcę dowiedzieć się, że jeśli jest dalej nieuczciwa, to już w momencie, gdy umówi się z jakimś facetem, a nie po miesiącach zdrad, gdy znajdę przypadkiem dowody, że puszcza się na prawo i lewo.

Dokładnie tak. Masz puścić ją wolno, bo i tak trzymasz tylko iluzje i złudzenia.

I zamiast panicznymi ruchami wymuszać na niej by kłamała w sprawie swoich uczuć, dać się jej z nimi zmierzyć. Bo zdradzający tez mają swoją drogę, którą muszą przejść. Rozmawiać szczerze, również o rzeczach bardzo trudnych, i przyglądać się bardzo starannie swoim lękom, tego czego one dotyczą, skąd wychodzą. Zmierzyć się z nimi. Bo ogarnianie ich da Ci więcej niż jesteś sobie w stanie wyobrazić. Skąd u Ciebie w ogóle przekonanie, że jesteś w stanie kontrolować wszystko przez kontrolę części rzeczy zewnętrznych?

Z tym kontrolowaniem to jest tak, że najlepiej byłby sobie odpuścić, ale... na wszelkie wypadek warto zbierać materiały do sądu i zabezpieczać sobie tyły. Bo zdradzający różne cyrki odstawiają i różne rzeczy zdarzyć się mogą. Zabezpieczenie do sądu w razie najgorszego scenariusza warto mieć. Zabezpieczenie tych materiałów aby nie wpadły w niepowołane ręce, to jeszcze inna rzecz.

Tak więc kontrolować mogą Ci, którzy rozumieją jedną ważną rzecz. Nie uzyskasz kontrolowaniem tego, co chcesz uzyskać.

Ono daje Ci tylko jakiś powierzchowny wgląd w to co się dzieje, a i wiele rzeczy które trafią do Ciebie możesz mylnie interpretować i mogą one warunkować Twoja złe i niedobre dla Ciebie ruchy podyktowane emocjami.
Podam Ci przykład z mojej podwórka. Niewierny zapewniał mnie, że nie ma już z kochanką kontaktu. Na podglądzie ich rozmów widziałam bardzo wyraźnie, że kontaktują się nadal i on (po tym jak się wydało, że ma żonę) wrzucał jej wielkie wyznania miłości. Jednocześnie na podglądzie w zupełnie innym miejscu rozmawiał ze swoją przyjaciółką o tym, że pisze takie rzeczy celowo do kochanki, bo zaczął mieć w stosunku co do niej wątpliwości i by pisze po to, by zobaczyć jej reakcję i to, jak ona zachowa się w takiej sytuacji. Na zasadzie sprawdzania, która go naprawdę kocha. Pisał tez o tym, że wie iż mnie teraz oszukuje, ale nie chce abym się martwiła przez wzgląd na moje zdrowie. Gdybym nie miała wglądu w to drugie miejsce, to kierowałabym się emocjonalnie tym co widziałam we wspólnych rozmowach kochanków. Nie widziałabym jego wahań i zamyśleń. Nie widziałabym człowieka i tego co się w nim działo.
Warto wiec mieć świadomość, że nigdy nie skontrolujesz całości. Wgląd jest częściowy, a częściowy może dać fałszywy obraz, tego co dzieje się w drugim człowieku.

Jakąkolwiek daje, choć oczywiście to już nie to, co kiedyś. Teraz to już nic uczuciowego, zwykłe bzykando. Chyba nawet i nie, bo cały czas w głowie zmagam się z obrazami tego, co robiła, czy tego, do czego mi się nie przyznała itd. Jednak jest piękną kobietą, a moje potrzeby nie przestały istnieć. Co innego radzisz? Mam też ją zdradzać, płacić gdzieś za miłość, czy może wziąć sprawy w swoje ręcesmiley. Żadna z tych opcji nie wydaje mi się lepsza. Czy ją tym nagradzam? Nie myślałem o tym w ten sposób. Seks to już jedyna przyjemna rzecz, którą razem robimy. Pozostały czas, jaki wspólnie spędzamy, to albo milczenie, albo wręcz przeciwnie. Rozmawiamy bardzo dużo, ale tylko o tym, co zrobiła. W obu przypadkach jest bardzo nieprzyjemnie. We wszystkich artykułach radzą, żeby robić razem miłe rzeczy, wychodzić z domu, spędzać przyjemnie czas razem. Jednak nie potrafię, próbowałem. Plany wakacyjne już nieaktualne itd. A robienie tego, co robiła z nim (spacerki nad rzeką, kino, restauracja), to już w ogóle nie wchodzi w rachubę. Jestem w kropce. Zbieram się, żeby choć samym sobą się zająć, mam nadzieję, że niedługo będę do tego zdolny.

no tak niestety czasem jest, że abstynencja seksualna daje związkowi więcej, niż wspólny seks; szczególnie w tych związkach, gdzie seksu było bardzo dużo i głownie wynikające z niego atawizmy łączyły ludzi, a przez ich nadmiar jednocześnie oddalały od tego co najistotniejsze;

z jakiego powodu katujesz się prowokowaniem by te obrazy wracały i byle ściśle związane z nią?
co Ci to daje?

Komentarz doklejony:
inna rzecz, jeśli nie potrafisz poradzić sobie ze świadomym kontrolowaniem popędu i nadajesz mu rangę, aż tak kluczowej potrzeby, to masz świadomość tego, że też jesteś zdolny wplatać się w to, w co wplątała się ona? na zasadzie "czuję, więc muszę", bo po co sobie odmawiać przyjemności, bez względu na konsekwencje;

tak, nagradzasz ją, bo nie ponosi konsekwencji zranienia Ciebie, nie czuje Twojego oddalenia,nie czuje więc,że zraniła i jak głęboko zraniła,tylko czuje jak lgniesz; dajesz więc komunikat, że niezależnie od tego jak Cię zrani i tak może Cię prowadzić na pasku, przez kontrolę nad Twoim popędem;

podam Ci skrajną by zobrazować; przemyśl sobie to, pod kontem tego co ona może myśleć i czuć; i w głowie obróć sytuację; przykładowo;
mówisz jej szczerze o tym co czujesz, po uprzednim głębokim wsłuchaniu się w samego siebie: sorry, ale nie mogę; czuję, że nie jesteś już moja,nie jesteśmy razem, i w naszym wspólnym łóżku czuję się jak bezmyślne zwierzę, które znaczy teren; nie chce się tak męczyć; ponadto o ile Tobie może i potrafiłabym zaufać, to cholera wie z kim gość się bzykał, zaraz się okaże, że mamy HIV i co wtedy z dzieciakami; mam dość odczuwania leków, kiedy kocham się z Tobą; nie chce Cię odrzucać, ale nie wiem co teraz z tym zrobić; jesteś wolna, rób co chcesz, ale musisz wiedzieć, że ja też mam swoje potrzeby i tez jakoś zaspokoić je muszę, ale wolałbym z kimś komu mogę zaufać i czuć się bezpiecznie, również pod względem zdrowotnym;

postaw się na jej miejscu i przemyśl, jak Ty sam byś reagował i co czuł, gdybyś to Ty zdradził i otrzymał jeden komunikat lub drugi; jaka byłaby różnica w Twoich odczuciach i reakcjach?
bo ta nasza postawa, ustawia sprawę i to co wydarzy się dalej w zupełnie inny sposób;

jest tutaj sporo tych z nas, którzy zatrzymali partnerów i "uratowali" rodziny przed rozpadem, funkcjonujemy i to nawet dobrze, ale utrzymać związek , a odzyskać to co najcenniejsze i wrócić do miłości, to dwie różne bajki;

Strona 1 z 8 1 2 3 4 > >>
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Nie znaleziono podobnych tytułów zdrady.
Reklama Zjawy i demony
www.parapsychologia.zjawa.com
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Naiwność
Jak z tym skończyć
Samotna Mama
Byłem szczęśliwy
Zdradzona
Nie śpij, bo Cię okr...
nie wiem co mam zrobić
rok po zdradzie nie ...
To było nieuniknione?
No to i moja historia
Zdradziłem wirtualnie
Historia jak wiele t...
ZDRADA NAJGORSZEGO TYPU
wciąż głupia
Zdradzona przez czat
Internet a zdrada......
Nie wiem co o tym ws...
Co dalej robic
Muszę bo się uduszę
po 25 latach ...a je...
Hotelowe wypady żony...
Moja historia
Niczego się nie spod...
Proszę o radę
Najgorszy rok...2019
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

LeceBoChce
14/09 17:04
LordLachdanan to chyba przez tą pełnie smiley

Archiwum
Reklamy
Masaż Kęty
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info