Julianaempat... | 01:27:29 |
Quanta1670 | 03:50:21 |
Crusoe | 05:06:36 |
SS20 | 05:55:45 |
NieOddycham | 06:52:22 |
Witam. Rok temu poznałam tę stronę dzięki pewnemu mężczyźnie, o którym zresztą mogłabym tu również napisać, ale jest to historia przedawniona i nie zamierzam do tego wracać, ale jeśli to czyta, pozdrawiam go serdecznie gestem Kozakiewicza.
Mam siedemnaście lat, za parę miesięcy skończę osiemnaście i niecierpliwie oczekuję tego momentu, chociaż nasłuchałam się mnóstwo o tym, jak straszne i brutalne jest dorosłe życie. Dla mnie jednak bycie z dala od rodziców oznacza mentalny wypoczynek, bo być może z zewnątrz nie widać po mnie, żebym wielce przeżywała i cierpiała z powodu ich zboczeń i fanaberii, to jednak przecież podświadomie nie jestem w stanie się od tego uwolnić i czuję, jak mnie to wszystko wypacza, jak coraz bardziej się do nich upodabniam, jak staję się nieznośna dla innych ludzi, jak ja sama staję się kaleką, która nie potrafi sobie poradzić z żadnym wyborem, ani nawet z codziennymi czynnościami.
Zaczęło się od tego, że gdy chodziłam jeszcze do szkoły podstawowej, miałam dobrą koleżankę. Często przyjeżdżałam do niej, ona do mnie, przy tym nasi rodzice spędzali ze sobą dużo czasu przy kawie i tak dalej. I stało się tak, że moja matka zdradziła ojca z ojcem tej koleżanki. Ojciec wariował, gdy się dowiedział, niszczył wszystko, gonił ją z siekierą (mieszkamy w bardzo małej wsi), groził nożem, ale miałam wtedy tyko bodajże dziesięć lat, mój brat pięć, nikt na nas nie zwracał uwagi. Dobrze, że wtedy mieszkali z nami jeszcze dziadkowie i w pewnym sensie trzymali wszystko w ryzach, choć w praktyce najczęściej tylko dolewali oliwy do ognia. Potem moja matka zachorowała. Byłam z nią na policji, gdzie złożyła absurdalne zeznania, których w szczegółach nie chcę opisywać, bo posądzilibyście mnie o fantazjowanie. Trafiła do szpitala psychiatrycznego. Do dziś, biorąc leki, jest trochę otępiała.
Powiedzmy, że potem dało się wszystko znieść. Często i tak powracały ataki białej gorączki u ojca, zwłaszcza, że jest on alkoholikiem odkąd pamiętam. W podstawówce, gdzie jedną z nauczycielek była żona tego człowieka, z którym zdradziła matka nie miałam nigdy zbyt łatwo, chociaż byłam dzieckiem od zawsze, nie chwaląc się, bardzo zdolnym, inteligentnym. Dokuczano mi, zwłaszcza robili to rówieśnicy, bo byłam inna, zamknięta w sobie, miałam inne zainteresowania i aspiracje. Ale nigdy nikt nie zwracał uwagi na to, że przychodzę do domu z płaczem, być może czasem babcia kazała mi się nie dawać tym zaczepkom. Poszłam do gimnazjum, zaczęłam dojrzewać i wtedy miałam straszny kryzys wartości, nie wiedziałam, kim właściwie jestem i jak mam postępować, bo nigdy tak naprawdę nikt ze mną nie porozmawiał, nie wsparł. Wtedy też zaczęłam się strasznie kłócić z ojcem, który nazywał mnie dziwolągiem, nienormalną, pasożytem, darmozjadem, gówniarą, która nie wie nic o życiu i na dodatek umyślił sobie, że się puszczam. Nienawidziłam go niesamowicie, bo wszystko to było nieprawdą. Ja byłam po prostu innym człowiekiem, niż oni wszyscy, mnie nie satysfakcjonowało to, co dla nich było wierzchołkiem góry pragnień. Po tym, jak parę razy musieliśmy uciekać od ojca nocą w zimę i iść parę kilometrów do dziadka ze strony mamy, zawsze przyjeżdżał po nas i udawał skruszonego tatusia. A moja matka wracała, bo tylko on pracuje i jesteśmy od niego uzależnieni finansowo.
Potem on zaczął zdradzać. Raz jedna, starsza kobieta, bo w takich gustuje, poznana w sanatorium. Obrzydliwa, prymitywna, której sikał na pysk robiąc zdjęcia. Tak, widziałam. Znam każdy szczegół życia seksualnego mojego ojca, bo nie omieszka się tym na głos chwalić matce przy mnie i bracie. Potem jeszcze kilka podobnych starych bab. Matka wiecznie pokorna i poddana jemu, o nas, o dzieci właściwie nikt nie dba, bo jeśli mamy jedzenie, to przecież mamy wszystko.
A Tobie i bratu przydałby się nie tyle jakiś pedagog co psycholog z prawdziwego zdarzenia. Analizując wpis jesteś już dorosła. Istnieje niebezpieczeństwo, na które musisz uważać. Byś z potrzeby akceptacji nie wpadła w ramiona jakiegoś kretyna, który oferując namiastkę będzie chciał zgarnąć całość.
pięknie piszesz. Jesteś z jakiejs innej bajki. To bardzo rzadko spotykane w Twoim wieku, taka świadomość i dojrzałość, jasno wytyczony cel. Fakt, nie możesz dać się zmarnować. Nie poprzestań tylko na wyjeździe do chłopaka za granicę, Ty się MUSISZ!!! kształcić.
A i jeszcze to, o czym słusznie napisał Milord. W takim stanie jak Twój łatwo pójśc za kimś, kto okazuje Ci serce i zrozumienie. To naturalne. Ale uważaj przy tym na siebie, swoje potrzeby i swój rozwój. Może jakieś stypendium? czuję, że stać Cię naprawdę na wiele :-)
pozdrawiam i współczuję
Za kilka miesięcy skończysz 18 lat i masz w planach wyjazd za granicę,to być może dobre wyjście.
Rodzice potrzebowaliby mocnego wstrząsu,żeby inaczej spojrzeć na swoje życie, czy coś w nim zmienić,nie ma jednak na razie na to szans,więc musisz liczyć wyłącznie na siebie.Gdybyś umocniła się finansowo,wtedy i inne sprawy łatwiej by Ci było zrealizować.Uniezależnienie finansowe,to szansa na wyrwanie się z toksycznego domu,a kto wie może i brat mógłby kiedyś na tym skorzystać ? naukę zawsze możesz kontynuować.U nas realia wiadomo jakie są i nie ma zbyt dobrych widoków na pracę.
Wiem co czujesz bo sama miałam piekielne dzieciństwo,jakoś "wyszłam na ludzi"
Obierz dobry dla siebie kierunek,bądź ostrożna i zrób wszystko ( byle mądrze ),żeby Twoje życie zmieniło się na lepsze.