| ona_83 | 16. Styczeń |
| siaczek1991 | 16. Styczeń |
| Aterluna | 16. Styczeń |
| jupik89 | 16. Styczeń |
| milki | 16. Styczeń |
jacksparrow | 00:10:49 |
Edek_2 | 00:17:49 |
Rognar | 00:26:08 |
Anetastp | 00:49:04 |
Landexpzglosy | 01:00:54 |

Sam nie wiem od czego zacząć - pewnie większość z Was historię mojej zdrady uzna za banalną, sztampową, w pewnym sensie ,,łagodną" ponieważ nie byłem ani jej mężem, ani nie poświęciłem jej dekady życia. Chcę jednak przelać choć część swych myśli na papier, usłyszeć kilka słów prawdy, sam nie wiem...
Związek trwał 3 lata - dla mnie jako 24-latka to sporo, związałem się z nią, gdy miałem spore powodzenie u dziewczyn, choć nigdy takim się nie wyróżniałem. Chyba każdy ma taki okres w życiu, gdy jest atrakcyjniejszy z różnych względów. Ona wcześniej miała kilku mężczyzn, jednak nie była z nikim dłużej niż kilka miesięcy. Pod wieloma względami była dla mnie ideałem - opiekuńcza, ale jednocześnie stanowcza, słodka, ale jednocześnie z wielkim temperamentem i charakterem - bardzo zawsze lubiłem takie dziewczyny, które na zewnątrz są pewne siebie, silne, a dla partnera troszkę inne - bardziej się otwierają, mówią o swoich słabościach, pozwalają zbudować zaufanie. Niezależnie od różnych faz związku bardzo ją kochałem, planowaliśmy wspólne życie. Coś się zaczęło psuć w ostatnim półroczu, ona miała problemy na uczelni, z magisterką i generalnie przeżywała depresje, a ja nie do końca umiałem jej pomóc tak jak chciałem. Ale pomagałem jak mogłem, jak umiałem.
Na jesień pojechała na staż na kilkumiesięczny za granicę. Po powrocie mieliśmy zacząć budować nasze gniazdko, ja chciałem się oświadczyć, zacząć myśleć o wspólnej przyszłości już na stałe. Pojechała, było mi jej bardzo brak. Miałem do niej przyjechał po 1,5 miesiącu od pożegnania. Nie pojechałem. Na kilka dni przed planowanym wyjazdem powiedziała mi, że powinniśmy się rozstać. Tak po prostu. Jednego dnia pisała, że mnie kocha, że beze mnie nie poradziłaby sobie w życiu, żebym ją kochał tak jak do tej pory. Po 3 dniach od tego typu tekstów powiedziała, że już mnie nie kocha - że tak naprawdę nigdy mnie nie kochała tylko ,,myślała, że mnie kocha". Zerwała przez skypa, nie pokazując twarzy. Miała kilka zarzutów: o tym, że może nie byłem tak czuły jakby chciała, że czasami się złościłem jak miałem coś dla niej zrobić i nie miałem kiedy, że nie zawsze jej słuchałem - no cóż, nie były to bezpodstawne argumenty, ale nigdy o tym ze mną nie rozmawiała. Potem mi napisała, że od prawie pół roku przed rozstaniem kombinowała jak ze mną zerwać - że szukała momentu, że chciała to zrobić gdy będę silniejszy i zdrowszy (mam kilka dolegliwości w tym jedną dość poważną, ale nic co nie pozwala mi funkcjonować z dnia na dzień), ale teraz od 3 tygodni kogoś zna i zakochała się w tym kimś (wiadomo - obcokrajowiec). Że już mnie zdradziła i emocjonalnie i fizycznie. Poczułem się jak ostatnie zero, żałośnie, straciłem wiarę w siebie. Nie krzyczałem na nią, nie obraziłem jej, chciałem być ok. Powiedziałem, że kocham ją na tyle, że wolę by była szczęśliwa z innym niż nieszczęśliwa ze mną. Niby dojrzale.
Po kilku dniach chciałem pogadać jeszcze raz, palnąłem kilka głupich rzeczy, złożyłem jej dziwną propozycję. Obraziła się, powiedziała, że się mnie boi, że nie spotka się ze mną, generalnie uznała mnie za złego człowieka. To mnie jeszcze bardziej uderzyło, bo źle mnie zrozumiała, z resztą ja sam siebie wtedy nie rozumiałem. Potem mi napisała, że jej nowy chłopak zabronił jej się ze mną spotykać, kontaktować itd. Najpewniej nigdy się już nie spotkamy.
Pierwsze 2 tygodnie po rozstaniu były straszne. Należę do osób o silnym charakterze, ale nie potrafiłem sobie poradzić z tą sytuacją. Bo być może i charakter nie taki silny :P . Na początku odrzuciłem swoich przyjaciół, chciałem być sam. Chodziłem do pracy, wracałem z pracy, słuchałem smutów i kładłem się spać. Standard pewnie. Bardzo żałowałem, że nie starałem się bardziej, że jestem mało wartym facetem skoro nie utrzymałem przy sobie kobiety, którą tak mocno kochałem. W sumie tak myślę do dziś.
Potem psychicznie wróciłem do jakiegoś standardu. Minął nieco ponad miesiąc od rozstania i nadal często o niej myślę i kocham ją bardzo, ale wiem, że to już koniec, nie łudzę się na żadne powroty, nie użalam się nad sobą. Takie jest życie i nie jestem jeden sam, którego to spotkało.
Ale boli. Najbardziej mnie boli, że ona ma mnie totalnie w dupie. Z dnia na dzień. Dziś jest szczęśliwa dzieli się z całym światem tym jak bardzo jest radosna, że ze mną skończyła (portale społecznościowe etc.). A ja boję się, że nie będę miał już zaufania do żadnej dziewczyny. Nie chodzi o samą zdradę, ale jej uczucia byłem pewny. Brałem pod uwagę, że możemy się kiedyś rozstać, że będzie miała mnie dość, ale myślałem, że mnie kocha i to jest silne uczucie. Na 3 dni przed rozstaniem ,,kochała" mnie tak samo mocno jak po kilku miesiącach związku - w każdym razie tak wynikało z jej płomiennych wiadomości o miłości do mnie - typowe bla bla bla jak widać. I wiem, że nawet jeśli byłbym w stanie z kimś być to nie umiałbym mu ufać, nie myśleć o tym, że zaraz może mnie kopnąć w dupę. Niektórzy z Was powiedzą, że to mi minie i że też tak mieli. Ja jestem trochę inny, zawsze miałem problem z zaufaniem, a teraz nie mam go wcale. Tak naprawdę żadna kobieta nigdy mnie nie pokochała, czego bardzo żałuję. Jak kochałem i kocham dziś, wiem, że to może być uczucie, które przynosi ból.
Generalnie chciałbym z kimś pogadać, kto choć trochę mnie zrozumie. Użalanie się nad sobą nie jest w moim stylu, to słabe i niemęskie. Sprostać temu jestem w stanie, ale mam takie dni, takie wieczory, w których jest trudno. Obecnie dużo pracuję, nie ukrywam, że chciałbym się spotkać co jakiś czas z jakąś dziewczyną - choćby pogadać na herbacie, bo takie spotkania zawsze mnie odprężały. Ale niestety zostawiła mnie w momencie, gdy jestem świeżo po studiach i muszę dużo pracować mając jeszcze trochę obowiązków po pracy. Myślicie, ze bycie singlem przez całe życie jest złe? Myślę, że ma trochę plusów. Staram się znaleźć jasne punkty tej sytuacji.
ale musisz spojrzeć na to z innej strony, ciesz się, ze nie wpadłes głębiej...czyli, ślub, dzieci no i kredyty mieszkaniowe... ;-) jest pan młody, życie przed panem... inna sprawa, że odnoszę wrażenie, że normalne kobiety chyba podzieliły los dinozaurów... albo, że zawsze tak było... polecam książkę hiena... bardzo prawdziwa...jakby co to zgryzolowaty(at)gmail.com... mogę podesłać, każdy młody mężczyzna powinien ją przeczytać ze zrozumienie...znać w całości i na wyrywki... co do niej...już z tego co pan napisał wynika, że należy omijać ją szerokim łuuukiem... czy bycie singlem jest złe ? ujmijmy to tak, napewno lepsze jak bbycie z byle kim... co do zaufania... do kobiet... w baśniach tysiąca i jednej nocy jest wyraznie..."kto wierzy kobiecie, ten wierzy oszustom i łotrom..." ale czasem zdarza się jakiś wyjątek... wtedy trafiłes los na loterii... jest pan młody, chcesz pan mieć szczęście z kobietami ? proste jak konstrukcja cepa... zacznij pan robić pieniądze... dużo pieniędzy, władza... to przyciąga kobiety...wiem coś o tym, kiedyś byłem... i wtedy byłem taka atrakcyjna mężcizna... spoko panie kolego, jak pan miałes branie u lasek to wróć pan w stare koliny i do przodu... i żeby tylko panu nie przyszło do głowy godzić się na jej powrót... zresztą za iedługo sam pan się będzie dziwił co pan w niej widział...no chyba, że chodzi o tyłeczek i cycuszki...ale tego towaru jest na tony... i dobrze zastanów sie zanim otworzysz duszę...
Niestety nie pocieszę Cię, nigdy nie będziesz miał pewności że kolejne, czy nawet Twoja przyszła żona nie wywinie Ci takiego numeru, ot proza życia.
Najważniejsze to nauczyć się z tym żyć i nie przejmować za bardzo, bo szkoda Twojego zdrowia. Jak zaczniesz wychodzić z domu ze znajomymi, to dziewczyny same się znajdą, tego kwiatu jest pół światu. Pamiętaj tylko że nic na siłę, wszystko przyjdzie samo.
@milord - Francja.
@wolfie - dzięki. Wiem, że nigdy nie będę miał pewności, dlatego nie chcę już ładować się w poważne związki. Spróbowałem, nie wyszło, może nie jest mi to pisane? Nie załamuję się, ale poczucie własnej wartości jeszcze długo będę miał bardzo zaniżone. To chyba normalne.
Nie wchodzę w drogę jej szczęściu, od kilku tygodni nie zamieniliśmy nawet słowa i pewnie już nie zamienimy. A ty możesz sobie być wszystkowiedzącym chamem, ale ze zrozumieniem czytać nie umiesz jak widać.
Niby czego jesteś ciekaw? Czy zamieszcza fotki z nowym fagasem? A co Cię to obchodzi? Nie jest już Twoja i nie będzie. Jedyne co tym zyskasz to pogardę wobec niej.
Źle zrobiłeś, że ją obrażałeś i krzyczałeś, nie wiem, może nawet groziłeś, skoro stwierdziła, że się boi. Co chciałeś tym osiągnąć? Bądź mężczyzną i przyjmij porażkę na klatę.
Może w przyszłości będzie żałować, chociaż nie sądzę, po tym jak ją zapewne zwyzywałeś, ale daj jej święty spokój. Ma teraz swoje życie.
Rady ode mnie, zapomnij i żyj dalej, a po drugie, na przyszłość nie angażuj się całym sobą, to Ty masz "uzależnić" kobietę od siebie, a nie odwrotnie. Za mną teraz latają, bo się zachowuje jak facet, a nie jak c*pa. I Tobie życzę tego samego.
Ty przeżywasz rozstanie tak, a nie inaczej.
Trochę to jeszcze potrwa, jeszcze trochę się nacierpisz. Ale jedno jest pewne: będzie coraz lepiej. Jasne, że przedłużasz agonię, nie każdy jest herosem, by z dnia na dzień zapomnieć o trzech wspólnych, dobrych latach.
Staraj się przebywać w towarzystwie znajomych, nawet, jak Ci się bardzo nie chce. Jeśli zdrowie Ci pozwala, uprawiaj sport. Rozwijaj zainteresowania. Rób coś, co Cię całkowicie pochłonie i sprawi radość.
Pomału z tego wyjdziesz. Taka sytuacja dotyka większość śmiertelników. Wszyscy z tego wychodzą. Ty też wyjdziesz. Od Ciebie tylko zależy, kiedy.
Na zgryzolowatego weź poprawkę. Ja też podnoszę głos na swoje dzieci, ze zwykłego lęku o nie. Tak reaguję. To nie znaczy, że chcę się wyżyć, czy też chcę dla nich źle. To z troski.
Opisuj swoje przeżycia, swoje stany. To pomaga. Wszyscy cierpieliśmy nie mniej od Ciebie. Tobie, przynajmniej, dzieci nie płaczą. Zawsze to jakaś pociecha.
:cacy
i przyjmij pan porażkę na klatę jak mężczyzna a nie jak wkurozny samiec któremu samiczka puściła sie kims tam i on nie może tego przeboleć bo mu umysł puszcza porno z byłą w roli głównej...
panie kolego, różnica pomiędzy virtualem a realem jest prosta jak konstrukcja cepa, w virtualu, większość kobiet, prawie 99% nie znosi kłamstwa, obłudy, szuka miłości etc. no i odpowiada na niemoralne propozycje oraz nie bierze udziału oszukańczych gierkach życiowych, kopulacyjnych, finansowych... że one odmawiają dumnie... jak np. królewna Śnieżka... ale real, to real...ta sama królewna ma pełne usta pracy... w końcu jest ich siedmiu czy jakoś tak...zanim ją spotkali, pewnie też mieli spuchnięte jądra jak ciemne chłopaki co to na zaproszenie merkelowej przybywają tłumnie do hajlhitlerowa... no i krótkie podsumowanie...nie bądz c*pa a facet albo podejdz do sprawy filozoficznie czyli (zaprzeproszeniem) srał to pies...to jest życie a to narowisty rumak, raz galopem a raz w błocie bo zrzucił z siodła...
Pogłaszcz swojego małego, upuść trochę tej niedobrej energii, bo jakiś taki podniecony niezdrowo jesteś...
To, że się wyżywasz, może pomoże Tobie, ale nie chłopakowi. Coś za często nadajesz o tych ustach. Głodnemu chleb na myśli...
:kapitulacja
Nie, nic z tych rzeczy nie zrobiłem. Zaproponowałem jej spotkanie, a ona się przestraszyła, że będzie musiała się wytłumaczyć i tyle. Nigdy jej nie dałem powodów do tego o czym piszesz.
@zgryzolowaty - śmieszny jesteś, piszesz nie na temat nie czytając tego o czym pisałem, odnosząc się do jednego zdania bez analizy całości. Grunt, żeby komuś dowalić i zabłysnąć ciętą ripostą. Pomiędzy virtualem, a realem jest taka różnica, że kozak w necie ***** w świecie, tyle ci powiem.
co do ust... może pogadamy ;-)... inna sprawa, że Łysiak do mnie przemawia...i to drukowanymi, literami, boldem i italikiem, do tego podkreślonym... niedawno znowu się przekonałem, że prawda zawsze będzie ukarana... a ściślej mówiąc żaden dobry uczynek nie pozostanie bez kary... serio...popełniłem dobry uczynek i mam za swoje... przypomniało mi się, że kiedyś biegałem za i do jednej laski... ona sobie wzięła mojego kumpla za chłopaka ale jakoś tak... hgw czy to był związek...w każdym razie zadzwoniłem do niej i powiedziałem, że ma się u mnie w domu nie pokazywać... przyszła na moje urodziny razem z tym...hmmmm, chłopakiem... co nie przeszkadzało jej obściskiwać się ze mna po kątach... wtedy zrozumiałem, że byłem jak c*pa kiedy zacząłem się szanować... nie było lekko ale duuuuużooo łatwiej...czasem tylko zamoczył mnie deszcz...który spływa po twarzy... a potem, zostałem zabrany, bez tych uśmiechów które zostawiałem codzień na lustrze... aby zdążyć na pociąg do jutra... podbno miłość przyjdzie sama, nieproszona... w tej sytuacji, jedyne co mnie martwi czy zdąży na mój pogrzeb...
zgryzolowaty widzę z każdym następnym sprośnym słowem dostaje orgazmu i wręcz czerpie satysfakcje w dowalaniu ludziom po zdradzie. Żenujący koleś.
W jednym jednak mają rację - nie zaglądaj na jej FB czy co tam ma - jak ochłoniesz i zapomnisz to możesz, ale póki co powstrzymuj się. To trudne, ale tak szybciej wyjdziesz z tego.
Komentarz doklejony:
Jak ty facet kurwa nic nie rozumiesz. Niedłługo będzie druga w nocy a ty dalej siedzisz i przetrawiasz coś co mogłoby się się stać gdyby. Znajdziesz kobietę kobietę wartą ciebie.tej twojej wolałbym nigdy nie spotkać.
Komentarz doklejony:
niniejszym pragnę wszystkich tu łooobenych poinformować, że jestem baaaardzo yntelygentny, wiem, że mieszkańcy Egiptu to mumie, wiem, że barok to barbarzyńska odmiana rocka, wiem, że koń jest zwierzęciem parzystokopytnym bo ma cztery kopyta, dodatkowo słyszałem, że Chopin nie był szarpany choć lubił klawiszy... dla wszelkiego porządku i spokoju, mierzę swoją yntelygencję sznurkiem od kiełbasy... i tym łoooptymistycznym kacentem wyłączam siebie z niniejszej dyskusji, jako, że niemożliwe jest uratować kogoś kto sam pcha się w bandaże... to na zrazie albo heil merkel
za jakiś czas ci przejdzie , jak popatrzysz na to z góry to będziesz się smiał z tego , po pewnym czasie poznasz kogoś wspaniałego z którym pójdziesz przez życie , będziesz bardzo szczęśliwy , a wtedy ta którą teraz tak bardzo kochasz będzie już miała swój obecny związek definitywnie zakończony być może zostanie nawet mocno kopnięta w dupę , wtedy przyjdzie u niej czas na refleksję na myśl co poszło nie tak ? hm... , i dojdzie do wniosku że i jak bardzo źle postąpiła i chętnie by się wróciła , niestety będzie już wtedy za późno ...................
Dobra pamięć o drugim człowieku to nie jest żadna hańba, to nic złego. Jednak Twoja chęć niezapomnienia wydaje się lekko skrzywiona, Ty chcesz pamiętać o kimś dobrym, idealnym. W drugą stronę też tak to działa? Czy nic, co usłyszałeś, czego się dowiedziałeś o byłej dziewczynie nie burzy jej wizerunku? Nie ma ludzi idealnych, ona tym ideałem zapewnie też nie była.
Chcesz nie wykreślać jej całkowicie ze swojego życia, ok. Nie rób jednak sobie kuku. Nie szukaj jej na necie, nie zmienisz tym zaistniałej sytuacji, a tylko utrwalisz paraliż myślowy w jakim jesteś. Będzie bolało i kłuło dłużej i mocniej. Nie stawiaj jej na piedestale. Twój opis tej dziewczyny jest dla mnie bardzo zastanawiający. Jeśli w tej chwili masz taki jej obraz i nie widzisz niczego innego poza nim, nie będziesz w stanie dostrzec niczego innego. Nawet kobieta warta Twojej uwagi i uczuć przejdzie obok Ciebie jakby była powietrzem. Nie zauważasz takiej.
Chciałam zwrócić uwagę, że chłopak jest dopiero miesiąc po rozstaniu, ma prawo do różnych reakcji. Dobrze, że tu napisał; nasze uwagi przyspieszą "rekonwalescencję".
Feniks, prawda, że z każdym tygodniem, lepiej?
Przyjdzie też czas na facebooka
Czas weryfikuje wszystko.
A, co do poczucia wartości. Zapewniam Cię, że to chwilowe. Dobrze, że tak jest teraz, byś nie pchał się w jakieś gowniane układy, celem pocieszenia, zapomnienia, czy, nie daj Boże, zemst. Każdą chorobę trzeba przechorować. Daj sobie czas.
I nie możesz być taki znowu ostatni, skoro Twoja była kiedyś Cię wybrała. Kiedyś byłeś dla niej ważny. Jednak jej pociąg wcześniej wyhamował; Twój pędzi dalej. Zapamiętaj: to, co Ci się przytrafiło, to część życia. To też jest po coś. Spróbuj spojrzeć na to, nie, jak na porażkę, ale, jak na nowe doświadczenie, które czegoś uczy. Powiedz sobie: Tak, to było piękne. Mam fajne wspomnienia. Ale to już za mną. Przede mną dni, których nie znam. Ale zrobię wszystko, by nie stracić ani jednego z nich na ból, rozpacz. To mnie nie rozwija. Nie daje radości. Czy znowu, kolejny dzień, ma pójść na marne? Kolejny-stracony?
Jakim musisz być wspaniałym, wrażliwym chłopakiem, skoro tak przeżywasz, jakim otwartym, skoro miałeś odwagę tu napisać! Jakim ciepłym i dobrym, skoro, mimo wszystko, tak dobrze wyrażasz się o byłej dziewczynie. Proszę, nie strać tego, nie zmieniaj się. To piękne cechy, o które bardzo trudno w dzisiejszym świecie. Może ona na Ciebie nie zasłużyła? Może nie odnalazłaby się przy kimś takim, może oczekiwała czegoś innego w związku? Nie mierzmy swoją miarą. Każdy z nas jest inny. Więc zwróć jej wolność. Zerwij te emocjonalne kajdany. Życz jej szczęścia. I zacznij nowy czas. Dla siebie. I tej, która pozostanie przy Tobie na zawsze.
:tak_trzymaj
Feniks Kiedyś przyznasz rację Zgryzłowatemu, kiedyś jak przypomnisz sobie siebie z teraz, to sam do siebie będziesz czuł pogardę, jak mogłeś być taka miękką fają, większość to przezywała za młodu, ale mało kto się do tego przyzna, lub chce w ogóle o tym pamiętać
I tak jak Ci Milord pisał, im wcześniej przestaniesz się nad sobą użalać, tym wcześniej zaczniesz się z tego śmiać i zastanawiać jak mogłeś się tak zachowywać.
Olej i zapomnij, ona po tych 3 latach nie miała w stosunku do Ciebie najmniejszych skrupułów i szacunku, nie jesteś jej nic winien. Im szybciej zamkniesz tą szufladę i zaczniesz zachowywać się normalnie, tym szybciej wrócisz do normy i tym mniej ucierpi Twoje ego
@feniks24 Po kilku słowach boi się Ciebie, mimo iż zna Cię od kilku lat? Wcześniej się nie bała? Musiałeś powiedzieć jej coś czego się przestraszyła, tak się nie robi, nie dość, że wychodzisz na prostaka, to utwierdzasz ją w przekonaniu, że zrobiła dobrze. Pozostaw po sobie dobre wrażenie, niech ma chociaż dobre wspomnienia o Tobie. Może z czasem przyjdzie jej refleksja, ale oczywiście wtedy będzie już za późno.
Wcześniej jak pisałem kochała mnie, nie bała się. W niedzielę wieczór mnie kochała, we wtorek powiedziała, że nigdy mnie nie kochała tak naprawdę i kocha poznanego 3-tygodnie temu gościa ze stażu. Prosta historia.
@milord może i trochę mnie martwiło jakiś czas, że nasi wspólni znajomi pomyślą, że moje poroże to mega obciach i będzie mi głupio, ale coraz mniej mnie to obchodzi. A to czy kogoś znajdę kiedyś czy nie to los zadecyduje - zobaczymy. Nie wiem gdzie ty widzisz moje użalanie się nad sobą, to już zostawiłem w tyle. Zostały kompleksy i smutek, które mam nadzieję miną. Gdy z dnia na dzień ktoś kogo kochasz ma cię totalnie w dupie to spadek samooceny musi nastąpić siłą rzeczy
niestety umiejetność otwierania gęby we właściwym czasie, miejscu i temacie wymaga sporego wysiłku intelektualnego
" Znajdzie się odpowiednia kobieta i z marszu mu przejdzie."
:brawo
Ach...rozmarzyłam się...
Jak to widzę z boku. Młodzi jesteście. W tym wieku się szuka i jest to normalne. Jak widać panna jeszcze nie dojrzała do prawdziwego uczucia, a nawet jej pozytywny obraz wygląda na przerysowany. Osoba jaką opisujesz byłaby wobec Ciebie fair.
Ale ja nie o tym. Moim zdaniem o miłości należałoby mówić w przypadku odwzajemnionego uczucia. A ona najwyraźniej potrzebowała kogoś, "by był", a nie "do kochania". Tak też bywa i wynika być może nawet nie tyle z tego, że jest zła, lecz niedojrzała.
Z tym zaufaniem na przyszłość to naprawdę ciężka sprawa. Przeżyłem coś podobnego i z kolejną "poważniejszą" panną zbyt późno zdałem sobie sprawę, że ona to Ona, jak i powstały pewne problemy komunikacyjne, bo i ona miała za sobą świeże negatywne doświadczenie (ale o tym dowiedziałem się wiele lat później). Trzecia panna wyglądała na ideał, uczucia, moralność, itd. a po 16-tu latach poroże trochę mi kark przygięło.
Reguł chyba nie ma mimo powtarzających się elementów. Więc może traktować to jak w słowach piosenki "Każda miłość jest pierwsza ...".
Piszesz o niskim poczuciu wartości.Czy po tym jak się zachowała twoja panna jesteś gorszy/lepszy, niższy/wyższy, wredniejszy/milszy,masz mniej włosów,zmieniła ci się figura,z nóg masz pałąki ???co się zmieniło? NIC.
Nie tylko mężczyzn poznajemy po tym jak kończą, ludzi także.
Jeżeli wierzyć temu co powiedziała to przez kilka miesięcy cię oszukiwała,miała inne plany na życie niż ty .
Przed wyjazdem mogła z tobą porozmawiać,mogła napisać list jeżeli bała się spojrzeć ci w oczy,wytłumaczyć że jest wam nie po drodze.
Uważasz że to normalne że interesujesz się jej życiem.Tak samo normalne byłoby gdybyś się nim nie interesował po tym jak cię z niego wykopała.To jej wartość w twoich oczach powinna spaść do zera po tym jak zakończyła znajomość,ty się nie zmieniłeś.Przez 3 lata byłeś wystarczająco dobry taki jaki jesteś teraz.To ona zmieniła zdanie/do czego miała prawo/ co nie przeszkadzało jej zakończyć związku w mało elegancki sposób.Wystarczyła nowa/?/znajomość by szybciutko przekreślić kilka lat z tobą.
... chciałbym się spotkać co jakiś czas z jakąś dziewczyną - choćby pogadać na herbacie, bo takie spotkania zawsze mnie odprężały..."-takie odprężania mogą zrobić krzywdę ewentualnej dziewczynie.Takie pocieszania łatwo pomylić z uczuciem i kolejny ambaras gotowy.
Nie lepiej umówić się z kolegą na piwo?wieczorem pobiegać,podleczyć serducho i wtedy umawiać się z czystym kontem z dziewczynami?
Pytasz o bycie singlem przez całe życie.Każdy wybiera co lubi.Ale takie decyzje w wieku 24 lat ?To tak jakbyś mógł teraz zdecydować czy przez całe życie będziesz miał tą samą pracę,wynajmował to samo mieszkanie,otaczał się wyłącznie starymi znajomymi.
Każdy dzień daje nowe możliwości,daje szansę poznać nowych ludzi i...siebie ,obudzić w sobie nowe potrzeby,pragnienia,emocje.
@Nox chyba swym postem trafnie zdiagnozowałeś moje problemy. Zwłaszcza te dotyczące spotkań z dziewczynami, nie chcę nikogo przypadkiem skrzywdzić tak jak sam się czułem skrzywdzony. Z jedną uwagą: mimo młodego wieku byłem już zdradzany przez wiele osób (nie mówię tu o związkach) i nauczyłem się nie ufać nikomu do końca, a gdy zaufałem dostałem solidnego kopa w dupę, może się należało. I masz rację, że to brzmi absurdalnie, ale poważnie się zastanawiam czy nie dać sobie spokój ze stałymi związkami. A może się będę kiedyś śmiał z takich myśli. oby.
Widzę pewne podobieństwa. Moi rodzice rozwiedli się jak miałem 10 lat. Ojczyma nie miałem, ale pewne deficyty emocjonalne są zapewne podobne.
Po tym jak mi panna, nazwijmy ją "A" dała do wiwatu, to tak samo myślałem:
Cytat
w sensie, że kobiety są po to by je "używać". I takie podejście kosztowało mnie pannę "B", która po latach powiedziała mi, że nie miała ochoty bycia zabawką; lecz w momencie gdy doszła do tego wniosku, to ja już byłem (mentalnie, uczuciowo) zupełnie gdzie indziej, to już nie była panna "do zaspokajania potrzeb". Cóż, mój pech.
zgryzolowaty zszedłem na samo dno piekła i dałem do przeczytania Lucyferowi, zachwycił się twoja poezją i uronił łzę, która zaraz wyschła w ciepłym klimacie rozgrzanych kotłów... Powiedział, że jeśli do niego trafisz, każe ci przygotować taki kociołek, w którym w upalne dni będziesz miał orzeźwiający zefirek a w mroźne wieczory cieplutkie gniazdko...
U mnie jest już lepiej, zacząłem rozmawiać z ludźmi, przyjąłem pewną pomoc przyjaciół, ale już zacząłem normalnie funkcjonować, zostało trochę ponurych myśli, jednak samotne wieczory już nie są katorgą.
Dziś napisał do mnie nasz wspólny znajomy z pytaniem dlaczego moja była sobie wrzuciła na profilówkę zdjęcie z innym facetem (nie wiedział, ze się rozstaliśmy), trochę mnie zabolało, że tak szybko i tak mało się liczy z reakcjami innych ludzi, ale to jej sprawa. Ja już nie zaglądam na żadne jej profile społecznościowe, zastosowałem się do tego co pisaliście wyżej.
Zupełnie przypadkiem poznałem ostatnio dziewczynę na imprezie, podeszła do mnie, sporo gadaliśmy, bardzo inteligentna i nieszablonowa. Dobrze się poczułem, po raz pierwszy od długiego czasu myślałem o czymś innym niż praca, czy kłopoty z emocjami. Gadaliśmy do późnej nocki mimo że na imprezie było też sporo innych osób. Nie robię sobie nadziei na nic, to za szybko, a i ona zapewne chciała się po prostu rozerwać jak to dziewczyny
Mam nadzieję, że wszystko będzie zmierzać ku dobremu. Wesołych Świąt i udanego 2016 roku wszystkim!
Ale, nie dałam rady odpisać wcześniej.
Mądry, silny facet z Ciebie!
Proszę, pisz, jak rozwija się sytuacja!
:tak_trzymaj