

| ona_83 | 16. Styczeń |
| siaczek1991 | 16. Styczeń |
| Aterluna | 16. Styczeń |
| jupik89 | 16. Styczeń |
| milki | 16. Styczeń |
Rognar | 00:07:36 |
jacksparrow | 00:55:16 |
Edek_2 | 01:02:16 |
Anetastp | 01:33:31 |
Landexpzglosy | 01:45:21 |

Witam
Postaram się krótko i na temat,
Byliśmy ze sobą 8 lat, od 5 mieszkaliśmy razem, w planach był ślub, dzieci, związek aż do śmierci. Jednym słowem wiedzieliśmy czego chcemy od siebie i życia, ale schemat który już niejeden związek przeżył, na początku roku pojawił się ktoś, kolega z pracy, zarabia lepiej, ma lepsze wykrztałcenie, zaczeło się od luźnych rozmów, opowieści o naszym związku i prawdopodobnie z jego strony przekonywania że nie jestem jej wart i szkoda tracić czasu. Oddalała się ode mnie, nie potrafiła powiedzieć co jej się nie podoba, co powinniśmy zmienić w naszym życiu, a dostrzegła że jej życie może wyglądać lepiej z nim niż ze mną, coś nowego, świeżego, ja zły on dobry i poszło. Zerwała ze mną 2 miesiące temu, poszła do niego, bolało i boli, wiedziałem że jej decyzja była podjęta głównie pod wpływem kolegi i rozwoju znajomości ostatnich kilku miesięcy, niby koniec
.. ale ..
widziałem się z nią kilka dni temu, na spokojnie, bo ma jeszcze w naszym mieszkaniu parę swoich rzeczy, rozmawialiśmy 4 godziny, zapytałem co u niej, powiedziała że dobrze, jest inaczej niż ze mną ale dobrze, gdy to mówiła miała łzy w oczach, w chwili zerwania tak pewna tego że do mnie nic nie czuje widziałem jak teraz coś w niej pęka, przez te 4 godziny kilka razy się rozpłakała, gdy pytała co u mnie, ( w dniu rozstania powiedziała iż ma wrażenie że nie licze się z jej zdaniem i potrzebami, że jest w klatce i robi wszystko tak żeby mnie było dobrze kosztem swoich potrzeb, zawsze uśmiechnięta dusiła to w sobie) odpowiedziałem jej wtedy że zamiast szukać szczęscia przy innym może warto było powiedzieć, coś zmienić, żeby czuła się dobrze.
Moje pytanie skierowane jest do osób które przeżyły coś podobnego : czy jest szansa że to nie koniec, kolega który miał być zmianą na lepsze w codziennym życiu okaże się gorszy, że coś do mnie czuje skoro nie potrafi na zimno bez mrugnięcia okiem powiedzieć że nic nie czuje (powiedziałem że nadal kocham i nie jest mi łatwo się podnieść i zapomnieć, odpowiedziała że jej też jest ciężko)
Dlaczego chciałbym z nią być skoro zrobiła mi taki numer ? bo gdyby dostała od niego kopa w dupe ja zostałbym jako koło ratunkowe do następnego ale ona jest z nim a mnie nie potrafi skreślić, pozatym przez 8 lat trochę się poznaliśmy i wie czego może się po mnie spodziewać, jaki jestem na codzień i ile dla mnie znaczy. A on jest nadal zagadką, bo słodzić i grać można długo i zdaje sobie sprawę że albo wybrała dobrze albo mu się znudzi i zostanie w głębokiej czarnej d.... Pewnie napiszecie że jestem głupi, nie mam jaj, honoru i własnego poczucia wartości bo chcę z nią być - odpowiem jak jest na dzień dzisiejszy - nadal kocham dlatego nie skreślam ..
Ale sie rozpisałem, sorki :P
Cytat
To nie jest kwestia głupoty, braku jaj, czy braku honoru...nic z tych rzeczy,
to kwestia braku instynktu samozachowawczego, rzecz znacznie poważniejsza w skutkach.
Jesteś farciarzem tak naprawdę, choć nie jesteś tego świadom. Bez ślubu, bez dzieci i innych zobowiązań dowiadujesz się kim jesteś dla kobiety z którą chciałeś spędzić resztę życia i uczynić matką swoich dzieci. To cenna informacja, z której niestety nie wyciągasz wniosków.
Zacząć od nowa ? No nie wiem, żeby za kilka lat mieć podobną akcję bo znowu trafię na "złą kobietę" my nie byliśmy ze sobą 2 tygodnie tylko 8 lat, a po chu..steczkę mam sie zastanawiać całe życie czy jest dobrze czy źle, a może ona udaje i ile jeszcze ta sielanka potrwa ( nie wrzucam wszystkich do jednego wora ale, to jest loteria na kogo się trafi ).. Sory po takiej akcji na ten moment na słowo nowy związek mam odruch wymiotny.
Napisałem o tym wszystkim bo byłem ciekaw czy ktoś przeżył coś podobnego, jaką drogą poszedł i czy nie żałował ? Bo opinii wiele (tyle ilu ludzi)
Znam osobiście 2 podobne historie, jedna to mojego dobrego kumpla który okazał się być tym złym i zdradził swoją dziewczynę po kilku latach związku, mieli kryzys czy coś tam (standard), chciał sobie poprawić, tylko ja o tym wiedziałem i tak jak chciał mu doradziłem co ma zrobić - znaleźdz twardy gruby mur, rozbieg 10 metrów i pier...nąć się w pusty łeb, bo nie wie o co gra i stawka jest wysoka, bo może stracić wszystko a związek to nie film w kinie że wychodzisz jak się nudny robi ( tak jak niestety więkrzość ludzi teraz robi) że czasem warto powalczyć a nie szukać szczęścia w obcych dziurkach, a jak odzyska przytomność iść do lubej i powiedzieć co jest nie tak bo może warto coś zmienić ... i wiecie co posłuchał. Dziś szczęśliwy tatuś bez kompleksów i chęci skakania w bok. To jest właśnie problem ludzi że idą w gówno i nikt nie powie żeby sie zastanowili bo "to przecież twoje życie"
Ale dzieki za odpowiedzi
Cytat
Nawet sukinkot nie chce się czuć jak ostatnia kanalia, toteż płaczem manifestuje, że jednak ma ludzkie odruchy, że nie chciał, że nie z premedytacją, licząc na zrozumienie tego, którego przed chwilą skrzywdził, nawet współczucie i często łagodniejszy wymiar kary. Spójrz, porzucony, na dwa zachowania:
-panna jest harda i z dumą mówi Ci, że teraz to dopiero wie, że żyje i jak to jej jest cudownie.
-panna stuliła uszy po sobie i co prawda nie rzuca, jak to jest do bani, ale roni łzy.
Które z tych zachowań rodzi w Tobie agresję i ochotę nawrzucania jej od pi*pi*pi* ? A które sprawia, że żal Ci jej i już biegniesz z pomocą, jeśli tylko kiwnie?
W/w kanalia poczuje się mniejszą kanalią, gdy ofiara okaże akt łaski, pochyli się, pogłaszcze, współczuje etc. Wyrzuty sumienia mniejsze, samopoczucie lepsze
Nie jest niemożliwym, że panna przejechała się na gościu i rzeczywiście robi odwrót na stare sprawdzone śmieci.
Nie jest niemożliwym, że zrozumiała, o co jej w życiu chodzi.
Moja rada: nie wybiegaj przed szereg, a co najwyżej ogranicz się do obserwacji na razie.
Dałabym szansę na powrót, pod warunkiem, że dziewczyna przestała się spotykać i z Tobą i z kolegą z pracy, by sobie poukładać w głowie. Każdy może się pogubić w uczuciach - nie ma w tym nic dziwnego. Ale Twoja przyjaciółka po prostu dokonała wyboru. I nie odwódź jej od niego. Bardzo prawdopodobne, że po kilku miesiącach wróci, bo okaże się - szok! - że tamten facet też ma dwie ręce, dwie nogi, chrapie, drapie się po ... tyłku, śmierdzą mu skarpety i ma swoje irytujące przyzwyczajenia. Tyle, że - by się o tym przekonać - przekreśliła Wasze plany, Wasze marzenia, kilka wspólnych lat i podeptała Twoje uczucia. Z tej mąki już chleba nie będzie.
Czas pokaże jaki będzie rozwój sytułacji, jest tak jak napisaliście, może żałuje że odeszła, że przekreśla wszystko, a zaczynanie czegoś nowego to niestety rozstanie się ze starym, tym wszystkim co nas łączyło, nawet psa mamy wspólnego tyle lat ile razem jesteśmy, wszystko musi skreślić, na zawsze. A może poprostu chce swoje sumienie oczyścić, pokazac że jej też nie jest łatwo żeby mieć mniejsze poczucie winy. Zdziwiła mnie akcja, z tym że od rozstania była cisza a nagle zaczyna szukać kontaktu, odwiedziła mnie, nieraz napisze jakiegoś eska w ciągu dnia.
Dziwne się to robi, ale spokojnie nie zagram roli koła ratunkowego bo to ona musi wybrać a nie zostać porzucona i szukać powrotu do mnie bo to jej jedyna opcja ( a raczej najwygodniejsza), to mój pierwszy związek ( mimo że za 5 dni koncze 30 lat) i raczej ostatni bo jak wspomniałem wyżej wolę przez życie iść sam niż zastanawiać się czy za chwilę sam nie zostanę.
Pozatym ciężko powiedzieć komuś kocham mając kogoś innego w sercu, a w to czy się z niej wyleczę wątpię, znam siebie, a wbrew panującej zasadzie z każdym dniem jest gorzej a nie lepiej, za dużo rzeczy na raz mi się zawaliło, związek to tylko część układanki. Nie mam wsparcia od nikogo i coraz cześciej zastatanwiam się czy warto ...
Cztery wesela i...pogrzeb.
:niemoc