Wszyscy piszą tu o zdradach w małżeństwie, pomiędzy znajomymi, kochankami. A nikt nie pisze o zdradzie przyjaciół, współpracowników, znajomych. Taka zdrada też jest podobna, i też potrafi zawalić świat. Mam sytuację z pracodawcą. Jest to dziwne, bo to nie do końca typowy pracodawca. Łączy nas znajomość i dziwne uczucie, od kilku lat. Jednak jest to człowiek - jak się okazało - zupełnie niegodny zaufania. Dla niego kłamstwo jest rzeczą zwyczajną, codzienną. Zdrada nie jest zdradą jeśli w grę wchodzą jego interesy. Uczciwość kiedy chodzi o jego sprawy, nie istnieje. Każdemu można zrobić wszystko, każde świństwo, jeśli to jest usprawiedliwione jego interesami, prywatnymi, zawodowymi. Nie można się z nim dogadać, szczerze umówić, zaufać w przypadku czegokolwiek, już się przekonałam, że tak jest. Zawsze potem jednak jestem w szoku, wstrząśnięta, wytrącona z normalnego rytmu, że coś takiego on mógł mi zrobić! Postąpić tak nie fer, choć dla niego wszystko da się wytłumaczyć, dla niego uczciwość nie istnieje, to tylko "normalne" metody załatwienia sprawy. Do tego doszło jeszcze ciągłe dołowanie mnie, niby to takie żarty, ale ja się czuję coraz gorzej, popadam w jakąś niemoc, zniechęcenie, nie jestem już tą osobą, którą kiedyś byłam. Optymistką, pełną pomysłów. Uzależnił mnie od siebie emocjonalnie i nie potrafię przerwać tego układu, mimo że się w nim męczę. Czuję, że mnie zniszczył psychicznie. On stosuje podobne metody do wielu, choć nie wszystkich ludzi.
To znaczy, tak jak napisałam, co jakiś czas po okresie względnego spokoju, następuje afera, dołowanie, awantura, i wszystko zaczyna się od początku. Błędne koło. Jestem sfrustrowana, skołowana, straciłam siły, zapał, żeby się w ogóle z tego podnieść, wyzwolić, zacząć żyć. Czuję, że gdzieś spadam, że brakuje mi sił na poniesienie się. Jak mam tą siłę znaleźć? Gdzie?
|
|