NieOddycham | 01:13:28 |
Urzekajaca444 | 01:22:58 |
Crusoe | 01:44:52 |
Jess | 01:47:39 |
#
poczciwy | 03:01:31 |

MAm 34 lata a czuje sie jak smiec i czuje ze popadam w totalna pustke. Bylem z dzieczyna rok czasu, mieszkalismy razem ja mialem plany na przyszlosc. W pewnym momencie mogla wyjechac do pracy za granica i zarobic cos wiecej(mielismy plan remontu łazienki hehe) nigdy nie chcialem jej ograniczac- bo chcialem ufac jej i aby sama podejmowala swoje decyzje i byla szczesliwa.JAk wyjechala to na poczatku strasznie tesknila ja ją wspieralem jak moglem, gdy miala problemy z praca to mowilem jej aby wrocila nawet z 1 funtem bo jest dla mnie najwazniejsza, ja znalazlem w tym czasie lepsza prace, odkladalem pieniadze bo myslalem ze jak wroci to gdzies wyjedziemy, po prostu nie wyobrazalem sobie zycia bez niej. W poprzedniej pracy zarabialem niewiele i bylo mi wstyd przed nia bo myslalem ze ma mnie za nieudacznika(z czasem okazalo sie ze to nieprawda). Po pewnym czasie zaczela coraz mniej sie oddzywac, i wspominac ze moze nie damy rady byc z soba ja zapewnialem o swej milosci i o tym ze nie wyobrazam sobie zycia bez niej. Po jakims czasie przestala odbierac telefony ode mnie, wiec jakims cudem zdobylem nr tel stacjonarny gdzie mieszka, tam sie dowiedzialem ze nie wrocila na noc i ze wyprowadza sie do jakiegos manka(mi nic nie powiedziala) zadzwonilem wkurwiony na grande to mnie zbyla ze to kolega, po miesiacu nie mieszkala z nim i odnowila kontakt ze mna. W lipcu przyjechala do mnie ja z roza itp w domu cudowny sex, jak zasnela to przeczytalem jej sms-y pisze do tego manka - uwielbiam budzis sie i zasypiac w twoich ramionach, po miesiacu jak ze mna rozmaiwala jakis jej byly pisze ze te 2 dni byly cudowne a wtedy ppamietam ze w niedziele mowila ze byla u kolezanki i jest jej ciezko a ja ja pocieszalem. Wyjechala do rodziny bo miala wesele, ja liczylem ze zmadrzeje, nie zabrala swoich rzeczy, wszystko bylo jak mieszkala ze mna. czasami sporadyczny kontakt ja czekalem na jakas wiadomosc od niej jak .....na wiadomosc zycia i smierci, tesknilem, nie moglem spac, no i......zaczolem pic sam ze soba, bo nie moglem zniesc ludzi, nie wiem dlaczego, czulem sie taki spanikowany i balem sie wszytskiego, w styczniu przyjechala do mnie i dalej pocalunki, mowila do mnie kochanie, ze za miesiac moze wroci, 2 tygodnie przed walentynkami mi powiedziala abym przestal pic wziąl sie za siebie bo jestesmy sobie pisani i ona posiedzi troche o wroci, wiec ja dalej pelen nadziei przestalem pic cos zmieniac w domu aby bylaz e mnie dumna jak wroci, dzien przed walentynkami zadzwonilem do niej a ona mi powiedziala ze ma faceta tam. Czuje sie strasznie rok czekalem na nia rok i co jakis czas dawala mi nadzieje, nikogo tak nie kochalem, nie mialem tylu wspomnien, planow, po prostu nie chce mi sie wstawac z łózka. Jak kurcze mozna w cos wierzyc na tym swiecie, bylem fair, nie zdradzalem nie klamalem, dalem jej moje mieszkanie, wspolne lozko, mialem marzenia ktore ktos po prostu tak okrutnie podeptal. pale strasznie duzo, pije, wszystko mnie nudzi i nic nie cieszy. Jak w cos wierzyc?? wczoraj napisalem sms-a do niej - co z twoimi rzeczami? odp WYRZUC potem napisalem : jak moglas mnie tak potraktowac? masz jakies wyrzuty sumienia? nic nie odpisala..... czuje sie jak zero nic nie warte i chyba sie z tego nie podniose bo nie wiem po co??