

| osintowiec | 12. Grudzień |
| Damon | 12. Grudzień |
| malakasia | 12. Grudzień |
| smutnomi | 12. Grudzień |
| Marlenka33 | 12. Grudzień |
JamesTon | 00:16:17 |
Anetastp | 00:20:17 |
Julianaempat... | 01:21:32 |
Mari1999 | 01:52:10 |
Rognar | 02:03:42 |

Tytuł już od dawna jest nieadekwatny do mojego życia. To jednak kontynuacja mojej pierwszej historii. Tamtą znajdziecie pod tytułem "apologises całe życie przepraszam" . Co chwilę pojawiają się pytania jak przeżyć, jak wybaczyć, jak to jest po zdradzie. Spłacam więc dług wobec tych wszystkich, którzy mi pomogli .
Trzy lata po punkcie zero właśnie mija. Pierwsze pół roku było głupią walką z wiatrakami. Zwalczałem konkurencję, kupowałem kwiaty, czekałem na słowo "kocham Cię" . Udowadniałem kłamstwa, wyciągnąłem informacje, rozpoczynałem rozmowy, pisałem sobie scenariusze. I łykałem antydepresanty.
Nie mogłem pojąć dwojakiej natury żony. Słodka aż do bólu, przepraszająca i co chwila z agresją, wyrzutami. Ale to nic takiego, taki ledwie początek tego co miało nastąpić, choć już wtedy wysiadałem nerwowo.
Na forum wchodziłem okazjonalnie, odtrącało mnie. Jednak jakieś półtorej roku temu miałem potężnego doła i musiałem odpisać w czyjejś historii. Tego samego dnia opisałem swoją historię, swoje cierpienie po zdradzie. Dopiero się zaczęło! Szybko po mnie pojawiła się opowiedzieć mojej żony. To były dwie różne historie tego samego małżeństwa. Równie szybko padła forumowa diagnoza -borderline. I to było to! Wreszcie miałem wyjaśnienie tych wszystkich cyrków, zdrad, znęcania się, pogrążania każdego w poczuciu winy, fochów. I wreszcie wiedziałem jak z tym walczyć.
Recepta jest tylko jedna: konsekwencje i prawo wyboru. Każde kłamstwo, oszczerstwo, cokolwiek miało swoje konsekwencje. Nie pozwalałem nawijać sobie makaronu na uszy. Żona po prawie dwudziestu latach rządzenia nie była skora tak łatwo się poddać. Zacząłem być celem jej ataków. Posądzenia o zdradzanie, szpiegowanie, ataki na portalu pod różnymi nickami, wyprowadzki, awantury, swój zawał serca ,wreszcie jej próby samobójcze. Pełen przekrój zachowań zaburzonej kobiety. Dzięki swojej przeszłości alkoholika, wsparciu swojej grupy terapeutycznej, znajomych psychologów i nie ukrywam portalowi udało mi się przetrwać. Żona coraz bardziej się pogrążając musiała uciekać się do swojej terapii. Taki były moje jedyne warunki. Terapie były dwie, długie i wykańczające. Wiem jak bolą, bo nie stosuje taryfy ulgowej wobec siebie.
Dzisiaj siedzę w środku nocy, i patrzę na śpiącą żonę. Jestem szczęśliwy i ufny. Mam kobietę niedoskonałą obok siebie. Jeśli się łudziliście przed waszymi zdradami, że macie tych jedynych, najbardziej wiernych, doskonałych to był to błąd. Dopuście tę myśl do siebie a będzie lżej.
Nie domagajcie się bezwarunkowej miłości już i teraz. Pozwólcie swym osobistym zdrajcom zapracować na swoje przebaczenie. Jeśli nie chcą lub nie potrafią mówi się trudno. Nie dziwcie się boli jak diabli. Tak ma być. Przebolecie swoje nieszczęście dla swojego dobra i ono minie. Różne sprawy w życiu bolą i zdrada też musi boleć.
Dziś siedzę w nocy i się śmieję sam do siebie. Kupować ten test ciążowy czy nie? Przecież będzie co ma być.
Podziwiam, nie wiem czy aż tak bym walczył, był moment, że planowałem już życie bez niej, to ona otrzeźwiała, a ja się zbieram z tych ruin, które zostały po dawnym związku.
Masz to szczęście, że Twoja żona śpi snem sprawiedliwego obok Ciebie. Nie kombinuje, jak wyjść do toalety, by wysłać smsa, nie trzyma telefonu pod poduszką.. Ona śpi, Ty nie, Ty cieszysz się nią.
Masz to niewiarygodne szczęście, że masz obok siebie kogoś, kto chciał Twojej wyciągniętęj dłoni. Kogoś, kto spojrzał Ci prosto w oczy po ty, gdy sam zawinił..
Apologises..Masz szczęście
Dziś cieszysz się chwilą i jesteś szczęśliwy, nie zaglądaj za kurtynę... Ona sam się odsłoni w stosownym momencie. Tylko młodzi głupcy myślą, że świat jest przewidywalny jak gra komputerowa. Bo on jest nieprzewidywalny, jak mróz na Hawajach...
Okresowość się zaburzyła? Może to klimakterium ?
Nigdy nie byłem straszony ciążą, jak miała być to była.
Nie jest dla mnie istotne, czy rzeczywistość jest zgodna z Twoim jej postrzeganiem, zastanawia mnie jednak, czytając Twoje historie, jak do tego doszedles?
Mi ciężko przyszło danie szansy, wybaczenie jeszcze ciężej, to był długi proces, a przecież zdrada mojej żony trwała ułamek naszego wspólnego życia. Zdecydowana większość to były dobre chwile i to głównie zadecydowało o tym ze jesteśmy razem, plus oczywiście to ze mamy dzieci, jesteśmy rodziną i to jest wielka wartością.
Z Twoich historii wyłania się obraz małżeństwa w którym z jednej strony alkoholizm z drugiej strony jej zdrady ( czy to było uzależnienie? ), a gdzie więź, gdzie te dobre chwile? Pewnie były jak wszędzie, jednak czy było ich wystarczająco wiele by dać Ci siłę i pewność by kontynuować to małżeństwo? A jeśli nie to, co powoduje że uważasz, że warto? Co daje Ci poczucie szczęścia i ufności?
Na dzień dzisiejszy moje myślenie zmieniło się diametralnie. W dość dużej mierze jestem samodzielny w myśleniu, działaniu. Nie uzależniam swoich decyzji ani od żony, ani od dzieci, ani od żadnej innej osoby. Liczę się ja, jedynym ograniczeniem są krzywda innych, czyli głównie bliskich. Wywalczyłem sobie wolność jakiej nigdy nie miałem, nawet na długo przed ślubem. Otrzymałem przyzwolenie na tę wolność, poszanowanie. W porównaniu z kontrolą z jaką miałem do czynienia to dwa różne światy.
Chwil dobrych było całe mnóstwo. Nawet gdy dosięgały nas różne kłopoty, choćby moje picie. Ja jestem nie tylko alkoholikiem, ale również dda i współuzależniony od osoby borderline. Przy takim zestawie dojrzenie dobrych chwil i ich odróżnienie od złych to niezła jazda po bandzie. Dzisiaj umiem zobaczyć takie rzeczy i docenić. Nawet drobnostki, one składają się na wszystkie moje doświadczenia.
Zdrady żony były wierzchołkiem góry lodowej. Po konfrontacji z całą tą górą bardzo zbledły. U mnie zdrada była kopem do pobudki i niczym więcej. Bagienko zaburzenia bardzo przyschło i to daje siłę i nadzieję na lepsze jutro. Będą jeszcze różne akcje, mam tego świadomość. Są już jednak coraz słabsze. To moje niedoskonałości i borderline żony nas dusiły. Oboje nadal pracujemy i to daje jako taką gwarancję.
Gdzie jest więź? Jest. Żona przekonała się naprawdę mocno na własnej skórze i dojrzała tę więź. Pozwoliłem jej popełnić błędów bez liku. Były wyprowadzki, próby samobójcze, szpitale, policja za każdą poważną akcję, alimenty na już dorosłą córkę, jej konfrontacja z adwokatem, gdzie usłyszała, że jest bez szans, pół roku miałem dzieci tylko pod moją opieką. Trzeba naprawdę dużo stracić, by to docenić. Sam podobną szkołę przeszedłem i podobnie niedoskonały doceniam jej szkołę przeżycia. Dużo jeszcze do przerobienia, nawet z mojej strony. W tej chwili piszę swoją książkę i rozwalam swoją przeszłość bez litości. Nie wiem czy to się kiedyś skończy. Ważne jest, że jakość naszego życia, sposób przeżywania, zaufania są jakie nigdy jeszcze były.
Stanowimy rodzinę, mocno poszarpaną, ale chyba trwałą. Coś co bardzo niepokoi innych, czy mnie zdradzi? Chyba nie.
Komentarz doklejony:
Witaj w klubie achaja. Czytaj, pisz, pytaj. Może w czymś pomożemy.
Cytat
Witam! Weszłam na to forum dzisiaj po raz pierwszy,... i na dzień dobry taka optymistyczna opowieść. Niestety ja jestem jeszcze na etapie, kiedy w nocy nie śmieję się i jak patrzę na śpiącego obok mnie męża, kołacze się pytanie "dlaczego?????" Próbuję mu wybaczyć, ale zapomnieć na pewno mi się nie uda.
To nie próbuj, ale wybacz! :cacy To jest ten czas dorastania, kiedy człowiek przekonuje się, że świat nie jest idealny, że ludzie są słabi, mają swoje często ułomne pragnienia, że nie są ideałami, którym można zaufać i dać sobie za nich rękę odjąć. Dlaczego zdradził? Bo gamoń. Bo trafiła się okazja. Bo chciał zobaczyć jak to jest. Bo nudził się... Bo... Bo... odpowiedzi znajdziesz tu bez liku. Nie to jest jednak istotne. Istotne jest odnaleźć ponownie w nim wartość jako człowieka, jako męża. Bo jeśli coś jest pełne wartości, to zasługuje na nadzieję. Ale jeśli coś nie ma już żadnej wartości, to nie zasługuje na miłość. Więc jeśli mąż ma w Twoich oczach tę pewną najważniejszą wartość jakim jest człowiek, to nie pytaj dlaczego, bo to jest teraz już najmniej istotne, te zawiedzione nadzieje, na wierność aż po grób. Kochaj w nim to co jest w nim cenne, nie rań sama siebie wspomnieniami przeszłości, bo to wcale nie robi Ci dobrze. Zdrada ujawnia ich kalectwo, a z nas czyni również okaleczonych. Czy można kochać osobę w pewnym sensie ułomną? Można. Czy warto katować się faktem, że jest ułomna? Można, ale to masochizm na własnej psyche. Cóż można poradzić dziewczynie, która każdego wieczoru bierze szkło i robi sobie sznytę za sznytą na jedwabnej skórze... Chyba tylko tyle, żeby już odrzuciła to szkło, co ją rani. Że już może wystarczy...
"Jest ktoś i mam mu pomóc ";
Yorik.