| tomala | 14. Kwiecień |
| ankaK | 14. Kwiecień |
| Justyna_Sz | 14. Kwiecień |
| karol102 | 14. Kwiecień |
| madziara110 | 14. Kwiecień |
JamesTon | 00:52:44 |
Landexpzglosy | 02:13:04 |
Urzekajaca444 | 04:48:04 |
Julianaempat... | 05:32:00 |
Aga104 | 07:00:32 |

Wszystko wydarzyło się na przestrzeni nieco ponad dwóch miesięcy. Od 7 kwietnia do 16 czerwca ubiegłego roku. Opiszę Wam historię zdrady powtórnej, bo pierwszą zdradę wybaczyłem. Wielki był ból, ale miłość jeszcze większa. Sprawdziła się w moim przypadku definicja miłości: rKocha się nie za coś a mimo wszystkor1;.
7 kwietnia dowiedziałem się zupełnie przypadkiem, że moja dziewczyna mnie zdradza. Następnego dnia przeprowadziliśmy bardzo poważną i naładowaną emocjami rozmowę. Nie przyznawała się do niczego do momentu, gdy przedstawiałem konkretne dowody, daty itp. W końcu nie miala wyjścia - przyznała się. Odwiozlem ją do jej domu i na pożegnanie powiedziałem, że z nami koniec. Wysiadła z samochodu i zapłakana schyliwszy się patrząc przez zamykającą się szybę przepraszała, przysięgała, że nigdy więcej... Odjechałem. Wróciłem do domu i przez prawie tydzień chodziłem po ścianach z rozpaczy. W koncu nie wytrzymałem, napisałem do niej na gg. Zaczęliśmy rozmawiać spokojnie. Potem się spotkaliśmy i ... wybaczyłem. Szczęśliwi w tym momencie byliśmy oboje. Nie musze dodawać, że obiecała, że nigdy nic takiego się nie powtórzy. W maju pojechaliśmy na tydzień na Wybrzeże i spędziliśmy przecudowne chwile. Dodam jeszcze, że 18 maja ona miała wyjechać do Niemiec, do pracy sezonowej. Zastanawiałem się, czy się na to zgodzić, ale postanowiłem jej zaufać. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Z Gdańska wracaliśmy 10 maja. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach i między innymi o jej wyjeździe. W pewnej chwili spojrzała mi głęboko w oczy i powiedziąła słowa, które zapadły mi głeboko w pamięć. Nigdy ich nie zapomnę:
[b]rMusialabym być potworem, gdybym po tym, co mi wybaczyleś, po tym, co dla mnie zrobileś, miala Cię skrzywdzić ponownier1;.[/b]
Nie będę się rozpisywał. Wyjechała. Dzwoniłem do niej po dwa razy dziennie. Pisaliśmy masę sms-ów. Wszystko było pięknie, do momentu, gdy zaproponowałem, ze przyjadę na dzień, dwa. Zaczęło się odwodzenie mnie od tego zamiaru, wykazywanie, że ma to być próba dla nas obojga i tym podobne rzeczy. Jednoczesnie rozmowy a głównie sms-y stały się z jej strony zdawkowe, nic nie mówiące, takie pisane na rodwalr1;. Przekonałęm ją jednak. Pojechałem 6 czerwca. 1200 km po to tylko, by spędzić z nią jeden wieczór. Była dziwna, spięta i jakby wystraszona. Zapytałem, czy coś się dzieje, czy może już stała się potworem, o którym mówiła. Wymawiała się zmęczeniem, zbliżającym się okresem i by uciąć moje dociekania [b]przysięgła na życie i zdrowie swojego synka, że nie zdradziła mnie i nie zdradzi.[/b] Późnym wieczorem odwiozłem ją na farmę i powiedziałem, że jej nie wierzę, że jestem pewien, że kłamie. Mimo to, nie byłem pewien. Wróciłem do kraju, ale nadal rozmawialiśmy, nadal pisaliśmy sms-y. Nie wytrzymałem długo w domu. 16 czerwca znów wybrałem się w podróż z zamiarem wyjaśnienia sprawy do końca. Pojechałem i dowiedziałem się, że już 27 maja zaczęła się zwyczajnie puszczać. 17 dni po wypowiedzeniu pamietnych słów o potworze. Był to dzień deszczowy i nie było pracy. Zabrałem więc ją z farmy około 15:00. Do hotelu mieliśmy 10 minut jazdy. Przygotowałem dyktafon i gdy wsiadła do samochodu, powiedziałem, że wiem wszystko i ma 10 minut, by mi o tym powiedzieć. Do dziś mam to nagranie, ale nie jestem w stanie go słuchać.
Puenta? Nie ma. Po prostu życie. Dodam tylko, że pamiętając o jej przysiędze z poprzedniej mojej tam bytności, powiedziałem, że i ona, i jej rodzina odczuje to krzywoprzysięstwo bardzo mocno. Pod koniec lata u jej mamy stwierdzono nowotwór i konieczność operacji a w lutym tego roku zmarł nagle jej jedyny, zaledwie o dwa lata starszy brat. Ojca nie ma już od dawna. Może to zbieg okoliczności, może to przypadek, ale szafowanie przysięgami składanymi w złej wierze nie wychodzi z pewnością na dobre. Prawo karmy mówi dobitnie. Co w życiu dajesz, odbierzesz po wielokroć.