

| ona_83 | 16. Styczeń |
| siaczek1991 | 16. Styczeń |
| Aterluna | 16. Styczeń |
| jupik89 | 16. Styczeń |
| milki | 16. Styczeń |
jacksparrow | ![]() |
Edek_2 | 00:07:54 |
Rognar | 00:16:13 |
Anetastp | 00:39:09 |
Landexpzglosy | 00:50:59 |

Witam!
Jesteśmy ze sobą od ponad 9 miesięcy, ja mam 19 lat, a ona 17. Kłócimy się regularnie jak w typowym związku, średnio co 2 dni :) Pomimo upływu czasu nadal się bardzo kochamy i zależy nam na sobie. Wczoraj natknąłem się na artykuł o zdradzie emocjonalnej, który mnie trochę zaniepokoił. Było w nim napisane, że zdradą emocjonalną jest zachowanie, w którym żali się obcej osobie płci przeciwnej o swoich problemach nie mówiąc o tym partnerowi. Przypomniała mi się taka sytuacja z przed dwóch miesięcy w której trochę się posprzeczaliśmy. Pokłóciliśmy się o jakąś głupotę, która nie miała większego znaczenia, ale skutkiem było to, że postanowiłem się do końca bieżącego dnia do niej nie odzywać. Było jej przykro z tego powodu i postanowiła dodać zdjęcie z łezką do aplikację do wstawiania zdjęć Snapchat. Wtedy po dodaniu tego zdjęcia napisał do niej jakiś chłopak, żeby zapytać się czemu nie jest jej smutno, więc powiedziała, że przyczyną tego są problemy z ukochanym. Chłopak ten zapytał jej czy powie jemu więcej coś na ten temat i ona się zgodziła proponując przejście dla wygody na czat facebookowy. Zaczęła z nim rozmawiać od tego dnia, opowiadać jemu co zrobiła, mówiła mu, że mnie bardzo kocha, a on udzielał jej rad i pisał co powinna zrobić jak się zachować (fakt, pisał na moją korzyść). Następnego dnia wszystko było między nami dobrze, on coś do niej pisał, a ona go olała. Następnego dnia się pokłóciliśmy, znów nie rozmawialiśmy ze sobą i ona znów postanowiła się radzić u niego. Tym razem ten cały "Pan milusiński" powiedział, że przykro mu, że się smuci i takie osoby w takich sytuacjach ma ochotę przytulić, no to ona to zignorowała i zaczęła dalej mówić o nas. Następna sytuacja która mnie zaniepokoiła, to gdy ten człowiek zaproponował jej spotkanie. Powiedział, że może się z nią spotkać, a ona na to, że pewnie, chętnie... Potem rozmawiali sobie dalej, on udzielał jej rad i w pewnym momencie powiedział, że w weekend wybiera się do Lublina, no to ona mu na to, że Sobotę ma wolną i znów zmienił się temat i zaczęli rozmawiać o tym co ona ma robić. Potem gdy przez kolejny dzień było dobrze (był to piątek), również z nim nie rozmawiała, ostatni raz rozmowa odbyła się we czwartek (to wtedy nastąpiła propozycja spotkania). Nadeszła Sobota (tego nia z nim nie pisała), wszystko było między nami dobrze, a pod koniec dnia koło 20 znów sprzeczka o jakąś głupotę, więc zadzwoniła do niej koleżanka i poszła z nią do sklepu. I do tego momentu tak to wszystko wyglądało. Pod koniec tej Soboty, postanowiłem, że zaloguję się na jej konto na facebooku i zobaczę sobie z ciekawości co ona tam robi (hasło mi podała dużo wcześniej, mówiąc, że nie ma nic do ukrycia). No i właśnie wtedy zobaczyłem, że żaliła się do jakiegoś obcego człowieka. Przeczytałem to całą konwersację i było mi przykro tylko w sumie z tego powodu, że powiedziała mu, że się może z nim spotkać, ale sama tego nie proponowała. Po tym, gdy to przeczytałem postanowiłem do niej zadzwonić i zapytać czy kojarzy tego człowieka o tym imieniu i o tym nazwisku. Ona na to, że to kolega z przedszkola (Żaden kolga z przedszkola... Gdyby tak było to by o tym pewnie róznież rozmawiali), no to wytoczyłem jej awanturę o to, że się żali obcym ludziom i umawia się z nimi (Czy to jest umawianie?). Potem gdy emocje opadły opowiedziała mi dokładnie jak to się zaczęło (ja byłem tylko ograniczony do tego co widziałem na facebooku. Wtedy gdy powiedziałem, że wszystko wiem i wszystko widziałem, to zaczęła mnie przepraszać i powiedziała, że mi to wyjaśni. Wyjaśnienia były następujące:
Pojawił się w taki sposób, że napisał do niej czy jest jej smutno i zaproponował czy pomoże. No to ja na to-okej, ale po co mu mówiłaś, że chętnie się z nim spotkasz, no to ona na to, że zależało jej na tym, żeby on jej pomagał i ktokolwiek z nią rozmawiał. Powiedziała również, że i tak by się z nim nie spotkała bo nie miała by po co i napisała tak tylko z grzeczności, żeby podtrzymać konwersację, bo gdyby odmówiła, to mógłby jej nie pomagać. Zapytałem czemu nie powiedziała mi od początku, że jest ktoś kto jej pomaga, a ona na to, że nie chciała pogarszać sytuacji między nami. Zapytałem czy by mi o tym powiedziała, no to ona na to, że gdyby wszystko się ułożyło, to by się zebrała i powiedziała, że był ktoś kto jej pomagał. I co ja mam o tym wszystkim myśleć? Moje przemyślenia są takie, że jestem pewien co do tego, że by się z nim nie spotkała (chociaż na jej miejscu napisałbym, że nie mam czasu, ale z drugiej strony ja bym nie potrzebował takiej "pomocy") bo nawet nie miała by kiedy, a po za tym tak często się widzimy (przypominam, że olewała gościa gdy się widzieliśmy). Mówiła mi jeszcze, że oprócz rad, to przez telefon rozmawiali o wspólnych znajomych z karate. Reasumując nie wiem czy ja mam jakąś paranoję, czy mam najzwyklejszy powód do niepokoju. Z drugiej strony ja też mam koleżanki, którym się żalę, ale to są znajome od lat, a nie obce. Takie pisanie z jej strony pasuje typowo do jej charakteru, jest bardzo sympatyczna, lubi rozmawiać z ludźmi i jest uprzejma. Ale ja jako facet chyba nie zrozumiem jak to jest mieć tak silną potrzebę wygadania się komuś i pragnienia żeby został byle mu o tym powiedzieć z bezsilności. Co o tym sądzicie?
Jesteś pewien, że w każdym związku kłótnia co dwa dni jest normą?
Nikt z nas na to nie narzeka
Na moje wyczucie jesteś ciężki we współżyciu.
Nie wróżę wam długiego związku. Prędzej czy później odejdzie od Ciebie.
Odpowiadając na pytanie - chorobliwa zazdrość.
Możesz ją zamknąć nawet w złotej klatce i będziesz dziwić się bezustannie dlaczego przegrywasz.
Masz bardzo poważny problem sam ze sobą. Możesz się podzielić z drugą osobą, tylko tym co w sobie masz. Ty mylisz miłość z posiadaniem.
Komentarz doklejony:
* świadczy o nadmiernej próbie kontrolowania nadzorowania drugiej strony, a tym samym ... o braku miłości.