

| ona_83 | 16. Styczeń |
| siaczek1991 | 16. Styczeń |
| Aterluna | 16. Styczeń |
| jupik89 | 16. Styczeń |
| milki | 16. Styczeń |
Edek_2 | 00:06:04 |
Rognar | 00:14:23 |
Anetastp | 00:37:19 |
Landexpzglosy | 00:49:09 |
Julianaempat... | 01:32:40 |

To była dziewczyna jak z bajki, chodziła korytarzem na uczelni i wszyscy się za nią oglądali, ona nie patrzyła na nikogo. Jako jedyny ją poderwałem i została moją dziewczyną, przyznam szczerze, że do dzisiaj uważam to za pewne osiągnięcie :) Początki związku były niesamowite, gwieździste noce z buziakami w tle. Dziewczyna była typem "księżniczki", czyli to facet musiał zawsze wszystko organizować tak, żeby księżniczka się nie nudziła. Przyznaję, że osobiście wolę bardziej samodzielne osoby, ale jakoś na to przystałem. Wydawała się mieć bardzo tradycyjne podejście np. twierdziła, że jak ślub to nie ma mowy o intercyzie itd. Po czasie stałem się jej "przynieś, wynieś, pozamiataj", to znaczy jak była u mnie to zawsze ja robiłem jedzenie, zawsze ja organizowałem wypady i wieczory i jeszcze musiałem się domyślić czego księżniczka ode mnie oczekuje, żeby nie popełnić fatalnego faux pas (kolor świeczek przy romantycznej kolacji nie korespondował z kolorem obrusu). Oczywiście wszystkie jej wymagania zawsze były poparte odpowiednimi historyjkami jej znajomych lub byłych chłopaków, którzy też robili dla niej takie cudowne rzeczy i byli tacy fantastycznie kochani i romantyczni. Na przykład jej były zawsze robił jej sałatkę, a kiedyś jej kumpel specjalnie dla niej wypożyczył jej książkę. Cudowni faceci to byli, ja też chciałem taki być. Czułem się trochę przytłoczony tym wszystkim, ale jakoś dawałem radę. Pierwsza czerwona lampka zapaliła mi się jak umówiła się z jakimś nowo poznanym kolesiem i zapytała mnie czy może się z nim spotkać. Ja się bez problemu zgodziłem, bo nigdy nie byłem chorobliwie zazdrosny i zawsze uważałem, że powinniśmy poznawać różnych ludzi pod warunkiem, że te nowe kontakty pozostaną w sferze koleżeńskiej. Naświetliłem jej sytuację w ten sposób i się zgodziłem. Po tym spotkaniu, które było jednorazowe, powiedziała mi, że jej były chłopak to by jej na coś takiego nie pozwolił i to wyzwoliło moją pierwszą czerwoną lampkę. Stwierdziłem, że skoro nie potrafi korzystać z wolności, to od teraz będziemy sprawy rozwiązywać inaczej. Zaczął się okres pozwalania/niepozwalania na spotykanie się z różnymi ludźmi i związek zaczął się dla mnie robić powoli chory, ale sytuacja nadal wyglądała stabilnie, sprawa ucichła. Druga czerwona lampka zapaliła się jak jej były chłopak wysyłał jej MMS-y z misiami. To była atrakcyjna dziewczyna i zdarzało się, że faceci się nią interesowali i czasem nawet wspólnie śmialiśmy się z tekstów, którymi próbowali ją poderwać. Pokazywała mi czasem niektóre "kwiatki" i było całkiem śmiesznie. Ale z tym jej byłym to jakoś mi się ta druga lampka włączyła i moja intuicja podpowiedziała mi, że sprawa jest do zbadania. Pewnego dnia jak spała u mnie zauważyłem, że ja robię jedzenie i w ogóle "skaczę" koło niej, a ona ciągle do kogoś pisze sms-y. No więc jak poszliśmy spać, to ja się obudziłem w środku nocy i postanowiłem sobie poczytać co jest grane, czego nigdy jeszcze do tej pory nie robiłem, ale męczyło mnie, że coś jest na rzeczy. Oczywiście przeczytałem sobie jak bardzo chciała by być z nim teraz w łóżku, a jednak była w łóżku ze mną i tym podobne. No nic, wstaliśmy rano, zawiozłem ją do domu, dałem przysłowiową "dychę". Oczywiście była niesamowicie urażona, że w ogóle śmiałem tak postąpić do momentu jak zasugerowałem, żeby poczytała swoje sms-y. Wtedy zaczęło się przepraszanie. Uderzyło mnie w tej sytuacji to, że dziewczyna kłamała do samego końca. Podpuściłem ją trochę, że mam pewne podejrzenia, ale ona twierdziła, że nic się nie dzieje. Była tak przekonująca, że jakbym nie miał twardych dowodów, to bym jej pewnie uwierzył. Teraz się pewnie niektórzy uśmieją, ale postanowiłem jej wybaczyć. Cóż, miłość to piękna rzecz. Ona zapewniła mnie, że to już się nigdy nie powtórzy, ale od tego momentu już nie mogłem jej zaufać. Sprawa przycichła, minęło kilka miesięcy. Nagle okazało się, że ten sam były chłopak nie zdał jakiegoś egzaminu i ona musi mu koniecznie pomóc. Chciałem być dobry, nawet ją do niego zawiozłem, ale pozostałem przezorny i sprawdziłem swoje. Okazało się, że chłopak miał wszystko zdane, a ona zwyczajnie chciała się z nim spotkać. Oczywiście przede mną było cały czas udawanie, że ona nie chce tam jechać ale musi i tak dalej. Znowu to samo, podpuściłem ją, kłamała do samego końca, aż w końcu zacząłem cytować i już nie było o czym rozmawiać. Najlepsze jest to, że tym razem nawet mnie nie przeprosiła, jeszcze była na mnie zła. Po tygodniu oczywiście chciała do mnie wrócić (zapewne tamten jej do knajp, teatrów i kin nie zabierał), ale ja już nie chciałem mieć z nią nic wspólnego. Po kilku miesiącach znowu to samo, ale z mojej strony ściana wraz z odpowiednią argumentacją negatywnych cech jej osobowości w celu przyszłej poprawy. Od czasu drugiej sytuacji z jej byłym chłopakiem ani razu nie usłyszałem "przepraszam", co najwyżej, że moje argumenty są "niestosowne" (no bo jak w ogóle śmiałem się dowiedzieć o tym, że zdradza mnie z innym). Jako ciekawostkę podam, że podczas naszej ostatniej rozmowy stwierdziła, że nie chce mieć mnie za znajomego (tak jakbym ja chciał), bo "już niczego fajnego ode mnie nie uzyska".
Aby moja historia stała się morałem dla użytkowników tego zacnego portalu, polecam zwrócić uwagę na słowo "uzyska".
Otóż w mojej historii przejawia się nie tylko zdrada, ale również manipulacja. Zostałem wmanipulowany w bycie "dobrym chłopcem" tylko po to, żeby wypełniać jej czas pomiędzy spotkaniami z jej byłym. Problem z wykryciem takich manipulacji polega na tym, że takie osoby odwołują się z reguły do jakiś szlachetnych czynów czy zasad, które naprawdę wydają się sensowne. Problem polega na tym, że tacy ludzie są drapieżnikami, chcącymi wykorzystać dobro innych tylko dla zaspokojenia własnych celów. Nie chcą zadowolić drugiego człowieka, chcą wyciągać stałe korzyści dla siebie. Potrafią być w tym naprawdę przekonywujący. Na przykład moja dziewczyna robiła mi piękne prezenty raz na kilka miesięcy, aby podtrzymać iluzję miłości. Tak naprawdę ona na ten prezent poświęcała kilka godzin na kilka miesięcy, a ja poświęcałem jej cały mój wolny czas, rachunek był prosty i z korzyścią dla niej. Przestrzegam wszystkich przed takimi osobami, wasze uczucia nie mają dla nich znaczenia, uczucia tych, z którymi was zdradzają, nie mają dla nich znaczenia, liczą się dla nich tylko oni sami.