Wyszukiwarka


Nawigacja
Strona Główna
Dodaj zdradę
Artykuły
Kontakt
CZAT (jest 2 zobacz kto)
~ tata
~ leon_123

Ekipa portalu
Test na wierność
Portal w pigułce


Wasze zdrady
Zdradzone przez męża
Zdradzeni przez żony
Zdradzone przez chłopaków
Zdradzeni przez dziewczyny
Zdradzeni w innych związkach
Zdradziłem - zdradziłam
mama/tata zdradza

Pomocne instytucje
Detektywi
Prawnicy
Psycholodzy
Poradnie rodzinne
Dodaj instytucję

Wzory dokumentów
Porady prawne

Zbanowani użytkownicy
Polityka cookies
Postrzeleni kulkami
Użytkowników Online
Gości Online: 50
Użytkownicy Online: kaz

Zarejestrowanch Uzytkowników: 13,166
Najnowszy Użytkownik: Vanbahl
Ostatnie Artykuły
Potęga przebaczenia
Jak rozwiązać proble...
Dziecko ofiara małże...
Życie po zdradzie
Ból emocjonalny R...
Twoje miejsce
Reklamy...
Zdrada męża - emocjonalna i fizyczna
Zdradzona przez mężaWitam Wszystkich, piszę na forum bo już sama nie wiem jak sobie poradzić w tej sytuacji. Moja historia jest jak każda inna na tym forum, ale postanowiłam ją opisać ponieważ naprawdę nie mam z kim o niej porozmawiać.
Zaczęło się w połowie listopada. Jestem z moim mężem w związku od 12 lat, od prawie 3 jesteśmy po ślubie. Nie mamy jeszcze dzieci, nie mamy kredytu, nawet rybki wspólnej nie mamy, słowem nic co trzyma nas razem bo za chęcią bycia ze sobą. Wszyscy zawsze uważali nas za idealną parę i my sami siebie za taką też uważaliśmy. Uwielbialiśmy razem spędzać czas, mieliśmy wspólne pasje, poglądy na życie, wszystko zawsze robiliśmy razem. I nagle coś się zmieniło. Od paru miesięcy mąż już tak chętnie nie spędzał ze mną wolnego czasu, coraz częściej słyszałam, że chciałby pospędzać go sam, bo potrzebuje dla siebie czasu. Początkowo zwalałam to na jego nową pracę (bo zmienił parę miesięcy temu), ale coraz bardziej nie dawało mi to spokoju. Znam go za dobrze, widziałam, ze coraz bardziej oddala się ode mnie. Miałam złe przeczucia. Kiedyś zawsze po wyjściu z pracy dzwonił do mnie, że wraca, teraz nigdy tego nie robił. Jak nie było go zbyt długo i ja dzwoniłam, często nie odbierał telefonu - tłumacząc się, że nie słyszał. Zaczęłam szukać. I znalazłam. Pewnego listopadowego wieczoru, kiedy wrócił zmęczony z basenu i zasnął (poszedł sam bo tłumaczył mi, że potrzebuje czasem zostać sam) wzięłam jego służbowy telefon i przczytałam SMS, po którym zawalił się mój cały świat. SMS do koleżanki z pracy, w którym umawiał się z nią na spotkanie (wspólne wyjście na basen). Zaczęły mi się trząść ręce, zaczęłam płakać i obudziłam go. Zapytałam z kim był na basenie, zaczął zaprzeczać, ale w końcu wyznał, że z NIĄ. I wyznał coś jeszcze. Że od paru miesięcy się z nią spotyka po pracy, że się całowali (do seksu nie doszło, bo nie umiał się do tego posunąć), że prawdoposobnie się w niej zakochał, ale że mnie też kocha, ale już nie tak bardzo jak te 3 lata wcześniej kiedy braliśmy ślub..... Byłam tak zrozpaczona, że kazałam mu się wynieść z domu i iść do niej. Płakał, mówił, że wolałby zostać, ale spakował rzeczy i przeniósł się do hotelu. Mieszkał tam 3 tygodnie. W trakcie tego czasu z różnych powodów był w naszym mieszkaniu parę razy, trochę rozmawialiśmy, raz doszło do zbliżenia.
Powiedział, że po tygodniu od wyprowadzki odbył z Nią rozmowę, powiedział jej, że to co się wydarzyło między Nim a mną, to rozstanie jest dla niego okropnym przeżyciem i że ONI nie mogą się widywac już na stopie innej niż zawodowa. Ja przez ten cały czas tęskniłam za NIM niemiłosiernie, nie miałam sił by wstac z łóżka. schudłam. Po 3 tygodniach od wyprowadzki miałam urodziny, poszliśmy razem na kolację, po kolacji powiedział, że dużo myślał nad tym co się stało i chciałby wrócić do domu, spróbować, dać NAM szansę, spróbować znowu zakochać (cały czas mówi, że mnie kocha, ale nie tak jak wcześniej). Oczywiście zgodziłam się i wrócił do domu, ale między nami był dystans, nie bardzo wiedzieliśmy jak mamy ze sobą rozmawiać, jak mamy się do siebie odzywać. Przyszły święta, na które pojechaliśmy do jego rodziców. Pod choinką znalazłam swoje ulubione perfumy (od lat ich nie kupowałam ponieważ są ekstremalnie drogie), pojawiły się między nami chwile czułości, takie małe momenty, w których czułam ,że może być między nami dobrze. Ale po wszystkim co się stało, nie ufałam mu i w Boże Narodzenie znowu sprawdziłam telefon. I znowu znalazłam SMS do NIEJ, napisany w Wigilię rano, że myśli o niej jak ubiera choinkę w seksownej sukience, ona odpisała mu, że w ich nowym domu zawsze będzie ubierała ją ubrana właśnie tak. Umarłam. Ponownie. Pokazałąm mu tę wiadomość, dałam w twarz i kazałam się wynosić, zażądałam rozwodu i kazałam mu o mnie zapomnieć. Wtedy oszalał (ja również) zaczął mnie całować, przepraszać, powiedział, że nie jest w stanie mnie puścić, że nawet jeżeli się wyprowadzi nie zapomni mnie i że nie chce się wyprowadzać. Że ten SMS to była chwila słabości bo owszem co jakiś czas dalej o niej myśli, ale że stara się to przewalczyć, że zaskoczyła go jej odpowiedz o ich domu bo nigdy nie obiecywał jej czegoś takiego i że już na tę wiadomość nie odpisał (owszem nie było odpowiedzi). Powiedział, że żałuje tej wiadomości bo w wieczór Wigilijny też poczuł, że coś mędzy nami drgnęło. Że miło spędził ze mną czas i miał nadzieję, że będziemy mogli odbudować wszystko, a on to zepsuł tą waidomością. Po raz kolejny pozowoliłam mu zostać. Nie wiem czy damy radę, czy ja dam radę. On codziennie ją widuje w pracy. Ja codziennie wyobrażam sobie te ich spotkania, pocałunki. Kocham go, ale czy coś takiego można wybaczyć i żyć dalej razem? Między nami jest duży dystans, który znika tylko w łóżku. Nie wiem co robić. Bez niego czułam się jak bez ręki (był nie tylko mężem, ale i przyjacielem). On mówi to samo, że kiedy mieszkał beze mnie to tak, jakby ktoś mu zabrał połowę niego, że nie miał na nic ochoty, że przepłakał wiele nocy. Ale ja cały czas myślę o zdradzie, mam to okropne uczucie wewnątrz mnie... i ta świadomość, że on coś jeszcze do niej czuje i że może z tym nie wygrać. Tłumaczę sobie, że sam do mnie wrócił, nie prosiłam, nie błagałam, nie mamy wspólnych zobowiązań, który trzymałyby nas razem, to był jego wybór. Miał szansę wybrać ją, pójść do niej, ale wrócił do mnie. Tylko ta świadomośc, że uczucie do mnie ostygło, a do niej cały czas się tli mnie dobija i sprawia, że cały czas drążę temat, a to tylko pogarsza sytuację. On nie chce pójść na terapię, bo nie chce z nikim o tym rozmawiać (zawsze był bardzo zamknięty w sobie i mało wylewny). Ja zastanawiam się czy nie pójść sama. Dziwny ten związek teraz, ja zostałam ze swoim bólem, a on chyba jeszcze nie walczy o nas, tylko ze sobą, żeby stłumić tamto.... Nie wiem już co robić. Proszę Was o wsparcie, opinię, sama nie wiem o co.
Komentarze
Strona 1 z 5 1 2 3 4 > >>
poczciwy dnia styczeń 02 2019 08:35:41
Dajesz sobą manipulować na lewo i prawo.
Dlaczego chcesz już dziś podejmować decyzję?
Daj mu się wykazać. Co on na ten moment stracił?
Tylko uświadomiłaś go, że cokolwiek nie zrobi i tak zostaniesz z nim.
Odsuń się od niego emocjonalnie, bez zbliżeń i obserwuj jego zachowanie, jego czyny.
W tym czasie możesz na spokojnie przemyśleć co dalej. Nie na podstawie emocji tylko faktów.

msz dnia styczeń 02 2019 08:45:55
Nie mamy jeszcze dzieci, nie mamy kredytu, nawet rybki wspólnej nie mamy

I lepiej narazie niech tak zostanie....
Wszyscy zawsze uważali nas za idealną parę i my sami siebie za taką też uważaliśmy

wszyscy poza wami to w partnerstwie nikt - bez znaczenia....i nie wy tylko Ty...
Uwielbialiśmy razem spędzać czas, mieliśmy wspólne pasje, poglądy na życie, wszystko zawsze robiliśmy razem

uwielbialiśmy...mieliśmy...robiliśmy razem....uważaliśmy....strasznie dużo tych "śmy"....
Byłam tak zrozpaczona, że kazałam mu się wynieść z domu i iść do niej. Płakał, mówił, że wolałby zostać, ale spakował rzeczy i przeniósł się do hotelu
powiedz jedno...czyje to mieszkanie???wynajmowane?? to, że się wyniósł może dobrze o nim świadczyć...ale jak u Was z komunikacją z jego asertywnością...zaczynam się dziwić, że sam na basen poszedł i nie bał się nie zadzwonić wracając z pracy....
Przepraszam, że tak piszę...napisałaś długi post...ale bardzo dużo w nim tylko twojego postrzegania...nie piszę, że robiłaś coś źle bo ciebie nie znam...o...zapytam inaczej....czy uważasz, że każdy z partnerów może mieć kawałek swojego świata???przecież my nie ogórki...nie możemy zrobić z życia słoika i się w nim zakisić...a przez twoje słowa przebija się takie "zawłaszczenie" przestrzeni...ale mogę się mylić...nie znam Was...oceń i przybliż Nam troszkę Siebie nie Was....
Co do samej zdrady...nie ma dzieci...nie ma kredytu...nie ma rybki...hmmm ja bym raczej nie ryzykował...tyle mogę powiedzieć...i nie chodzi mi o zauroczenie...tylko o to co z tym zauroczeniem zrobił...nie ujarzmił...tylko popłynął....ale tyle lat to kawał czasu....sama musisz ocenić...może to dziwnie zabrzmi: ale tak jak w partnerstwie są deficyty, które otwierają drzwi dla osoby trzeciej tak może też być tak "nadwyżka budżetowa"....to w sumie taki deficyt wolności...minimalna wolność jest potrzebna by się w związku nie zadusić...przemyśl to...czy ci się to przyda w tym związku czy w innym to bez znaczenia...warto to wziąć pod uwagę...
Co do samej zdrady wolę się nie wypowiadać...zdrada zawsze jest zdradą...jest decydowaniem za dwojga..pozbawianiem wyboru...jest wyborem....jest złem...a zło zawsze jest złem...nie można go usprawiedliwiać...co najwyżej szukać okoliczności łagodzących....

Komentarz doklejony:
Oczywiście to co piszę poczciwy, to podstawa...nie decyduj ot tak...nie wróż z fusów...odsuń się i oceń...nie masz żadnej podstawy by mu wierzyć, ufać itp...nie wierz w to co mówi...chociaż słuchać musisz, bo gdzieś tam miedzy standardowym tłumaczeniem kurestwa może podać prawdziwe powody, które go popchnęły w kierunku zdrady....

Komentarz doklejony:
chodzi o to byś bezpodstawnie nie wierzyła w: nigdy więcej, żyję tylko Tobą, tylko Ty się liczysz, twój oddech jest dla mnie jak tlen...i tym podobne pierdy...

Kici dnia styczeń 02 2019 10:39:59
MSZ po Twoim komenatrzu spojrzałam na swój post i faktycznie dużo jest w nim "śmy", ale dlatego, że od samego początku ten związek taki był. Nie tylko ja dążyłam do tego, żeby wszystko robić razem, on też i ja się do tego przyzwyczaiłam. Tym bardziej przeżywam, że u mnie nie zmieniło się nic, a on nagle stwierdził, że nie wystarczam mu ja, ale zamiast znaleźć jakieś pasję, znalazł "przyjaciółkę", która zmieniła się w coś więcej...
Odpowiadając na pytanie, mieszkanie wynajmujemy. Czy uważam, że każdy powinien mieć kawałek własnego świata? Tak, ale wiem, że przez lata ja go nie miałam i on też. Czy ja go zadusiłam? Myślę, że nie bardziej niż on mnie, tylko ja nie posunęłam się do zdrady szukając wrażeń. Nigdy nie myślałam o tym, że problemem może być taka "nadwyżka". Z jednej strony wiem, że słusznie piszecie, że powinnam się odsunąć. Z drugiej boję się, że jeżeli to zrobię to będzie już zupełny koniec, mam obecnie takie poczucie, że jeżeli nie będę go kontrolowała to on jednak odejdzie. Nie ufam mu w ogóle i chciałabym mieć 100 % kontroli, ale to uczucie zna chyba każda zdradzona kobieta. W tym wszystkim oczywiście wiem, że nie mogę tego robić bo oszalejemy w ten sposób oboje. Dlatego napisałam na forum, bo nie mogę poradzić sobie z tą burzą emocji, a tak jak napisał poczciwy, nie mogę kierować się emocjami tylko faktami. Jestem rozdarta w tym co mam ze sobą zrobić. Najgorsze, że do końca stycznia pracuję zdalnie z domu, od lutego dopiero wyjdę do ludzi i zmienię pracę. Bo żeby było śmieszniej, dla jego pracy przeprowdziliśmy się do innego miasta, gdzie nikogo poza sobą nie mamy (ale to nie pierwsza taka przeprowadzka i wcześniej nie było z tym problemów). Tzn ja nikogo tu nie mam, on już ma ją.

Komentarz doklejony:
I cały czas dręczy mnie pytanie, dlaczego skoro miał już 2 razy możliwość nie odchodzi? Skoro ona jest taka cudowna, że zaryzykował nasz związek, dlaczego mając możliwość został? Tak jak napisałam wcześniej, pokazałam mu drzwi, wyrzuciłam go z domu o 4 rano, po jego wyprowadzce ani 1 raz nie poprosiłam, żeby wrócił. Pomimo tego, że było mi ciężko, uznałam, że o miłość się nie prosi. On sam zdecydował, że wróci, ale i tak do niej napisał tego cholernego SMSa i widzę, że jeszcze o niej myśli. Jak to jest z męskiego punktu widzenia????

msz dnia styczeń 02 2019 11:41:40
Sorry zacznę tak od środka, żeby było w miarę po koleismiley ...
Z jednej strony wiem, że słusznie piszecie, że powinnam się odsunąć. Z drugiej boję się, że jeżeli to zrobię to będzie już zupełny koniec, mam obecnie takie poczucie, że jeżeli nie będę go kontrolowała to on jednak odejdzie.

jak nie zawalczy to masz problem z głowy...boleć z pewnością będzie...tylko utwierdzisz się w przekonaniu, że to dobra decyzja...co byś zrobiła/robiła gdybyś to Ty zdradziła, a On by się odsunął....???

Czy uważam, że każdy powinien mieć kawałek własnego świata? Tak, ale wiem, że przez lata ja go nie miałam i on też. Czy ja go zadusiłam? Myślę, że nie bardziej niż on mnie

Ja nie mówię o tym kto komu zabierał przestrzeń...czy Ty mu czy On tobie...czy wy sobie...łatwiej jest się jest czymś/kimś zaciekawić, jeżeli nie ma tej osobistej przestrzeni...łatwiej jest odczuć taką rezygnacje z Siebie a wtedy...kiełkować mogą różne dziadostwa...ważna jest równowaga...to tyle...w partnerstwie musi być i rutyna i spontan...poznanie i tajemniczość...swoboda i zmysłowość...namiętność i normalność...Ja Ty i My...
kurcze nie wiem jak napisać to co chcę przekazać...czy w tym czy w następnym związku nie może być tak, że partner ma być całym światem...to nie znaczy,że mamy być egoistami...mamy być partnerami...musimy/chcemy być zdolni do poświęceń....musimy/chcemy być odpowiedzialni za drugiego człowieka....musimy/chcemy wspierać....musimy/chcemy pomagać....musimy/chcemy się angażować....musimy/chcemy być blisko....musimy/chcemy być namiętni...musimy/chcemy mieć kawałek swojej przestrzeni...musimy/chcemy dawać....musimy/chcemy brać....ta różnica pomiędzy powinnością a chęcią powinna się zacierać i być zależna od zaangażowania partnera, dopasowania, skutecznej bądź nieskutecznej komunikacji, aktualnych problemów partnerów, i wiele wiele innych....nie możesz zakładać, że
od samego początku ten związek taki był
to tak będzie zawsze i tak będzie dobrze....na początku związku to łomem partnerów nie można od siebie oderwać...przyssani są do siebie jak glonojad do szyby...ale jednak co jakiś czas trzeba przeanalizować swój związek samemu i wspólnie...czymś złym jest poprawienie/poprawianie relacji???

Nie musisz wszystkiego robić razem...zadbaj o siebie...zadbaj o swoich znajomych...wymagaj i od niego i od siebie...mimo bólu jaki zawsze Nas może spotkać musimy się starać być możliwie silnymi i przygotowani do bycia samemu...to nie znaczy, że mamy zakładać katastrofę...
teraz to już trochę się to pokomplikowało....gdybyś napisała tu dwa lata temu i pisała: My wszystko robimy razem, tak się kochamy, razem na basen do cioci i do kościoła, nic nam do szczęścia nie jest potrzebne, to bym Tobie napisał właśnie to co wyżej....złap trochę oddechu....zatrzymajcie się i zapytajcie siebie czy nie brakuje wam troszkę swobody....odpowiadajcie szczerze....tak nie oznacza, że nie kochacie partnerów....tak oznacza że kochacie też siebie...nie wolno uciekać przed takimi pytaniami....
może upraszczam za bardzo...ale nie znam Was....
Jeżeli będziesz chciała z Nim zostać, to musisz mieć ku temu powody...i pamiętaj, że On nie jest twoją ręką gdy nie musi....masz dwie swoje(mam nadzieję)...
trzymaj się
życzę Tobie rozsądnych decyzji i ulgi w bólu....hej

Romanos dnia styczeń 02 2019 11:43:11
Odsuniecie sie jest potrzebne po to, by emocje przestaly podejmowac decyzje za Ciebie...
Wiec poczekaj...
Parada tychze emocji, ktora w tej chwili masz w glowie, utrudnia Ci lub wrecz uniemozliwia racjonalne ruchy.

Komentarz doklejony:
Odsuniecie sie jest potrzebne po to, by emocje przestaly podejmowac decyzje za Ciebie...
Wiec poczekaj...
Parada tychze emocji, ktora w tej chwili masz w glowie, utrudnia Ci lub wrecz uniemozliwia racjonalne ruchy.

mietek dnia styczeń 02 2019 11:53:22
on jest zafascynowany, bo to nowa dziewczyna, zwraca na niego uwage, ale ta fascynacja nie jest na tyle silna aby zostawic ciebie I byc z nia na 100%, dlatego nic nie jest stracone

poczciwy dnia styczeń 02 2019 11:56:48
Z jednej strony wiem, że słusznie piszecie, że powinnam się odsunąć. Z drugiej boję się, że jeżeli to zrobię to będzie już zupełny koniec, mam obecnie takie poczucie, że jeżeli nie będę go kontrolowała to on jednak odejdzie.


Przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś i się zastanów.
Tym bardziej, że za chwilkę piszesz, że
Tak jak napisałam wcześniej, pokazałam mu drzwi, wyrzuciłam go z domu o 4 rano, po jego wyprowadzce ani 1 raz nie poprosiłam, żeby wrócił. Pomimo tego, że było mi ciężko, uznałam, że o miłość się nie prosi.


To jak to w końcu jest? Bo to dwa skrajnie różne i sprzeczne.
Masz rację o miłość się nie prosi. A czy na siłę zatrzymanie kogoś może przynieść jakieś efekty? Na chwilkę być może tak, ale w dłuższej perspektywie to tylko przeciągnięcie w czasie tego co nieuniknione czyli śmierci tej relacji.
Nie powinnaś się bać. On podjął decyzję za Was obojga a Ty teraz masz prawo podjąć taką, która będzie dobra dla Ciebie, nawet kosztem jego.
Ważne aby te decyzje zostały podjęte całkowicie świadomie na podstawie realnej analizy całości anie nie mrzonek, idealizacji, obrazu z przeszłości.
Do tego jednak niezbędne jest to odsunięcie się emocjonalne.
Strach ma tylko duże oczy.

msz dnia styczeń 02 2019 12:05:45
Pomimo tego, że było mi ciężko, uznałam, że o miłość się nie prosi. On sam zdecydował, że wróci,

On popłynął...On może chcieć wrócić ale to Ty decydujesz czy Mu pozwolisz....zastanów się na jakiej podstawie Ty decydujesz by wrócił...

i tak do niej napisał tego cholernego SMSa i widzę, że jeszcze o niej myśli. Jak to jest z męskiego punktu widzenia????

myślisz, że wszystkie świnie myślą tak samo???smileysmileysmiley

No ale powiem Tobie co Ja myślę...choć już to kiedyś pisałem i się powtarzam...My samce urodzeni przypadkiem w Polce/kulturze europejskiej/ o podstawach katolickich zostaliśmy poddani procesowi wdrukowania nam zasady, że kochać możemy tylko jedną niewiastę i tylko jedna niewiasta może się nam podobać...na szczęście wdrukowując ten program wdrukowano nam paczkę z zasadami takimi jak lojalność i odpowiedzialność...doszło wychowanie i miłość ewentualnie przekazana przez rodziców....ale w wieku nastoletnim gdzie buzują hormony dochodzą też zjawiska jak wszechobecna seksualność na ulicach w tv itp....chodzi mi o to, że wytłumacz arabowi że nie możemy zauroczyć się w kilku kobietach.... to tak jak w Ben Hurze:
...."Jeden Bóg to rozumiem, ale jedna żona....to nie obyczajne"
no ale do rzeczy.....
osobiście uważam, że zauroczenie można jakoś wytłumaczyć "antropologicznie" i tłumacząc jakieś deficyty w związku (choć przyznam Tobie szczerze, że mi mimo upływu 16 lat z żoną się nie zdarzyło )...ale brak stłamszenia zauroczenia, brak odcięcia się od przyciągania emocjonalnego jest dla mnie tożsame z brakiem lojalności i szacunku do mnie jako partnera i dla mnie jako partnera...ale mówimy o przyciąganiu emocjonalnym....
samo fizyczne to normalka....normalne jest że lubimy się podobać sobie, dziewuchom, żonom i tak samo mogą nam się podobać inne dziewczyny, ale bez emocji i namiętności to przynajmniej dla mnie nie ma żadnego znaczenia....facet może i w burdelu pracować i kochać może swoją żonę....
w twoim/ twojego męża przypadku najgorsze jet to, że nie zabił tego zauroczenia w zarodku....
no ale to moje zdanie....

Komentarz doklejony:
*nieobyczajne

Komentarz doklejony:
Tylko żeby nie było, że ktoś to zrozumie...ehhhh bez uczucia to nie zdrada....po to właśnie są takie wartości jak lojalność, odpowiedzialność, szczerość itp itp po to są właśnie te zasady z których się już kiedyś tłumaczyłem...by trzymały w ryzach to co nabyte, wdrukowane, genetyczne, gatunkowe itp itd....można je nazywać wartościami, zasadami, ustaleniami itp.....
nie kradnij bułki nawet jak jesteś głodny
nie mów że To on a nie Ty - mimo że się boisz
nie przytulaj się do sąsiadki mimo, że brakuje ci bliskości
nie bzykaj sąsiadki mimo, że brakuje tobie doznań seksualnych

deficyty mogą być spowodowane przez geny, przez wychowanie, przez otoczenie, przez partnerów, przez nas samych itp itp
ale samo chcenie nie jest najgorsze...najgorsze jest uświęcanie środków

Kici dnia styczeń 02 2019 14:00:55
Poczciwy wiem, że to co piszę to dwie skrajności i chaos, ale tak właśnie wygląda moja sytuacja. Naprawdę wyrzuciłam go z domu, kazałam zabrać wszystkie rzeczy i nie prosiłam o powrót, wrócił sam - sam chciał spróbować to odbudować, dlatego tak bardzo rozbiło mnie odkrycie tego SMSa w Święta i sprawiło, że się posypałam. Bo jak wrócił i zobaczylam go znowu w domu to wpadłam w wewnętrzną histerię, że już nie mogę go wypuścić. Stąd teraz rozum mi mówi, że nie mogę zmusić go do bycia ze mną, ale rozum teraz nie rządzi, tylko emocje, strach i ból, który budzi we mnie obsesję kontroli. To jest jak błędne koło. Wiem, że nie mogę go kontrolować, ale chcę. Wiem, że nie mogę mu non stop jej wypominać, ale i tak to robię itd.itp. Sama nie wiem czego szukam, może potwierdzenia, że nie ma już dla nas szansy. Czegoś co pozowliłoby mi podjąć racjonalną decyzję. Oczywiście boję się zostać sama, jego wyprowadzka pokazała mi jak bardzo jestem z nim związana/uzależniona. To też mnie przeraża. Msz jak czytam Twojego posta to czuję, jakbyś wyciągał na wierzch wszystkie demony, które staram się ukryć jak najgłębiej i nie dopuszczać do głosu. Bo wiem, że powinien się opamiętac jeżeli coś zaczęło się dziać, a on po prostu w to poszedł. Okłamywał mnie z premedytacją przez parę miesięcy i sama wypomniałam mu, że gdyby mnie szanował, po pierwsze nie zrobiłby tego, a jeżeli już się do tego posunął, miałby na tyle przyzwoitości, żeby najpierw zakończyć sprawy ze mną a potem pójść do innej. A moje pytanie o męski punkt widzenia nie miało na celu generalizowania i sprowadzania wszystkich do poziomu "świnii". Raczej chodziło mi o inny punkt widzenia "męski" bo jednak mój jest pełen emocji, a wy raczej chłodno podchodzicie do tematu.

Komentarz doklejony:
I tak się zastanawiam czy moją historię przeczytała jakaś kobieta, która znalazła się w takiej sytuacji? W której mąż zakochuje się w innej, ale nie odchodzi do niej? I jak taka historia się skończyła? Jesteście razem, osobno? Jak sobie poradziłyście, radzicie??

poczciwy dnia styczeń 02 2019 14:33:06
Kici,

Takich sytuacji i historii jak twoja jest tutaj mnóstwo. To swego rodzaju schemat powielający się w 80%. Poczytaj inne historie. czytaj czytaj i jeszcze raz czytaj.
Twój stan aktualnie jest niczym nadzwyczajnym po takich przeżyciach. Silne emocje nie odpuszczają, ale tym bardziej nie powinnaś pod ich wpływem podejmować żadnych decyzji bo coś co wydaje Ci się w tej chwili niemożliwe za chwilę po ich opadnięciu mogą być jedynym rozsądnym i słusznym rozwiązaniem.
Nie bój się konfrontacji z rzeczywistością i z prawdą, mimo,że jest ona straszna.
Okłamywanie się, zakłamywanie rzeczywistości jest swego rodzaju ucieczką, ale tylko na chwilę. Jeśli dziś uciekniesz od tej konfrontacji ona Cię i tak dopadnie wcześniej lub później. Tyle, że konsekwencje wówczas mogą mieć zdecydowanie cięższy kaliber a Ty w tym czasie staniesz się wrakiem człowieka.
Oczywiście może okazać się, że za kilka lat możecie tworzyć całkiem fajną i kochającą się rodziną. Tyle, że to kosztuje naprawdę wiele pracy obydwie strony.
Miękkim wybaczeniem ze strachu i przyjęciem go z powrotem bez żadnych racjonalnych podstaw zakładasz sobie pętlę na szyję z opóźnioną zapadnią.

Strona 1 z 5 1 2 3 4 > >>
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Podobne zdrady
Reklama Szkoła Achillesa Warszawa
www.achillesa.zapraca.info
Zdrada po 10 latach małżeństwa
Zdrada
Czy to zdrada ?
Czy to już zdrada??
Zdrada Narzeczonego
Zdrada czy oszustwo,?
Zdrada z rehabilitantem
Interesujące info - zdrada
Zdrada po 17 latach zwiazku
Zdrada emocjonalna ale.. poczytajcie sami. Szok.
Internet a zdrada........
Zdrada po 18 latach
Zdrada i ciaza
Zdrada czy przesada.
Zdrada psychiczną?
Logowanie
Login lub e-mail

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Aktywne tematy !!!
Mąż zdradził i twier...
Nie wiem co robić
Zdrada
zdrada tuż po roczni...
Zdrada po 10 latach ...
rozpadam się
Czy to zdrada ?
Zdradzony z 5 faceta...
Zdradzona
Zdradzony
Jak zyc?
Proszę o radę
Niewierna
Co dalej?
niekończąca się hist...
Zdrada po 17 latach ...
Zdrada Narzeczonego
Czy to już zdrada??
Zdrada emocjonalna a...
Intercyza,umowny pod...
Zdrada
To już koniec małżeń...
Zdrada na stare lata ;)
po 35 latach - mąż s...
Co dalej robic
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Yorik
08/06 23:40
Opisz sytuację przez Nawigacja > Dodaj zdradę.

Archiwum
Reklamy
Depilacja
Copyright © 2007-2015 www.zdradzeni.info